Chrzest, komunia i bierzmowanie. 3 podstawowe narzędzia Kościoła do werbunku nowych członków?
Dodał: Daniel | Dnia: 21/02/2010 | Wyświetleń: 1901
- Każdy Katolik wie czym są i co oznaczają: chrzest święty, komunia święta i bierzmowanie. Każde z nich to inny sakrament i co innego oznacza. No właśnie, co oznacza? Czy w czasach XXI wieku to nadal coś oznacza? Czy człowiek po chrzeście czy komuni świętej staje się lepszy od innych ?
Czy to jest tak, że kiedy wyjdziemy po bierzmowaniu, to jesteśmy lepszymi ludźmi, bo znajdujemy się bliżej Boga?
Dlaczego?
Czy człowiek, który nie dostąpił tych skaramentów koniecznie musi być skazany na potępienie przez Boga? Czy ma jakieś znaczenie zmycie grzechu pierworodnego dziecka, które jest zupełnie nieświadome, co robią z nim rodzice?
Czy ma znaczenie to, że młody człowiek nie przystępuje do komunii świętej ? Czy dziecko 8-9 letnie, nie będące u komunii świętej jest gorsze od innego? Czy wogóle popełnia grzechy, których może być świadom?
Czym wobec tego jest grzech?
A może to po prostu skuteczna metoda kościoła na werbowanie nowych członków do społeczności Katolickiej ?
Zasugeruj link do strony związanej z tematem.
Wyszukaj
Logowanie
TOP 3 Masterminds
-
Punkty: 859
Wątków: 25 | Komentarzy: 1509
-
Punkty: 484
Wątków: 35 | Komentarzy: 706
-
Punkty: 467
Wątków: 67 | Komentarzy: 344
Mastermind Statystyki
- Wątki: 1071
- Komentarze: 7068
- Użytkownicy: 752
Pytania życia użytkowników.

jak uzyskać oobe

Master Cytat

Jeśli nadzieja jest matką głupich to życie mądrych jest beznadziejne.

Anonimowy
Do MasterMind-ów
Bardzo, ale to bardzo prosimy o wpisy poprawne gramatycznie i ortograficznie!
masterminds.pl to serwis społecznościowy, który ma
kształcić a nie
uwsteczniać!
Pamiętajcie o tym.
W tym nietolerancyjnym społeczeństwie, wśród rodziców, babć , dziadków na codzień indoktrynujących swoje dzieci, wnuki, nadal mamy wolną wolę?
Nie wiesz o czym mówisz, bo być może posłusznie zgadzasz się z opinią swoich przodków co do wiary, którą Ci skutecznie wpoili, albo może TY, jako nieliczny masz wolną wolę.
Jest naprawdę masa osób ( głownie słabych jednostek ) , które dzień w dzień są do tego wręcz przymuszane, i z różnych powodów całe życie udają. A często też jest im tak po prostu wygodnie i nigdy niczego nie zmienią i nie otworzą umysłu.
Narzekałeś w jakimś wątku, że ludzie się nie rozwijają. I masz odpowiedź - po co się mają rozwijać, jak wszystko mają podane na złotej tacy - idealna religia gotowa, pisma świętego w niej interpretować nie wolno, to po co się rozwijać ?
Poza tym , kiedy inne dzieci są u komunii świętej, masz pojęcie jak trudno jest się wyłamać 8 latkowi? To dziecko nie ma zupełnie zielonego pojęcia , co się mu robi.
Werbowanie? Cóż, trudno mówić o werbunku nieświadomych niemowlaków.
One są bezwzględnie i bezczelnie wcielane do tej religii w takim wieku, że są bez żadnych szans na ich własne opinie w tej sprawie.
Ja dokonałem znacznej zmiany w sobie, wewnętrznej zmiany, jednak nadal wierzę w Boga, ponieważ to się stało za Jego sprawą.
Kiedyś kolega z pracy powiedział, że w Chrześcijaństwie nie ma wolnej woli, podobnie jak Ty to piszesz. Wg mnie tak nie jest. Oceniasz religię po ludziach, którzy nie przestrzegają jej reguł. Choć jestem zwykłym zjadaczem chleba to wiem, że to właśnie przez wolną wolę pierwsi ludzie opuścili Raj i przez których to grzech niemowlęta przyjmują chrzest. Wydaje mi się, że nie lubisz religii chrześcijańskiej lub nie zgłębiasz jej wystarczająco mocno pisząc takie słowa. Wolna wola to podstawa tej religii, Ty decydujesz jak chcesz żyć, a ludzie wokół Ciebie postępują wedle własnego uznania sygnując to niejednokrotnie wznioślejszymi ideami. Religie już chyba mają tak, że ich wyznawcy nierzadko postępują zgoła inaczej. Tak jest nie tylko w Chrześcijaństwie. Swego czasu Islam był najbardziej pokojową religią na świecie, a dziś sporo utożsamia Muzułmanów z terrorystami mimo iż religia się nie zmieniła. Chyba każda religia to nie tylko "mohery" i dewoty, ale również Ci, którzy postępują zgodnie z jej zasadami.
Dylemat moralny: zostać przy swoim i narazić się na atrakcje w rodzinie, wraz z możliwym zawałem? Czy ulec i stracić twarz przed sobą i swoimi przekonaniami? Przecież w sumie mogę ulec. Ale co z tymi, którym zawsze mówiłem ,że nigdy tego nie zrobie? Co z MOIMI przekonaniami i tego dziecka? Czy to nie jest problem?
Dzieci ze względu na to że, są nietolerancyjne z natury gdyż nikt nie uczy ich bycia tolerancyjnymi przysparzają nawet niechcący ogromnych przykrości odmieńcom. W naszym kraju to nie jest prosta sprawa.
A co do wiary ciesz się że nie urodziłeś w islamie i w jakimś islamskich kraju. Tam dopiero nie miałbyś prawa głosu do buntu. Chrześcijaństwo od czasów końca świętej inkwizycji jest bardzo tolerancyjne.
a czytałeś zakład pascala??
Poza tym wg badań naukowych mózg ludzki jest tak skonstruowany że musi wierzyć w siłę wyższą.
A skoro jesteś ateistą (czyli nie wierzysz w teizm i wykluczasz istnienie Boga) to czym są wg Ciebie cuda których naukowcy nie są w stanie wyjaśnić??
Islam, sama wiara, jak i problemy ludzi chcących odejść od religii są takie same, jak w Polsce. Identyczne tylko, że inaczej boga się nazywa. Ta sama presja rodziców i dziadków, ci sami 'wierzący, nie praktykujący', te same wałki wciskane młodym, że od masturbacji oślepną, taki sam poziom olewania religii przez część społeczeństwa.
Nawet w krajach, gdzie islam jest narzucony z góry przez rząd; w krajach, które Europejczykom jawią się jako przeciwieństwa wolności.
To wg Ciebie gość ma bić pokłony chrześcijanom, że nie stosują przymusu?
Sory, ale taki komentarz zasługuje na dużego minusa.
Zawsze myślałem że mamy wolność słowa a w internecie to już chyba w ogóle, ale jednak chyba wolności nie mamy bo obrażanie przekonań działa tylko w jedną stronę???
każdy niech wierzy w co chce jego sprawa i bardzo dobrze, jeśli ktoś wierzy w życie po śmierci to i tak będzie tam rozliczany nie z tego ile godzin się modlił tylko z tego jakim był człowiekiem czy dobrym czy zły i czy potrafił np kochać. fajnie by było gdyby wszyscy przestali zwalczać siebie nawzajem.
prawdziwy ateista nie zwalcza kościoła czy też Boga bo dla niego ten temat nie istnieje.
Ale polak od zawsze musiał się na coś buntować. Kiedyś słusznie walczył o wolność niepodległość. Teraz nie ma o co walczyć, więc walczy z autorytetami z religią w której się wychował etc.
szanuje prawdziwych ateistów czyli tych którzy nie czepiają się środowisk katolickich. mam takich wśród znajomych.
A ateizm? Dla mnie ateizm to nic złego, zaryzykowałbym twierdzenie, że jest on przeze mnie postrzegany jako kolejna religia, jednakże pozbawiona jednolitego obiektu kultu, że tak powiem.
A to, że ateiści "czepiają się" Kościoła katolickiego... Szczerze mówiąc nie ma dla mnie zbytniego sensu, po co mieć coś do Katolików, jeżeli nie uznaje się ich wiary i Boga? Nie uznajesz Boga i Kościoła? Dobrze, masz prawo! Jednak bądź tolerancyjny i nie "czepiaj się" Kościoła, jeśliś ateista.
Prawda, ateiści mogą twierdzić - Kościół jest wszędzie, krzyże są wszędzie! Ale Polska to kraj katolicki, jakby nie patrzeć, przeważająca większość Polaków to Katolicy, więc mają prawo do okazywania swej wiary w miejscach publicznych, choćby przez krzyżyk na ścianie czy krzyż przy drodze. Nie zapomnijmy jednak o konstytucyjnym prawie do wyznania, nikt w Polsce nie będzie potępiał ateistów, bynajmniej nie powinien.
Coś na zasadzie filmu "Duże zwierzę" ze Stuhrem - małe miasteczko, w którym facet znajduje wielbłąda i go ma w swoim ogródku. Po pewnym czasie wszyscy uważają go za odmieńca i napiętnują.
Taka ludzka natura
Otóż piszesz:
"Ale to nie czyni ich dobrymi katolikami, więc nie wydaje mi się aby była to skuteczna metoda werbowania przez Kościół nowych członków. Bo będzie to tylko "doraźny werbunek", na potrzebę chwili, a nie z prawdziwego pragnienia."
Widzisz, więc to zdanie jest po prostu genialne. Nie czyni to ludzi lepszymi ani dobrymi katolikami, a jednak nimi są. A przynajmniej udają, że nimi są. Wiele rodzin udaje tak już od wielu pokoleń, i nadal udają. Zupełnie nie rozumieją o co chodzi tak naprawdę w sakramentach świętych, przykazaniach czy innych kościelnych praktykach. Jednakże powielają bezwładnie przyzwyczajenia swoich przodków , ojców i dziadów. DLACZEGO TO ROBIĄ?
Ja uważam, że jest to efekt sprytnej polityki Kościoła, która poprzez te trzy sakramenty bardzo znacząco wpływa na młodego człowieka, który jest im poddany. Do tego dochodzi presja rodziny i środowisko , w którym dojrzewa ( powszechność Kościoła, kapliczki, krzyżyki, religia w szkole ). Taki człowiek moim zdaniem jest po prostu werbowany, i siłą ( bo przecież do 18 roku życia nie może sam podjąć decyzji formalnej ) jest wcielany w szeregi koscioła.
Ale nastały czasy oświecenia , i powoli i skutecznie zaczniemy się budzić z tego letargu. :) Mam taką nadzieję.
Pozdrawiam
Dajmy na to pentagram - istnieje Biały i Czarny, jest symbolem ochronnym, ma wiele znaczeń, ale nie, Kościół na jedno kopyto - pentagram = zło.
A magia w średniowieczu? Przecież zdolności parapsychiczne nie są niczym złym, wiem z doświadczenia, że nie szkodzą nikomu w moim otoczeniu, a jednak osoby obdarzone nimi lub choćby podejrzane o posiadanie zdolności parapsychicznych ginęły w salach tortur i na stosach. Zwyczajny strach i niezrozumienie.
Co do tego "werbunku siłą". Masz rację że tak się dzieje, ale nie tylko w naszym kraju i nie tylko w tej religii. Ja jednak nie przykładam tak wielkiej wagi do tego co było kiedyś. Mam wszystkie sakramenty, ale potrafię przeciwstawić się kościołowi i jego dogmatom. I młode pokolenie coraz częściej będzie wybierało to co im odpowiada, a nie co było dobre dla ich rodziców, dziadków... Zmieniamy się, nasza świadomość się zmienia. Czy to dobrze czy źle, nie wiem.
A co do tej sprytnej polityki, to każdy sobie radzi jak potrafi. Kościół akurat tak, i przez wieki na tym dobrze wychodził. A skoro Ty Danielu negujesz prawo kościoła do takich czynów, to gdzie Twoja tolerancja?? Taka sama jak i kościoła ;(
Pozwólmy ludziom samym wybierać co jest dla nich dobre. Pamiętajmy jednak że są wśród nas jednostki które nie są na tyle silne by ponieść brzemię odpowiedzialności za siebie i po prostu chcą by nimi kierowano. Znam mnóstwo takich osób...
Więc proszę nie uderzaj w ten deseń...
A wypowiedzi typu "pozwólmy ludziom sami wybierać" wiem że są popularne i brzmią cudownie, lecz to nie ja im narzucam co mają wybrać, a właśnie Kościół. I ja neguję prawo Kościoła do takich czynów. A wiesz dlaczego?
Bo głosi zupełnie co innego. I jest to potwornie obłudne.
pozdrawiam
"A wypowiedzi typu "pozwólmy ludziom sami wybierać" wiem że są popularne i brzmią cudownie, lecz to nie ja im narzucam co mają wybrać, a właśnie Kościół."
No to chyba odbierasz ludziom prawo do samodzielnego myślenia jeśli twierdzisz że kościół jest aż tak potężnym tworem że decyduje za nas wszystkich. Kościół wyraża dość jasno i konkretnie swoje postawy i oczekiwania, a ja jako osoba myśląca zgadzam się z nim lub nie. Więc to jest mój wolny wybór, przecież żaden ksiądz nie zmusi mnie do postępowania przeciw moim poglądom.
Owszem, kościół jest nietolerancyjny, o tym już pisałam, ale jeśli nie podoba mi się to co sobą reprezentuje to nadzwyczajnie w świecie nie chodzę tam. Wierzę, ale po mojemu, a nie tak jak mi każe kościół.
Wobec tego powiedz jak niby ma wyglądać według Ciebie kościół?? Niczego nie nauczać, nie wymagać, nie oczekiwać?? To czym byłby wtedy??
PS. Dziękuję wszystkim za minusy, które stawiają mi w tym wątku. Doskonale widać tolerancję tych osób na mniejszości w tym kraju. Pozdrawiam ich szczególnie.
Jeżeli kościół miałby być głosicielem wolności to chyba powinien dążyć do tego by wyznawcy byli świadomi swojego wyboru i te tak zwane słabsze jednostki powinni doprowadzać do momentu aż wybiorą świadomie?
Decydowanie za kogoś jest formą niewolnictwa!
Kościół Katolicki z zasady odbiera prawo do decydowania. Te kilka sloganów na temat wolnej woli i wyboru to głoszą tak pro forma, nie przekłada się to w żaden sposób na postępowanie.
Protestanci stawiają na wybór i mają się dobrze. To katolicy też by mogli.
I Krzysiu sam to potwierdził, myląc traycję świecką z tradycją kościoła. Wielu z nas je myli, a to dwie różne sprawy.
A tak na marginesie, to wydaje się , że ciemnym wiekiem średniowiecze nazywane jest głównie z powodu masowych mordów, i tak należy to rozumieć. Dla mnie pod tym względem średniowiecze stanowił upadek ludzkiego humanitaryzmu.
Teraz może i naród/narody nie są tak ociemniałe, ludzie wiedzą więcej, kształcą się, jednakże TRADYCJE RELIGIJNE POZOSTAŁY, tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie, pozostały. Dlatego właśnie ludzie chrzczą dzieci, żenią się, przekazują dalej wiarę katolicką, bo to jest TRADYCJĄ TEGO NARODU.
Pozdrawiam.
Naprawdę to co utrzymało się do naszych czasów nie za wiele wspólnego z tym co się działo tysiąc lat temu, w żaden sposób nie obchodzimy się z wiarą tak jak czyniono to w średniowieczu ani w renesansie. Jednym spójnym elementem jest sama wiara pojedynczego człowieka w boga a w każdej z epok wyglądało jej wyznawanie inaczej. Tradycja nieustannie się zmienia pewne rzeczy giną wchodzą nowe. W polskiej tradycji jest sporo jej elementów przeniesionych z średniowiecza ale nie są one tylko i wyłącznie powiązane z kościołem i to nie kościół był tym, który je zachował i przeniósł. To w brew kościołowi idziesz np. ze święconką dzisiaj do kościoła, topisz marzannę, bawisz się w śmingus dyngus, puszcza się wianki na wodę, lepisz bałwana itd. Gdyby zależało to od kościoła nie przetrwało by nic z tych tradycji! Kościół walczył z tymi obyczajami wiele wieków. Powoływanie się na tradycje związaną z kościołem to potężne nadużycie, a właściwie sprytny przekręt, bo teraz kościół powołuje się na tę niby tradycję, którą tak usilnie zwalczał.
Nie chodzi mi tu o walkę z kościołem tylko mitomanię z nim związaną. Kościół odegrał epizodycznie pozytywną rolę w naszej historii ale też przyczynił się do utraty niepodległości. Tradycja nie zależy od kościoła ale od rodziny w której się jej uczymy i tam pielęgnujemy, bądź nie. Czas komunizmu pokazywany jako świat bez tych wartości, których kościół mieni się strażnikiem udowodnił jedynie jak słabi jesteśmy w trwaniu tradycji i skutkiem czego w ciągu 50 lat pozytywne społeczne zachowania łatwością stały się patologiczne. Ale też nie wzięły się z nikąd. One były w społeczeństwie częściowo zmarginalizowane po prostu wypłynęły na pierwszy plan po wyrżnięciu elit a kościół nie pomógł w ich neutralizacji.
I właśnie tutaj ja idzę nasz problem. Darco wyłuszczyłeś sprawę wzorowo ! Wielki plus
I Krzysiu sam to potwierdził, myląc traycję świecką z tradycją kościoła. Wielu z nas je myli, a to dwie różne sprawy.
A tak na marginesie, to wydaje się , że ciemnym wiekiem średniowiecze nazywane jest głównie z powodu masowych mordów, i tak należy to rozumieć. Dla mnie pod tym względem średniowiecze stanowił upadek ludzkiego humanitaryzmu.
Damian, obrażasz się za minusy twierdząc że inni są nietolerancyjni. Trochę dziecinne to, bo jakby nie było w taki sposób ocenia się tutaj wypowiedzi. Czyli odbierasz innym prawo do posiadania własnego zdania! I Ty mi mówisz o tolerancji?? Czyli jest fajnie jak ktoś się z Tobą zgadza, ale jeśli nie to już nie jest tak fajnie...
Kolejna wypowiedź twierdząca że Kościoła nie powinno być, i znów twierdzisz że jesteś bardziej tolerancyjny od innych??!!?? Znów pozbawiasz możliwości wyboru. Chyba trochę wąska jest Twoja definicja tego słowa :( Jeśli Tobie Kościół nie odpowiada to po prostu tam nie chodź, ot i problem rozwiązany. Nie zabieraj takiej możliwości innym.
Piszesz że nie chcesz aby Twoje dzieci miały robione "pranie mózgu" przez Kościół. A czy np. znak krzyża lub komunia święta to już pranie mózgu?? Rozumiem Twoje uprzedzenie... No dobra, nie rozumiem ale staram się zaakceptować, ale tak naprawdę to na wpływ charakteru i świadomości każdego człowieka mają dwa czynniki: psychologiczne - na które nie mamy wpływu, oraz socjologiczne, którymi jesteśmy my. I od tej drugiej grupy zależy to jak człowiek będzie postrzegał świat, jakie wartości wyznawał. Największy wpływ ma rodzina na ukształtowanie się charakteru danej osoby. Więc wszystko leży w Twoich rekach, nie ważne czy kościół będzie chciał abyś ochrzcił swoje dziecko czy nie. Wystarczy dobrze je wychować, umieć z nim rozmawiać, przekazywać wiedzę bez subiektywnego zabarwienia na dany aspekt. Niech wie że są różne drogi i niech sam wybierze. Oczywiście w tych najmłodszych latach Ty ponosisz za nie odpowiedzialność i podejmujesz decyzję, więc to od Ciebie zależy czy będzie miało przyjęte sakramenty, czy nie. Jeszcze nie spotkałam się z sytuacją gdy ksiądz "wykradł" dziecko komuś aby je ochrzcić. Była to zawsze decyzja rodziców.
I tutaj nawiążę do niezrozumianej "słabej jednostki". Nie nazwałabym tego manipulacją. Po prostu są osoby którym wygodniej jest gdy ktoś inny podejmuje za nich decyzje,a one podążają wyznaczoną wcześniej drogą. Czy mam prawo aby te osoby oceniać, mówić że są gorsze?? Może są słabsze pod względem charakteru, ale dla mnie to nie jest zbrodnia i nikogo nie będę źle postrzegać jeśli taką drogę wybiorą. Skoro oni są zadowoleni, to czemu nie??
Owszem, Kościół oczekuje byśmy chrzcili swoje dzieci w wieku niemowlęcym, ale ostatecznie jest to nasza decyzja, niczyja inna...
Minusy generalnie są tu za chamstwo, albo nieuzasadnione ataki,nie za poglądy.
Wiesz, ja wierzę w Boga , ale często nad tym myślę i zastanawiam się, czy byłbym katolikiem gdyby nie moi rodzice i ich rodzice. Więc po trosze przyznam rację takim ludziom jak Daniel, że ich to oburza.
Tak naprawdę Kościół odbiera prawo do decydowania jak napisał Darco i slogany , które głosi są tylko proforma.
Nika nie stawaj po stronie sprawy z taką zapalczywością i chęcią wydrapania innym oczu, bo zrazisz do siebie tylko ludzi tutaj już na wstępie swojego przybycia. I w imie czego? Obrony wiary? Kościoła? On już sobie radzi 2000 lat
Jeśli chodzi o pisanie by zjednać sobie przyjaciół (bądź wrogów) to jest to dla mnie bez znaczenia. Nie piszę pod publikę by być osobą lubianą, ale po to by podzielić się moim punktem widzenia. To jest dla mnie najważniejsze w prowadzeniu dialogu, nie ocena innych. Staram się nikogo nie urazić, ale jeśli tak się stało to bardzo przepraszam.
Nie bronię Kościoła ale mojego poglądu, że to czy moje dzieci będą katolikami zależy tylko i wyłącznie ode mnie i od nich. Nie zgadzam się że Kościół decyduje o wszystkim. Wspomniałam wcześniej że od Kościoła odeszłam już dawno, jest dla mnie czymś innym niż religia. Ja jestem w stanie powiedzieć NIE ogólnie przyjętym zasadom. Dla mnie wiara to jedno, a Kościół to drugie. To ja decyduję czy chcę być katoliczką czy nie. I w ten sam sposób chcę wychować kiedyś dzieci, niech ostatecznie mają odwagę odejść od stereotypu że Polak musi być katolikiem - jeśli tego będą chciały. Lub na odwrót. Nie uważam że za wszystko odpowiedzialny jest Kościół, bo w zdecydowanej większości to my sami decydujemy.
Powiem Ci, zupełnie bez żadnej chęci odwetu kilka rzeczy, które są dla mnie ważne.
Po pierwsze szeczerze powiem, że czuję się przez CIebie atakowany. Może to złudne, ale tak to odbieram. A może to robisz z premedytacją. Jest to dla mnie smutne podwójnie: po pierwsze nie lubię być atakowany, a po drugie, kiedy inicjuje wątki takie jak ten, bardziej zależy mi na dyskusji na jego temat, a nie wzajemne dociekanie kto jest nietolerancyjny czy taki i owaki.
Jeżeli uważasz, że jestem nietolerancyjny, rozumiem, nie będę z tym walczył. To Twoja ocena. Być może mam także wiele innych wad, gdyż jestem tylko człowiekiem. Staram się pisać wątki na tyle asertywnie, żeby nie narażać się na takie ataki, ale także na tyle kontrowersyjnie, aby wzbudzić na forum dyskusję. Byćmoże czasem przesadzę w którąś stronę.
Mam nadzieję, że po głębszej lekturze naszych wypowiedzi na masterminds będziesz miała bardziej pełny obraz mojej osoby i zmienisz na mój temat zdanie, aczkolwiek nie ja jestem tutaj celem tych rozważań, a inne, znacznie ciekawsze tematy.
A propos punktacji - oczywiście jest mi przykro, kiedy dostaję minusa, stąd moja wypowiedź. W 90% minusa dostaję na tematach religijnych, przeważnie od osób , które mają inne poglądy religijne od moich. Stąd myślę, że jest to krzywdzące i naprawdę nie mam żalu do takich osób, po prostu chciałbym trochę przestrzeni dla swoich wypowiedzi, którą ja daję innym.
Życzę wszystkiego dobrego Nika i zapraszam do bardziej merytorycznej dyskusji.
Skoro nawet współwyznawcom nie zależy na tym by inni współwyznawcy byli osobami świadomymi i wolnym to i sam kościół nie może do tego dążyć. Z dumą jak widzę głosi Nika idę niewolniczego społeczeństwa prowadzonego nie wiadomo nawet w jakim i czy w dobrym kierunku? I tacy bierni (bezrefleksyjni) wyznawcy wychowują następne niewolnicze jednostki – cudowna wizja chrystusowych baranków!
Mistrz czy przewodnik nie są po to by za ucznia podejmować decyzje są tylko po to by pokazać możliwe drogi ale to uczeń musi podjąć decyzje i ponieść jej konsekwencje bo tylko w tedy możemy mówić o nauce i rozwoju. Jak dotąd nie poznałem lepszego sposobu. Zaletą tej metody jest to, że nie ważne czy ktoś jest słaby czy silny, każdy może (powinien) starć się decydować za siebie. (osobiście stopniowałbym po poziomie podejmowanych decyzji ale ok.)
W KK nie widzę tej zasady. Dla tego sposób wyznawania wiary jaki się formuje często brzmi, że zacytuję przedmówczynię: „od Kościoła odeszłam już dawno, jest dla mnie czymś innym niż religia. Ja jestem w stanie powiedzieć NIE ogólnie przyjętym zasadom. Dla mnie wiara to jedno, a Kościół to drugie.” To w końcu jakie to bezcenne wartości tam są pielęgnowane, że ludzie unikają uczestnictwa w tym?
Rozwój rozwój rozwój ! Szukajmy i próbujmy się rozwijać, jeśli to nie jest celem człowieka, to cóż innego?
Pozdrawiam
To jest indywidualne, w jaką stronę pójdzie nasz osobisty rozwój. Nic na siłę.
To jest budzenie i używanie zdolności parapsychicznych, takich, jak telepatia, wykorzystywanie energii życiowej, czy, jak kto woli, energii myśli. Można to próbować do różnych uzdrowicieli, którzy leczą przy pomocy energii skumulowanej w dłoniach.
A rytuały? Hmmm... tu jest już nieco gorzej, ponieważ rytuał przywołania na przykład może służyć albo dobremu, albo złemu.
Ogólnie rzecz ujmując, są dwie strony medalu - albo praktykując uważasz, robisz wszystko z rozsądkiem i nie wyrządzasz szkody ani sobie, ani innym, albo używasz obudzonych zdolności do złych celów.
Uważam, że dopóty nikt nie zginie przez moją nieostrożność, mogę mieć czyste sumienie.
Prawda, jeszcze nie potrafię oddziaływać na materię, nie zegnę łyżeczki ani nic z tych rzeczy, więc nawet nie udowodnię, ze cokolwiek potrafię, macie na to tylko moje słowo. Mógłbym, ewentualnie, nakręcić jeden z takich rytuałów komórką, ale nie wiem, jaka byłaby jakość filmu. Przy następnej próbie spróbuję.
Te 3 sakramenty, które na przykład na mnie zastosowano zwolniły mój rozwój w pewnych sferach, ale także rozwinąłem się dzięki nim w innych. Suma sumarum jednak wolałbym sam podjąć decyzję w tak ważnym aspekcie życia jak religia
To dywagacja nie wiem oczywiście jaką drogą pójdzie. Ale tu religia dała mu jedną cenną rzecz zwracanie uwagi na skutki tego co robi i zależy mu na tym by nie działo się nic z czyjąś krzywdą a to wydaje mi się ważne i cenne.
Co do tego, czy za dużo pytań... szukam odpowiedzi i w prasie naukowej, i na tym forum, oglądając jakiś ciekawy dokument... Jeśli coś mnie dręczy w związku z tymi zdolnościami, to znajduję odpowiedź poza religią.
Zamiarów niecnych żadnych tu nie miałem bo i tak najcenniejsze dla Ciebie będzie to co, i jak, sam doświadczysz. W czym oczywiście życzę powodzenia bez względu na Twój wybór.
"No tak, jednakże nie ma takiej możliwości, ponieważ te 3 sakramenty są nam dane, gdy jesteśmy ich nie do końca świadomi, jak i uzależnieni od władzy rodziców. "
Jednakże właśnie trzeba zastanowić się, jak wpłynąć na rodziców, by rozsądnie podeszli do sprawy, a nie mechanicznie wykonywali wolę ojców
Chciałabym też wyjaśnić kilka kwestii.
Staram się nie oceniać innych ludzi, zarówno tutaj, jak i w życiu prywatnym. Nie do końca rozumiem dlaczego czujesz się oceniany (negatywnie) przeze mnie?? W wielu kwestiach nie zgadzam się z Tobą, ale szanuję Twoje zdanie. To chyba niedawno napisałam odnośnie Twojej wcześniejszej wypowiedzi. Uważam że każdy ma prawo do wyrażania swojego zdania, i nie zamierzam oceniać nikogo jeśli to zdanie różni się od mojego. Jeśli piszę coś to po to by przedstawić mój punkt widzenia, więc proszę nie odbieraj wszystkiego tak osobiście. Jeśli nawiązuję do Twojej osoby to dlatego, że chcę byś poznał moją opinię na poruszoną przez Ciebie kwestię.
Tak jak Ty piszesz że to Kościół jest winny, tak ja piszę że nie do końca. Dla mnie to nie Kościół, lecz w zdecydowanej większości my sami odpowiadamy za to co robimy. Nie lubię zwalania winy na innych. Nie zgadzasz się ze mną?? I dobrze, ja z Tobą też nie, ale dzięki temu mamy okazję poznać inne spojrzenie na poruszony temat :)
Owszem, jeśli chodzi o chrzest i komunię to tutaj Kościół nie pozostawił nam wyboru, ale naszym rodzicom tak. Więc jeśli miałabym być na kogoś zła to na nich. Co do bierzmowania, to już sami mogliśmy zdecydować czy chcemy przyjąć ten sakrament czy nie. Owszem, opinia społeczna, stereotypy, utarte schematy są czasem tak silne, że robimy to czego inni od nas oczekują tak dla „świętego spokoju”. Co nie zmienia faktu że to my jesteśmy winni podjętej decyzji. To że ktoś nie miał odwagi przeciwstawić się temu nie znaczy że może zwalić odpowiedzialność na Kościół. I tak to z rodziny wynosimy wszelkie wartości, nie z Kościoła czy innej religii. To starałam się wytłumaczyć Ci podczas mojej ostatniej wypowiedzi (tak mój punkt widzenia).
Co do ataku, to dziwi mnie to tak samo jak ocenianie. Napisałam że moim zdaniem brak Ci tolerancji, gdyż negujesz prawo innych do oceny Twojej wypowiedzi. Nie wiem jak Ty, ale ja nie piszę po to by zbierać plusy lub minusy. Jeśli tak bardzo zabolał Cię ten minus zapytaj dlaczego ktoś Ci go dał, niech ma możliwość przedstawienia swojej racji. Nie zakładaj z góry że wszystko z nią było ok., bo najwidoczniej nie było (dla tej konkretnej osoby). Wiem że praktycznie wszyscy stoją teraz po Twojej stronie, i dobrze. Ale zanim zaczniesz ferować wyroki o niesprawiedliwości, wyjaśnij przyczynę takiego stanu rzeczy. Nie bronię nikogo, ale może naprawdę ktoś czuł że postępuje dobrze. Nie wiem.
A może teraz ktoś zastanowi się nad swoim postępowaniem i stwierdzi, że bardzo się pomylił?? Jeśli wyciągnie z tego naukę, to chyba tylko pozostaje się cieszyć, że nie poszło to na marne. Ja bym się cieszyła.
W każdym bądź razie przepraszam jeśli moimi wypowiedziami sprawiłam że poczułeś się atakowany. Nie taki był ich cel. Ponieważ czujesz się z tym źle postaram się stonować je nieco. Najwidoczniej nasze wrażliwości są baaardzo różne, stąd ten problem.
Pozdrawiam :)
Sama instytucja może i często wypaczana przez zachowania jednostek i jej członków - tzn tak na prawdę bardzo często tak jest.
Jeśli chodzi o ocenianie tutaj na tym forum też tak uważam.
A im bardziej ostra wypowiedź, podchodząca pod świadomy atak, to i też odezw i ocena odpowiednia. Jak w życiu. Plus i pozdrawiam.
A to że ktoś tak jak ja nie zgadza się ze wszystkim co głosi Kościół, to już zupełnie inna kwestia. Pytasz „To w końcu jakie to bezcenne wartości tam są pielęgnowane, że ludzie unikają uczestnictwa w tym?”” Cóż, odpowiedzi będzie tyle ile jest ludzi na świecie. Według mnie to wygoda częściowo odpycha ludzi od Kościoła. Bo trzeba iść na mszę, bo trzeba przestrzegać przykazań, bo co dzień trzeba toczyć ze sobą walkę o to by być lepszym, a to już wymaga nieco wysiłku z naszej strony.
Poza tym jeśli chodzi o mnie, to największym zarzutem jest nienadążanie za obecnym tempem życia, za zmieniająca się moralnością, kulturą, obyczajami. Kościół to twór skostniały, niezmieniony od wieków.
Osobiście nie zgadzam się na ocenianie się jako jedyna, prawdziwa i najlepsza religia. Dla mnie każda z religii jest dobra, a Bóg zawsze ten sam (nazwany różnie w różnych językach i krajach). To że ludzie inaczej Go sobie wyobrażają to według mnie „wina” położenia geopolitycznego, niż faktycznego istnienia setek Bogów. Dla mnie Bóg jest jeden, nie ważne czy Go nazwę Jahwe, Budda, Wisnu… itp.
Poza tym np. podejście do spraw ślubu – ci bez ślubu kościelnego są gorsi, a ich dzieci księża nie chcę chrzcić. Może ktoś nie chcieć ślubu bo nie do końca zgadza się z KK, ale potrzebuje wiary że dziecko będzie otoczone opieką?? Kościół sam wymusza kłamstwa, np chcąc wziąć ślub kościelny często trzeba kłamać że nie spało się z partnerem/ką, inaczej nie otrzyma się rozgrzeszenia! To jakieś błędne koło! A cenniki za wykonywanie posług? Wiele razy spotkałam się z nieoficjalnymi, ale wciąż cennikami za np. chrzest, ślub itp. Czy nie powinno być tyle ile nam nakazuje sumienie i serce??
Nigdy nie zrozumiałam idei walki w imię religii. Jak można odebrać życie bliźniemu bo nie wierzy tak jak Kościół nakazuje?? Wyprawy krzyżowe to dla mnie wątek w historii Kościoła o którym chyba wszyscy wolelibyśmy nie zapomnieć!
I gdzie tu miłość dla bliźniego o której mówił Jezus skoro nie akceptuje się innych ludzi ze względu na wyznawanie innej religii? Gdzie tu tolerancja?
Myślę że przykłady można mnożyć i mnożyć. Przedstawiłam swój punkt widzenia, może inni zapatrują się na to inaczej. Wciąż twierdzę że to my jesteśmy kowalami swojego losu i w większości przypadków to my decydujemy czy chcemy trwać w wierze, czy nie. A obarczanie innych odpowiedzialnością za własne decyzje wydaje mi się bardzo wygodne, ale niesprawiedliwe.
Tymczasem życzę ciekawych dyskusji.
Otóż piszesz na początku tej ostatniej wypowiedzi, że Kościół współistnieje z wierzącymi, że tłumaczy im pewne zagadnienia odnośnie wiary, że się stara, że daje możliwość prawdziwego zrozumienia wiary, którą głosi. Wynika z tego, że wierzysz w postępowość Kościoła i stajesz mu naprzeciw.
W kolejnym akapicie Twojego wątku widzę już zupełnie inny obraz Kościoła, który przedstawiasz. Jak piszesz, jest on "skostniały".
Piszesz o tym, że Kościół wymusza kłamstwa, że jest instytucją pazerną i posiada cenniki na usługi.
Jakkolwiek bym nie zestawił ze sobą tych dwóch fragmentów, to zupełnie do siebie nie pasują , i trudno mi określić co chcesz przez tę wypowiedź przekazać.
Poza tym zdanie "...Według mnie to wygoda częściowo odpycha ludzi od Kościoła. Bo trzeba iść na mszę, bo trzeba przestrzegać przykazań, bo co dzień trzeba toczyć ze sobą walkę o to by być lepszym..." jest dla mnie tezą, której absolutnie nie mogę poprzeć z prostego powodu: aby być lepszym trzeba toczyć walkę nie tylko w Kościele, ale przeważnie w życiu, będąc wierzącym lub nie będąc wierzącym, i tyczy się to każdego człowieka, więc argument moim zdaniem nie na miejscu.
W związku z tym chciałbym zadać Ci jedno proste pytanie: czy wg Ciebie te trzy sakramenty w żaden sposób nie są próbą werbunku i wcielania w struktury Kościoła nieświadomych jednostek?
"Może to trochę późna odpowiedź, ale dla spragnionych wiedzy nigdy nie za późno :).
Kiedyś kolega z pracy powiedział, że w Chrześcijaństwie nie ma wolnej woli, podobnie jak Ty to piszesz. Wg mnie tak nie jest. Oceniasz religię po ludziach, którzy nie przestrzegają jej reguł. Choć jestem zwykłym zjadaczem chleba to wiem, że to właśnie przez wolną wolę pierwsi ludzie opuścili Raj i przez których to grzech niemowlęta przyjmują chrzest. Wydaje mi się, że nie lubisz religii chrześcijańskiej lub nie zgłębiasz jej wystarczająco mocno pisząc takie słowa. Wolna wola to podstawa tej religii, Ty decydujesz jak chcesz żyć, a ludzie wokół Ciebie postępują wedle własnego uznania sygnując to niejednokrotnie wznioślejszymi ideami. Religie już chyba mają tak, że ich wyznawcy nierzadko postępują zgoła inaczej. Tak jest nie tylko w Chrześcijaństwie. Swego czasu Islam był najbardziej pokojową religią na świecie, a dziś sporo utożsamia Muzułmanów z terrorystami mimo iż religia się nie zmieniła. Chyba każda religia to nie tylko "mohery" i dewoty, ale również Ci, którzy postępują zgodnie z jej zasadami. "
Po pierwsze chciałbym zapytać do kogo kierujesz tę wypowiedź, bo nie wiem czy do mnie czy do Krzysia, tak się jakoś dziwnie ułożyła.
Po drugie nie rozumiem dlaczego niemowlęta mają przyjmować cokolwiek przez czyjes grzechy. Jest to dla mnie niezrozumiałe od podstaw. Jak wogóle niemowlęta mogą byc w jakikolwiek sposób czemuś winne? Poza tym uważasz, że tylko chrześcijanie mają wznioślejsze idee? Inni już ich mieć nie mogą?
Ponadto mohery raczej na ogól także postepują z zasadami religii.
Więc proszę o uściślenie tych kwestii, pzdr
O jakości uczenia religii to odbywa się na poziomie całkowicie bezdyskusyjnym, więc nie jest żadną nauką. I jest traktowaniem niewolniczym
- Dogmatyzacja - nie pozwala na dyskusję na tematy, które są uznawane za niepodważalne i nie podlegają dyskusji. Niewolnik nie ma myśleć ma słuchać i robić.
- Ideologizacja – jedyna droga do zbawienie nie wiedzie po przez wiarę a sposób (rytuały) jej wyznawania i swoisty sposób jej pojmowania. Czyż to nie wymuszanie określonych zachowań, sposób znany nam z resztą również z systemów totalitarnych?
- Stawianie się w roli wyroczni - którędy iść. Trzeba iść ściśle określoną drogą, nie jest to twoim zdaniem czynnikiem zniewalającym?
- Dyskryminacja tych, którzy są po za - sprzeczna z samymi naukami założyciela.
- Materializacja - czynnik pozbawiający religię jej mistycznego i abstrakcyjnego wymiaru jest również aspektem zwalniającym od myślenia.
- Zrozumieć istotę wiary? Jak sobie to wyobrażasz bez myślenia? Czy jest coś więcej po za samą w wiarą najwyższą istotę - Boga? Nie przypominam sobie żadnych warunków, którymi akt wiary jest obwarowany.
- KK obwarował się warunkami gdyż inaczej nie miałby żadnej kontroli nad wyznawcami. Być może nawet robią to nieświadomie tym bardziej świadczy to na niekorzyść - ślepy ślepego do nikąd nie zaprowadzi.
- Metajęzyk jakim posługuje się kościół wymaga nieustannego interpretowanie przez przewodników co, kto, miał na coś myśli lub co rozumiał przez to sam założyciel.
- W całej swej masie kościół nie stanowi żadnego przewodnictwa i nie ma nic do zaoferowania gdyż zatrzymał się a tym samym próbuje zatrzymać swych członków w stylu życia, który został utrwalony dwa tysiące lat temu. I jest to kolejny czynnik niepozwalający żyć w taki sposób w jaki ludzie chcieliby żyć bez wywoływania wewnętrznego konfliktu.
Mnogość tych konfliktów, grzechów itp., które generują prawidła kościelne jest również elementem zniewalającym.
To w dużym skrócie istotne elementy zniewalające.
Z góry Przepraszam za to co napiszę, ale wnioskując z Twoich tu wypowiedzi sądzę, że twój stosunek do kościoła jest właśnie swoistym kompleksem helsińskim. Wrażenie jakie twoje wypowiedzi na mnie zrobiły brzmią m.nw. tak: „Uff Jestem wolna już nie podlegam temu systemowi ale przecież nie jest taki zły ma też ludzkie oblicze…” Dokładnie tak mówią ofiary porwań, które skazane były na dłuższy kontakt z porywaczem.
To było do Ciebie Danielu.
W swojej wypowiedzi chciałem wyłącznie odnieść się do Twojego pytania na temat wolnej woli. Reszta pytań to już być może temat rzeka, więc odpowiem tylko na te związane z wolną wolą. Otóż wznioślesze idee cechują nie tylko religie, ale wszelakie ideologie, jak np. ekologie, demokracje itp. W mojej poprzedniej wypowiedzi chodziło mi o pokazanie, że robiąc znak krzyża, czy modląc się na głos pokazuje się siebie jako wyznawcę działającego w imię wyższych zasad, ale nie wszystko złoto co się świeci. Krzyżowcy byli przecież wysłannikami Kościoła i mimo iż pozyskiwali nowych wiernych w Jego imieniu to daleko im było do 10 przykazań. Tak więc nie uważam, że wznioślejsze idee cechują wyłącznie Chrześcijan.
Pisząc "mohery" miałem na myśli te osoby, które najczęściej w TV pokazywane są jako najwytrwalsze obrończynie wiary, a przy tym pokazują swoje gorsze strony jak chociażby brak tolerancji itp. O ile dobrze pamiętam nie ma w bibli nakazu bycia Chrześcijaninem, jest tylko napisane, że bez wiary czeka ludzi potępienie. Ale to już wolny wybór człowieka co wybiera. Inna sprawa, że zostaniesz potępiony na ziemi przez innych ludzi, tudzież wyznawców religii. Ponoć najważniejszym przykazaniem Katolika jest przykazanie miłości, więc jeśli Cię szykanuje przez Twoje poglądy to nie szanuje tego przykazania. Jeśli nie postępuje według przykazań to wyznawca z niego marny, a to oznacza, że podpisując się właśnie wznioślejszymi ideami może realizować zupełnie inne. Wolna wola to podstawa wiary. Wiara z przymusu to już chyba zupełnie coś innego.
To jest wolna wola?
Dla mnie najbardziej dziwną sprawą jest to, o czym pisze Adam. Mianowicie złudne poczucie wolnej woli. Jest to bardzo prosty mechanizm, jednakże ludzie, będący uczestnikami rytuałów kościelnych nigdy na co dzień o tym nie myślą.
Mechanizm polega właśnie na tym, o czym pisze Adam. Ludzie wierzący są wg mnie tak naprawdę w pułapce, gdyż sama wiara jest po prostu zbawieniem. Większość kościelnych doktryn o tym głosi.
Natomiast sam brak wiary stanowi zamknięcie do bram niebios i strącenie duszy do piekeł. To jest wyjaśnione stanowczo przez Kosciól.
Jeśli nie wierzysz, nie ważne czy jesteś dobry czy zły - po prostu jesteś po złej stronie i zostaniesz potępiony.
Wypowiedź Krzysia: "Hmmm... Nie musisz wierzyć w Boga, by nie być potępiony po śmierci, bylebyś tylko nie czynił zła za życia. Możesz wierzyć, w co i w kogo chcesz, bylebyś tylko nie grzeszył, czyli nie czynił zła. " niestety nie zgadza się z podstawowymi założeniami Kościoła. Po prostu tak nie jest Krzychu. To co napisałeś,, to Twoje pobożne życzenia, i niestety w KK zupełnie nie mają miejsca.
Kościół wyraźnie wyznacza gdzie jest miejsce osoby wierzącej: musi być bezwzględnie posłuszna wszelkim jego doktrynom, przykazaniom i sakramentom. Nie może sobie dowolnie wybierać jednych z nich, a innych odstawiać. Nie mylmy tych faktów.
Każda osoba wcielona w szeregi Kościoła jest zobligowana do przestrzegania tych zasad. I zwyczajnie nie ma tu miejsca na dyskusje i dowolność wypowiedzi - jeśli jesteś Katolikiem, słuchasz spolegle doktryn kościoła.
I przyjmujesz je z szacunkiem i pokorą.
Jeśli nie robisz tego lub masz wątpliwości, to po prostu wg dekalogu, który głosi Kościół jesteś skazany na potępienie. Nie ma od tego ucieczki.
Smutne? - "To ludzie ludziom zgotowali ten los"
Hmmm... Może to i moje życzenia, jednakże podobnie twierdzi mój konserwatywny ksiądz katecheta.
.
"Kościół wyraźnie wyznacza gdzie jest miejsce osoby wierzącej: musi być bezwzględnie posłuszna wszelkim jego doktrynom, przykazaniom i sakramentom. Nie może sobie dowolnie wybierać jednych z nich, a innych odstawiać. Nie mylmy tych faktów.
Każda osoba wcielona w szeregi Kościoła jest zobligowana do przestrzegania tych zasad. I zwyczajnie nie ma tu miejsca na dyskusje i dowolność wypowiedzi - jeśli jesteś Katolikiem, słuchasz spolegle doktryn kościoła.
I przyjmujesz je z szacunkiem i pokorą. "
Ja staram się przestrzegać 10 Przykazań, jednakże mimo tego mam wolność wypowiedzi, dowolnie wypowiadam się o Kościele, ponieważ w dekalogu nie ma nic a nic o wolności poglądów i wypowiedzi na temat Kościoła.
Jednak Kościół ma też wady, na przykład widzi same minusy tam, gdzie ludzie o otwartych umysłach widzą i plusy.
Na przykład, co jest złego w wyrażeniu swej opinii o Kościele?
Co jest złego w in vitro?
Co jest takiego gorszącego w interesowaniu się nie tylko jedną jedyną religią ale też zgłębianiu korzeni i ideologii innych wierzeń?
Co jest złego w rozwoju intelektualnym, próbie naukowego wyjaśnienia cudów?
Co jest złego w interesowaniu się symboliką, jedynie symboliką, nie stosowaniem, uznawaną za złą przez Kościół?
Co jest złego w medytacji, by wyciszyć się i odgonić natłok myśli?
Dla mnie to tylko słowa, które nie robią na mnie wrażenia. Jednakże struktura Kościoła mnie za to potępia, i nadto głosi, że Bóg także mnie potępi. Ich Bóg, czyli Kościoła.
Dlaczego samobójstwo jest złe?
Pewnie może być tak, że zrobi krzywdę rodzinie, w sensie, że jego odejście sprawi im ból. Ale co wtedy, gdy rodzina go odrzuca, a jego zniknięcie wręcz by ich ucieszyło? Taki przypadek też może mieć miejsce, i nie można ocenić go, że jest lepszym czy gorszym, w stosunku do ludzi, których pozostawi.
Dlatego nie należy oceniać faktu popełnienia samobójstwa jako zły.
Owszem, można napisać moim zdaniem, że jest on nierozsądny czy wręcz głupi. Ale stricte zły nie jest, bo zła nikomu nie czyni.
Ja wiem, że oczywiście w tym miejscu środowiska religijne stanowczo zaprotestują i powiedzą, że jest to bardzo złe. A i z tym się zgodzę. Jest to złe z ich punktu widzenia, gdyż np. KK uznaje to jako grzech taki sam, jak zamordowanie innej osoby. Lecz nadal jest to stanowisko KK, i nie tyczy się osób, które nie uznają przykazań i dekalogu KK.
Taka jest moja koncepcja na tą sprawę.
Ja jestem optymistą, uważam, że każdy samobójca przed ostatnim krokiem, przemyślawszy wszystko za i przeciw, zobaczywszy alternatywną drogę, wstrzymał by się. Takim ludziom trzeba pomagać, jeśli zobaczy się choćby pierwsze symptomy.
Oczywiście wiem, że człowiek w depresji ma zaburzoną ocenę wydarzeń i jego możliwości decyzyjne są skrajnie niemiarodajne i właściwie są spiralą zapędzającą człowieka w pozornie jedyne wyjście.
Zupełnie inaczej podchodzę do samobójstwa które ludzie dokonują w jakiś ekstremalnych warunkach tj. obozy koncentracyjne czy temu podobne wynaturzone sytuacje. Nie widzę sensu by wystawiać się w tych warunkach na ludzko długo oddziałująca patologię innych.
Dla duszy doświadczenia cielesne są ważnym etapem jej rozwoju. Jak chcą źródła mistyczne samobójca uciekający przed życiowym problem-odpowiedzialnością wraca bardzo szybko – bez fazy odpoczynku pomiędzy inkarnacjami i ponownie staje przed tym samym problem ale często w znacznie cięższych okolicznościach. Z tego więc punktu widzenia nie jest żadnym wiec rozwiązaniem.
Prawo karmy zaś obarcza samobójcę (duszę) podobnym obciążeniem, mianowicie „zmarnowane” dobre ciało zakończonego samobójstwem życia w następnej inkarnacji obdarzona być może ciałem ułomnym od by duszę nauczyć cenić właśnie to co wybrała.
Taką pętlę inkarnacji po samobójstwie można przyrównać do potępienia jakie ma miejsce w chrześcijaństwie iście piekielny młyn.
Żyje już po wojnie około 60 lat i wciąż cieszy się życiem, które mu jest dane przeżywać.
Myślę, że jednak uniwersalna w życiu pozostanie jedna zasada: "co Cię nie zabije, to Cię wzmocni..."