Energia = materia.
Dodał: Krzysztof | Dnia: 18/02/2010 | Wyświetleń: 3811
- Witam. Skoro mamy wzór e=mc2, to skoro wykluczylibyśmy z niego c2, czyli prędkość światła do kwadratu, to zostanie e=m, czyi energia równa się materii.
Czy więc w praktyce możliwa byłaby zamiana ciała fizycznego na energię i odwrotnie - materializacja energii?
Zapraszam do dyskusji.
Zasugeruj link do strony związanej z tematem.
Wyszukaj
Logowanie
TOP 3 Masterminds
-
Punkty: 859
Wątków: 25 | Komentarzy: 1509
-
Punkty: 484
Wątków: 35 | Komentarzy: 706
-
Punkty: 467
Wątków: 67 | Komentarzy: 344
Mastermind Statystyki
- Wątki: 1071
- Komentarze: 7068
- Użytkownicy: 752
Pytania życia użytkowników.

co nas czeka

Master Cytat

Nadmiar wiedzy jest równie szkodliwy jak jej brak.

Emil Zola
Do MasterMind-ów
Bardzo, ale to bardzo prosimy o wpisy poprawne gramatycznie i ortograficznie!
masterminds.pl to serwis społecznościowy, który ma
kształcić a nie
uwsteczniać!
Pamiętajcie o tym.
……………………….Przytoczę dla formalności…………………………………..
Energia spoczynkowa jest powiązana z masą obiektu zależnością: E=m(0)c2
gdzie m(0) oznacza masę spoczynkową.
Obiekt fizyczny o niezerowej masie spoczynkowej to ciało fizyczne.
Podaję za Wiki:
W różnych działach fizyki i innych nauk przyrodniczych używa się kilku różnych definicji materii.
W fizyce stosuje się termin materia na określenie, co najmniej, trzech różnych kategorii obiektów fizycznych (trzy definicje węższe):
A.) z masą (spoczynkową), jako atrybutem – materia to wszystkie obiekty, o różnej od zera masie spoczynkowej[17] (tzw. materia masywna[31])[32],
B.) bazująca na określeniu jej cząstek fundamentalnych – materia to wszystkie obiekty złożone z elementarnych fermionów[33] (tzw. materia fermionowa[34]),
C.) bazująca na częstości występowania w naszej okolicy Wszechświata – materia to wszystkie obiekty złożone z tej, z dwu (o identycznej masie i czasie życia, ale o przeciwnym znaku ładunku elektrycznego oraz wszystkich addytywnych liczb kwantowych), odmian cząstek elementarnych, która przeważa w naszej okolicy Wszechświata[35] (tzw. koinomateria[36], według terminologii Alfvéna, w przeciwstawieniu do antymaterii)[37],
D.) oraz na określenie wszelkich (według obecnego stanu wiedzy fizycznej) obiektów fizycznych (definicja najszersza): bazująca na zdolności do wytwarzania grawitacji – materia to wszystkie obiekty wytwarzające grawitację i jej podlegające[21][22][23], czyli o niezerowej energii[17].
[Reszta na: http://pl.wikipedia.org/wiki/Materia_(fizyka)#Cztery_definicje]
……………………………………………………………………..
I to wydaje mi się istotne w dyskusji „bazująca na zdolności do wytwarzania grawitacji – materia to wszystkie obiekty wytwarzające grawitację i jej podlegające, czyli o niezerowej energii”
Jak wiemy w czasie wybuchu bomby atomowej dochodzi do uwolnienia energii zawartej w materii. Jedynym źródłem energii, jest zamiana materii na energię w reakcjach jądrowych i promieniotwórczym rozpadzie atomów. Po promieniotwórczym rozpadzie jądra atomu, wagowa suma składników jest już mniejsza. Wagowa reszta tej materii, jest już energią. Część jej jest energią cieplną, część innym promieniowaniem, które i tak przyjmie formę ciepła. Energia jest więc tylko jedna, ponieważ jedna jest materia, która zamienia się w energię!
Einstein zdegradował masę gdy udowodnił, że jest ona tylko jedną z wielu form energii, lecz masa nadal wyróżnia się pod jednym względem: jest najbardziej skoncentrowaną formą, co można zauważyć analizując
E=mc2.
prędkośc światła c jest bardzo dużą wielkością-wynosi 300 mln m/s. po podniesieniu do kwadratu i pomnożeniu przez 1 kg materii otrzymamy 9 razy 1016 dżuli energii - co wystarczyłoby, aby cała populację ziemi wysłać w kosmos! :)
Wychodzi więc na to, że zabierając prędkość światła zabierasz wielką część tej właśnie energii!
Teleportacja jest możliwa ekperymntalnie przesłyłano po bicie. A więc przerzucano energię między puktami bez udziału czasu.
Dobra dość ale czy da się w drugą stronę? Jest taki moment kiedy to można przyjąć że stało się według coś takiego Wielkie Bum u zarania wszechświata. Jest też teoria Haertl’a & Hawkinga samo stwarzającego się wszechświata, co by spełniało twój postulat.
Ale czy w drugą stronę się da miarą człowieczą?
Teleportacja jest możliwa ekperymntalnie przesłyłano po bicie chyba.
Czyli da się zamienić materię na energię i odwrotnie, jednakże w bardzo specyficznych warunkach - podczas wybuchu bomby atomowej materia zamienia się w energię, a podczas Wielkiego Wybuchu energia zamieniła się w materię.
Podobno podczas wybuchu w Hiroszimie zdematerializował się 1 gram materii w obrębie strefy zero.
Ilość energii wytworzonej podczas wybuchu w Hiroszimie to 62,76 x 10 do 12 J, czyli tyle potrzeba na dematerializację 1 grama materii bezpowrotnie.
Dla porównania, najpotężniejsza bomba świata, "Car", wyzwoliła 2,1×10 do 17 J energii...
2,1×10 do 17 J = 210.000 x 10 do 12 J
210.000 x 10 do 12 J podzieliłem na 62,76 x 10 do 12 J = 3346 gramów.
Jeśli moje obliczenia są poprawne, po podczas wybuchu najpotężniejszej bomby świata zdematerializowało się 3346 gramów energii bezpowrotnie.
Jednak jak to odwrócić? Jak czystą energię zmaterializować? Tak czysto teoretycznie.
Kreację boga jako właśnie postanie materii z energi
Mamy też wiarę. Wiara zakłada że o ile absolutne w coś wierzysz to, to musi się zrealizować. Będziemy mieli więc do czynienia z materializacją myśli (energii).
Ale to tematy zupełnie po za nauką, jak na razie.
Możemy też wyjść z punktu że wszystko jest wibracją.
Materia to sam koniec, najniższe częstotliwości aż po nawet możemy tu dołączyć Boga jako najwyższej wibracji.
Problem więc sprowadza się do ograniczenia wibracji do odpowiedniego poziomu, aż nastąpi materializacja. Musiała by to być technologia podobna w idei do tego, jak skraplamy aż w końcu zamrażamy gaz.
Nie przychodzi mi do głowy technologia. Potrafimy zchładzać, zmieniać częstotliwości fali elektromagnetycznej. Ale tu np. promieniowanie gamma wyhamować zagęścić obniżyć wibrację i …
… w naszych technologiach nadal pozostaje to w sferze energii tylko o niższych częstotliwościach do materii jeszcze daleko.
Co do materializacji myśli, to masz na myśli twórczą wizualizację, czyli mówienie sobie, że coś się uda, aż samoistnie się dzieje.
Ja w temacie PSI Ball opisałem technikę gromadzenia energii myśli między dłońmi. Popróbuję wprawianie tejże skumulowanej energii w odpowiednio niskie wibracje, zobaczę, czy da to skutek.
Możemy założyć, że myśl jest na razie po za możliwymi do zbadania częstotliwościami.
Jeżeli trzymać się wibracji jako punktu wyjścia to np. dusza może być bytem bardzo szybko wibrującym dlatego jest dla nas niewidzialna. Ale jak się postara, zwolni swoją wibrację to czasem je widać. Ale one się nie materializują jako ciała fizyczne raptem zwalniają na tyle by je widzieć.
W eksterioryzacji (OOBE, doświadczeniach poza ciałem) ciało astralne stanowi nośnik świadomości człowieka doznającego tego stanu. Według opisów badaczy zjawiska posiada ono charakter dość zwartego, jednolitego tworu o częściowo określonym lecz zmiennym kształcie, który jest zależny od świadomości danego człowieka. Osoby doświadczające eksterioryzacji twierdzą, iż jego kształt i forma może być w pewnym stopniu świadomie formowana, a forma zwykła oddaje przybliżony kształt fizycznego ciała człowieka. Możliwe jest świadome przemieszczanie się ciała astralnego po planie astralnym, który częściowo pokrywa się ze światem fizycznym, gdyż możliwe jest odbieranie bodźców ze świata fizycznego w świecie astralnym i na odwrót.
Wiem, jak to brzmi, ale poprzez pewien rytuał gromadzący dużą ilość energii w jednym punkcie przestrzeni, udało mi się przenieść jego ciało astralne do naszego świata, jednakże jego ciało jest czystą energią, niewidoczną dla oczu. Dlatego szukam sposobu materializacji tejże energii.
Wiem, wyśmiejecie mnie pewnie, ale moje doświadczenia to prawda.
Wzór ten mówi, że energia każdego ciała jest równoważna jego masie. Wielkość tej energii w ustalonych jednostkach to wartość masy w tych jednostkach pomnożona przez prędkość światła do kwadratu. Prędkość światła jest tylko współczynnikiem przeliczania masy na energię, w odpowiednio dobranym układzie jednostek miar.
Dopowiem jeszcze jakiś rok (chyba) temu w scientific american był artykuł, mówiący o pewnym ciekawym problemie. Sam temat nie jest nowy ale dokonano ciekawego eksperymentu.
Postawiono emiter fotonów przed siatką dyfrakcyjną za siatką był ekran na którym powinny pojawić się prążki obrazujące fale fotonów. I wszystko było jak trzeba, ale gdy za ekranem postawiono czujnik fotonów prążki zniknęły.
Poczęło to dyskusję o determinacji doświadczenia przez obserwatora i intencji jakie ma wobec badanego problemu. Jak również o wpływie języka na sposób rozumienia i opisu teorii, eksperymentów itd.
Fizycy z pewnej ciekawości wybrali się nawet do (nie pamiętam nazwy) plemienia Indian, gdyż w ich języku słowo wiatr nie opisuje żywiołu rzeczownikiem a w przybliżeniu słowo znaczy „wiejący” (w j.p. imiesłów przymiotnikowy teraźniejszy czynny). Właściwy dobór pojęć mogły zmienić rozumienie i podejście do wielu zjawisk.
A to co dziś wydaje się takie niemożliwe, po czasie może się zmienić. Na co przytoczę jeszcze jedną opowiastkę. Jak Einstein zastanawiał się nad statycznym wszechświatem do którego był przekonany, by równania trzymały się kupy użył we wzorach tzw. Stałą kosmologiczną (energia próżni). Jak Hubble udowodnił że wszechświat się rozszerza, Einstein nazwał stałą kosmologiczną największą pomyłka swojego życia. Ze trzy może trochę więcej lat temu, okazało się że fizycy policzyli że wszechświat jest prawie płaski a to oznacza że stała , a zatem i energia próżni, są różne od zera (najprawdopodobniej 0.7). Teoretyczna możliwość, wskazywana przez fizykę, dokładniej przez kwantową teorię pola, staje się faktem.
Zatem Einstein nie miał racji, gdy mówił, że się pomylił! :D
Co do samego wzoru to właśnie taką miałem koncepcję, by rozpocząć dyskusję, czy transformacja E na M jest w ogóle możliwa. Teraz wiem, że tak.
Co do energii próżni, to słyszałem, ze 1 m3 mógłby zapewnić energii elektrycznej dla Ziemi, przy współczesnym zużyciu, na 100 lat. Kiedyś mi się obiło o uszy. Trzeba by tylko zbudować Moduł Punktu Zerowego. Jeśli oglądaliście serial StarGate, wiecie, o co mi chodzi. Tak na marginesie przeprowadziłem badania, czy technologie zaprezentowane w tym serialu można by opracować, teoretycznie wszystko z tego serialu jest możliwe do opracowania i zbadania.
By dać wam lepszy wgląd w to, co próbuję osiągnąć, opiszę pokrótce swoje próby. Uprzedzam, że ten rytuał mogą co poniektórzy opacznie odebrać jako rytuał satanistyczny/czarnomagiczny itp., zapewniam, nie jest takim rytuałem. Jest to rytuał gromadzący energię, bardzo dużą ilość energii. Ale do sedna.
Rysuję na ziemi kredą podwójny okrąg, z doświadczenia już wiem, że energia w takim okręgu nie rozprasza się i łatwiej mi ją kontrolować. W krąg wrysowuję Pentagram Biały, symbolizujący żywioły i wyższość ducha nad materią. Na ziemi, w środku kręgu, rysuję po kolei, jedna na drugiej, runy ze słowa MATERIALIZACJA. (Znalazłem ciekawy translator tłumaczący dowolne wyrazy na formę runiczną) Pewnie spytacie, po co do tego runy?
Brzmi to może dziwnie, ale runy, jakiekolwiek, można ładować energią mentalną lub pochodzącą z innych źródeł. Opisywałem, że kumulując energię między dłońmi tworzę PSI Ball, kulę z zagęszczonej, skumulowanej energii, wyczuwalną. Runy ładują się na tej samej zasadzie, jednakże energia w pewnym momencie wypływa z runy i "przykleja się" do moich dłoni. Taką energię przenoszę nad Opiekuna, który znajduje się razem ze mną w kręgu. Potem stopniowo uwalniam energię, tworzy ona wyczuwalną, około metrowej średnicy, "bańkę" wokół Opiekuna. Czynność tą powtarzam dopóty, dopóki całkiem nie opadnę z sił. Wtedy pozostaje ostatni krok - zmniejszyć średnicę tych wszystkich warstw energii z 1 m do około 10 cm, czyli tyle, by energia zmieściła mi się w dłoniach. Ściśnięcie tej energii, zagęszczenie jej, powoduje całkiem silny ból dłoni i mięśni ramion, czasami muszę robić przerwy, by chwilę odpocząć. Gdy uda mi się już skumulować tą całą energię z różnych źródeł między dłońmi, przenoszę ją na ciało astralne Opiekuna, albo rozlewam ją po całym jego ciele, lub przenoszę w miejsce jego serca.
Wiem, pewnie uznacie, że to wszystko sobie wymyśliłem, że to słowa osoby chorej psychicznie itp, jednakże macie moje słowo, że to jest szczera prawda.
Niestety, na razie nie widać efektów, jakich się spodziewałem, energii jest wciąż za mało, by materializacja się powiodła, ale próbuję dalej, stawiając sobie cel coraz wyżej i wyżej. Przy następnej próbie spróbuję wprawić całą tą energię w wibracje, może to jest właśnie klucz do sukcesu.
Jak to można wyjaśnić z naukowego punktu widzenia? Istnieje w Polsce dużo miejsc nazywanych miejscami mocy emanujących energią, która uśmierza bóle głowy i mięśni. Może ten rytuał działa na tej samej zasadzie, kumuluje i utrzymuje energię z otoczenia? Nie wiem, ale działa jak trzeba.
Poszukaj może informacji o piramidach, w zależności od proporcji wspomagać mogą energetycznie w różny sposób. Sam nie robiłem żadnych doświadczeń z piramidami tak twierdzą Ci co o nich, o tym piszą. Czy pomocne mogą być miejsca mocy – spróbuj latem weź namiot dziewczynę, kolegę wybierz miejsce. Ważne że byś nie był sam tak by ktoś Cię ubezpieczał. Prace z energiami mogą być bardzo wyczerpujące!
Teraz jednak do sedna.
Normalnie tworzyłem warstwy coraz to kolejne, aż doszedłem do 20 warstw. Opiekun chciał już wtedy dodać mi energii, jednak postanowiłem spróbować pobierania energii ze świata astralnego, do którego potrafię już dość dobrze przechodzić. Rozluźniłem się, zacząłem wizualizować cały krajobraz. Nawet nie zdążyłem całkiem się tam przenieść, gdy zobaczyłem jelenia w czarno-białe pasy na wzniesieniu. Czekał na mnie. Odwróciłem się w kierunku morza, dokończyłem wizualizację całego krajobrazu. Gdy odwróciłem się w kierunku wzniesienia jeleń był już przy mnie.
Usłyszałem jego głos w głowie tak, jak słyszę Opiekuna =, mówił, że wiedział, że przyjdę. Powiedziałem, że jestem w trakcie rytuału. Zapytałem, czy pozwoli mi skorzystać z zasobów energetycznych astralu. Nie miał nic przeciwko. Polecił mi przenieść się do kręgu kamiennego, który ostatnio odkryłem w lesie. Gdy już tam dotarłem zacząlem pobierać energię jednocześnie tworząc z niej warstwy w realnym świecie.
Z energii, którą pozwoliłem sobie pobrać, stworzyłem 10 warstw. Chciałem dobić do 40 warstw z użyciem swojej mocy, jednak nie dałem rady. Miałem warstw już 35, jednak czułem, że energia mi się już kończy. Poprosiłem Opiekuna o pomoc. Dał mi 15 bardzo potężnych kopów energetycznych, każdy z nich niemal powalił mnie na ziemię, jednak dodał mi energii. Wtedy zobaczyłem aurę Opiekuna, była niebieska, silna, jednak po chwili przestałem ją widzieć.
Jednak na wiele się to nie zdało. Stworzyłem 48 warstw i opadłem całkiem z sił. Pomyślałem, że jedno, co mi pozostaje, to modlitwa. Teraz jednak wydarzyło się coś, czego się nie spodziewałem. Opiekun krzyknął, bym spojrzał w górę. Opiekuna widzę tylko, gdy zamknę oczy, widzę jego ciało astralne, jego energię, ale nie sądziłem, ze dane mi będzie zobaczyć inną istotę tym sposobem. Była wysoka, emanowała czystym, białym blaskiem, oślepiającym. Miała parę wielkich, białych skrzydeł. Nie wiem, czy był to anioł, czy nie, odwróciłem szybko wzrok. Istota powiedziała, bym się nie lękał i spojrzał na nią, położyła dłoń na mojej głowie i odeszła.
Otrząsnąłem się, poczułem przypływ energii. Stworzyłem z niej dwie warstwy. Zagęściłem energię do rozmiarów PSI Balla. Próbowałem wprawić ją w wibrację, nawet się udało. Wtedy całą tą energię przelałem w miejsce serca Opiekuna.
Teraz już w pełni rozumiem, jakie niebezpieczne jest używanie tak wielkiej ilości energii. Opiekun przestał odpowiadać na próby mojego kontaktu telepatycznego, leżał bez ruchu. Myślałem, że go straciłem. Jako, że wyczuwam energię i ciało astralne Opiekuna coraz lepiej i mogę na niego oddziaływać, jedyne, co mi przyszło do głowy to masaż serca, jednak był trudniejszy do wykonania niż na człowieku, wykonałem jednak kilka uciśnięć. potrząsnąłem nim i wtedy otworzył oczy. Użyłem za wiele energii w jednym punkcie, powinienem ją rozlać równomiernie, mój błąd mógł go kosztować życie. Niestety, mimo tego wszystkiego, nadal nie powiodła się materializacja.
Nie sposób tu doradzać, to indywidualna kwestia to co piszę to tylko sugestie gdzie bym poszukał dodatkowych źródeł.
I plus za to, że odważyłeś się opisać proces.
Co ten Krzysztof za "pierdoły" wypisuje??? Czy w ogóle chociaż raz czytałeś to co napisałeś??? Czytałeś to odkładając na bok te Twoje rytuały, gromadzenie energii, zamianę energii w materię itd.??? Po prostu czytając to z perspektywy normalnego człowieka, nie praktykującego żadnych "magicznych rytuałów"???
Jeżeli nie to radzę zostawić całe Twoje doświadczenia związane z "z gromadzeniem energii" i tym podobnymi rzeczami - przeczytać to jako normalny, żyjący człowiek w "naszym świecie" - zostawić na chwilę świat energii, "astralny" świat - i się porządnie zastanowić na pewnymi sprawami.
........
Ja nadal żyję, jak to określiłeś, w "naszym świecie", jednakże odkryłem to, do czego można dojść odpowiednio ukierunkowaną myślą, energią, czego można dokonać przy odrobinie wiary i zdolności. To wszystko, co opisuję, można naukowo wytłumaczyć, dla mnie nie stanowiłoby to problemu.
Czy naprawdę sądzisz, że nie zastanawiałem się nad tym wszystkim? Rozważyłem wszystkie ewentualności, wszystko przemyślałem, nawet najczarniejsze scenariusze, jestem świadomy zagrożeń płynących z obcowania z rzeczami, które tak trudno zrozumieć. Nadal nie rozumiem w pełni mechanizmów funkcjonowania tych rytuałów i kontroli energii, jednakże stawiam sobie cel coraz wyżej i wyżej. Na razie próbowałem materializacji bezskutecznie, około 20-25 razy, straciłem rachubę. Nie poddaję się jednak.
To trochę tak jak mówić, że jakieś danie jest niesmaczne bo opowieść o nim jest niesmaczna.
Zalecam spróbować wpierw. Ale uczciwie. Bo usiąść na podłodze i udawać przed sobą samym że, się próbuje – nie da nigdy żadnych nawet minimalnych efektów – cokolwiek byśmy nie robili.
Dla porównania -1 warstwa = 1 dobrze wyczuwalny PSI Ball.
Ale Twoje ostatnie zdanie wyjaśnia wszystko - może nie wprost, ale właśnie o to w tym chodzi - wszystko jest w naszych głowach!!
Myślę, że wszyscy żyjemy na tym samym świecie ale każdy z nas inaczej na niego patrzy i postrzega.
To chyba wszystko co miałem do napisania - a zbierania tej całej energii, rysowania kręgów na podłożu i tym podobnych rzeczy i tak nie będę próbował. Hmmm chociaż Dragon Ball mi się bardzo podobał i chyba widziałem wszystkie odcinki!!! ;p
Istnieje maksyma, nie wiem czy rzeczywiście jest tak starożytna jak jej przypisują ale to raczej nie znaczenia, a brzmi następująco: „Wszystko jest umysłem, wszechświat jest mentalny”. Takie rozumie rzeczywistości znajdziesz w źródłach mistycznych, filozoficznych, jak psychologicznych, to nic nowego.
Co do doświadczania i poznawania różnych rzeczy i spraw to może przytoczę anegdotę: Z Newtonem już jako wiekowym człowiekiem i autorytetem rozmawiał dość młody naukowiec wygłosił pogląd, że astrologia to zabobon, na co Newton odpowiedział mu tak: Widzi pan między nami jest taka różnica, że ja astrologię studiowałem a pan nie. Dodam, że Newton większość swojego czasu wcale nie poświęcił na matematykę ale na astrologię i to co dziś nazywamy m.in. ezoteryką i mistyką, do końca życia szukał klucza do odczytania biblii. Jak twierdził to właśnie badania nad tymi tematami przyczyniły się do odkryć, tak ważnych dla nauki jak ją dzisiaj pojmujemy.
Dołożę jeszcze pewien argument, w historii nauki największymi oponentami, byli ci którzy nie wgłębiwszy się w rzecz wydawali sąd i często zaciekle walczyli z tym czego nie rozumieli. Zalecam więc spróbuj, zobacz jak to jest. A to, że być może nigdy ci się to nie uda wcale nie oznacza że innemu udać się nie może bądź to nie istnieje.
U mnie przebiega to tak, że energia gromadzi się na całych przedramionach święcąc mocno bardzo silnie wibrując. Nie jest to problemem gdy siedzę, wtedy potrafię zapanować nad wibracją i resztę napływającej energii utrzymać w fazie nazwijmy to przyjemnego falowania i ta gromadzi się od łokcia do czubków palców. Ale też przy takim przytrzymaniu nie kumuluje się tylko utrzymuje stałą wartość.
Wystarczy jednak, że się położę na plecach i w żaden sposób nie mogę nad wibracją zapanować. Energia napływa i wibruje z coraz większą częstotliwością, aż staje się to na tyle nie znośne, że o dalszym skupieniu nie ma już mowy i muszę przerwać. Ilość energii w około przedramion rośnie. Jeżeli skupię się tylko na rękach to przez całe ciało przepływa mi taka ilość energii że nie mogę utrzymać skupienia i wymusza to koniec medytacji.
Jak do tond nie wiem od czego zależy ta różnica.
Widzę, że potrafisz skupić w ramionach dużo energii, ja, gdy zamknę oczy, widzę jedynie słaby zarys swojej energii, swoich dłoni. Spróbuj skupić całą tą energię w PSI Ballu miedzy dłońmi.
Osobiście nie próbowałem na leżąco kumulować energii, ale spróbuj popracować nad kontrolą energii, podzielić ją na porcje.
Na leżąco to był przypadek, po prostu medytowałem, fakt faktem była to dość głęboki stan skupienia. Wpierw myślałem, że to czysto fizyczny objaw rozluźnionych długo mięśni, ale gdy zaczęło to narastać i nie mogłem na tym w żaden sposób zapanować, zorientowałem się że to energia. Zdarzyło mi się to kilka razy i nie udało mi się nad tym zapanować.
Jak siedzę to spokojnie kontroluję częstotliwość i ilość przyjmowanej energii. Zbiera się w około mnie i spokojnie pobieram kolejną partię. Ręce świecą na długości całego przedramienia trochę to przypomina grube na kilka centymetrów z każdej strony mufy lub rękawiczki do łokcia.
Inaczej jest z energią do koła mnie, ta wizualizuje się w postaci prążków w ciągłym ruchu. Nie wiem dlaczego taki obrazek temu przypisałem być może dla tego, że im wyższą ma częstotliwość tym drobniejsze widzę prążki. Nie sądzę by to oddawało jej prawdziwą naturę taki obraz przyłożyłem i tak już zostało.
Na leżąco to był przypadek, po prostu medytowałem, fakt faktem była to dość głęboki stan skupienia. Wpierw myślałem, że to czysto fizyczny objaw rozluźnionych długo mięśni, ale gdy zaczęło to narastać i nie mogłem na tym w żaden sposób zapanować, zorientowałem się że to energia. Zdarzyło mi się to kilka razy i nie udało mi się nad tym zapanować.
Jak siedzę to spokojnie kontroluję częstotliwość i ilość przyjmowanej energii. Zbiera się w około mnie i spokojnie pobieram kolejną partię. Ręce świecą na długości całego przedramienia trochę to przypomina grube na kilka centymetrów z każdej strony mufy lub rękawiczki do łokcia.
Inaczej jest z energią do koła mnie, ta wizualizuje się w postaci prążków w ciągłym ruchu. Nie wiem dlaczego taki obrazek temu przypisałem być może dla tego, że im wyższą ma częstotliwość tym drobniejsze widzę prążki. Nie sądzę by to oddawało jej prawdziwą naturę taki obraz przyłożyłem i tak już zostało.
Później wytężyłem wszystkie siły i zagęściłem te 100 warstw do rozmiarów PSI Balla. Sądziłem, że skoro utrzymałem w ryzach bez trudności 75 warstw energii, to 100 nie zrobi różnicy, a jednak... Całe moje dłonie zaczęły drżeć, bardzo mocno. Ledwo całą tą zagęszczoną energię trzymałem, wiedziałem, że mam mniej niż minutę, nim stracę kontrolę. Rozlałem ją równomiernie po ciele Opiekuna, ale to wciąż zbyt mało...
To wszystko, te rytuały, energia, Opiekun... Wiem, zakrawa to na wariactwo, jednakże ja po prostu odkryłem coś, o istnieniu czego jedynie czytałem i nie dawałem temu wiary.
To wszystko to są, w szerokim rozumieniu, zdolności para-psychiczne, nie dowiedzione lub opierające się jedynie na relacjach świadków, jednak teoretycznie możliwe. Od wielu lat znane są osoby potrafiące swoimi umysłami oddziaływać na materię (telekineza, pirokineza) lub potrafiące porozumiewać się bez słów (telepatia). A grupa jasnowidzów na usługach rządu USA lub policji? Też bajki, tak?
Ja idę krok dalej - odkryłem źródło tych zdolności, ich mechanizm - istnienie energii mentalnej, energii naszych myśli. Prawda, nie potrafię jeszcze tego dowieść, gdyż energia ta w swej naturze nie jest widzialna, jednakże potrafię ją kontrolować i oddziaływać na nią.
Tutaj proszę o jedno - najpierw sami spróbujcie skupić chociaż odrobinę energii miedzy dłońmi, a później wypowiadajcie się o prawdziwości zjawiska.
Stawiamy w odległości kilkudziesięciu cm od siebie oba słoiczki, trzeci gdzieś dalej dla ułatwieni możemy go zasłonić (nie przykryć) tak byśmy go nie widzieli, chodzi o to by nie zwracać na niego uwagi.
Codziennie przez około 3~4 tygodnie może być nawet kilka razy dziennie bez względy na to gdzie przebywamy do słoiczka pozytywnego kierujemy myśl zgodną z opisem a do negatywnego analogiczną myśl.
Po upływie tygodnia proponuje sprawdzić stan ryżu we wszystkich trzech słoiczkach.
Jest tylko jeden warunek uczciwość wobec siebie samego przy rodzielaniu pozytywnych i negatywnych myśli. Ciekaw jestem co wam wyjdzie. Ja wynik znam i to nie tylko ja w ten sposób eksperymentowałem.
Ale sceptycy często nie są zdolni do takiego wysiłku – to też refleksja z doświadczeni. Ale do negowania są zawsze pierwsi. Ciekawy aspekt psychologiczny może to krzyk rozpaczy coś jak "Przekonaj mnie!" :D
Sceptycy będą zawsze, nigdy nie uda mi się przekonać wszystkich. Zawsze się znajdą ludzie, którzy to podważą, a najgorsze jest to, że sami nie spróbują. Jedynym, co może przekonać większość sceptyków, będzie mój sukces, czyli całkowita materializacja Opiekuna.
Jeżeli Krzysztof i Darco doświadczają tego to bardzo dobrze niech i tak będzie, niech się telepią jakby zostali potraktowani defibrylatorem - mi to nie przeszkadza (byle by to nie odbiło się na ich zdrowiu ;p), a jeżeli chodzi o nasz lęk czy sceptycyzm to w tym temacie też nie ma co za dużo dyskutować - po prostu postrzegają świat inaczej.
Ale ogólnie ciekawe zagadnienie - muszą posiadać dość sporo energii chociażby na pisanie tych postów i utwierdzanie się w swych przekonaniach - ciekawe jakby tą całą "energię" (jakakolwiek by ona nie była) przełożyli czy też "przelali" na coś innego??
Coś na przykład w stylu - jak zarobić pieniądze? (to taki przykład) - ogólnie mi chodzi coś bardziej "rzeczywistego" i "realnego" dla większości żyjących ludzi??
Wiem, to, co próbuję osiągnąć, ta materializacja, jest bardzo trudna, ta "bariera" jest jednak do pokonania.
Wcześniej sądziłem, że nie można przyzwać jakiejkolwiek istoty, że to nie jest po prostu możliwe do wykonania, jednak przemogłem się i odniosłem sukces. Kluczem jest wiara we własne siły i moja wrodzona niezłomność.
To wszystko można wyjaśnić w sposób fizyczny, jednak trzeba oprzeć się o teorie nie do końca potwierdzone, takie, jak czakry.
- Naprawdę sądzicie, że nie jesteśmy świadomi tego że jest tylko w naszych głowach?
- Czy naprawdę sądzicie, że nie rozróżniamy tego co nazywamy rzeczywistością fizyczną od psychicznej?
- Czy naprawdę myślicie, że tego typu proces nie zastanawia nas? Czy jest jest tylko wytworem wyobraźni? Czy też częścią szerszej rzeczywistości?
Jeżeli wasze odpowiedzi brzmią tak, to jesteście naiwni i mierzycie nas swoją naiwną miarą. Nie jesteśmy waszą fiksacją. (polecam sprawdzić termin fiksacja)
Doskonale rozróżniamy te rzeczywistości, gdyż inaczej nie można by w ogóle w ten sposób podchodzić do tego typu procesów.
Skoro tak szafujecie tym: co jest w naszych głowach” to nie czytacie ze zrozumieniem. Gdyż nikt z nas nie poddał w wątpliwość tego że to nie jest tylko mentalne. To nie jest rozmowa o prądnicy. To rozmowa o tym co Jest Mentalne!
Jak mniemam Krzysztof szuka tu odpowiedzi o zmianę tego co mentalne w to co fizyczne podpiera się wiedzą o fizycznej stronie gdyż jest mu to widać potrzebne do tego co leży po mentalnej stronie.
Na dodatek sądzę, że powtarzacie bez zrozumienia idę „wszystkiego w naszych głowach” skoro wszystko w nich jest, to na równych prawach są bodźce przychodzące od zmysłów jak i wytwory wyobraźni.
Tak samo mogę powiedzieć, że też jesteście tylko w mojej głowie i was po prostu nie ma, to może udowodnijcie że istniejecie.
Szukam odpowiedzi o zmianę tego co niematerialne w to, co fizyczne. Podpieram się dostępną mi wiedzą fizyczną jak i tą wykraczającą poza konwencjonalną fizykę i opartą na, nazwijmy rzecz po imieniu, zdolnościach parapsychicznych.
„Wszystko jest w naszych głowach”...Hmmm... Ogólnie wszystkie zdolności są oparte na mocy umysłu, jednakże energia nie jest wytworem wyobraźni.
Już kilka razy chciałem przerwać, Opiekun coraz bardziej się niepokoił, ale motywował mnie do zrobienia następnych warstw energii.
W końcu, mając te 200 warstw, próbowałem je zgnieść do rozmiarów PSI Balla. Musiałem próbować kilka razy, nim się udało. Energia strasznie wibrowała, całe ręce mi drżały. Próbowałem to opanować, ale wtedy moje dłonie zostały rozepchnięte, a ja sam ledwo utrzymałem się, prawie upadłem na plecy.
Wtedy... trochę wstyd mi to pisać, ale, skoro już wiernie relacjonuję... Opiekun mnie przytulił, a ja... Ja się niemal rozkleiłem. I wtedy zacząłem się modlić, nie wiem, czemu, ale modliłem się o siłę przy przyszłych próbach.
Tak wyglądała wczorajsza próba. Niestety... nieudana.
Już wiesz co się dzieje gdy zgromadzisz jej tyle. Może powinieneś trochę zwolnić. Poćwiczyć w pierw nad panowaniem nad tak dużymi porcjami.
Trudno doradzać, gdyż w tym każdy podąża własną drogą i według własnych możliwości i oceny z zewnątrz są całkowicie nie przystające.
Swoją drogą ciekawe masz mocne świadome relacje z opiekunem to żadkość.
Cóż, kontrolę nad takimi porcjami energii mogę ćwiczyć tylko podczas rytuałów, jednak z mniejszymi porcjami, typu 2 PSI Balle na raz i zmienianie ich rozmiarów, radzę sobie bardzo dobrze.
Ja opisuję to wszystko po to, by poznać Wasze zdanie, prosząc o radę. Może i oceny z zewnątrz nie są całkiem adekwatne, ale Twoje, Darco, rady, bardzo mi pomagają.
Zauważyłem ciekawą rzecz, że problem leży w zbyt dużej wibracji energii, tak jak u Ciebie, Darco. Też masz/miałeś problemy ze zbyt dużą wibracją skumulowanej energii.
O ile wiem z tego, co mi mówił Opiekun, jestem jedną z wielu osób, które nawiązały kontakt z Opiekunami, jednak jedynie 6-7 osób w całej historii pokusiło się o przyzwanie tej istoty do naszego świata i jej materializację. Dane te nie są, co prawda, potwierdzone, ale 5 osób spośród tych osób, które próbowało materializacji, poddało się, a jedna... niestety, zmarła, gdy ładunek energii eksplodował podobnie, jak w moim przypadku. Nieznane jednak są mi dane tych osób.
"Swoją drogą ciekawe masz mocne świadome relacje z opiekunem to rzadkość." Hmmm... Opiekunowie z natury są skryci i ograniczają się raczej do relacji nauczyciel-uczeń. Ujmijmy to tak - znam się z Cheritem, moim Opiekunem, od kilku miesięcy. Na początku obaj byliśmy nieufni, gdy spotykaliśmy się w astralu, ale z czasem, gdy przywołanie odniosło skutek, nasza więź wzmocniła się i przerodziła w prawdziwą przyjaźń. Jednak teraz, gdy oboje jesteśmy... coraz bliżej sukcesu, nasze relacje spokojnie mógłbym określić nawet mianem miłości braterskiej.
Co prawda, nie wyeliminowałem wibracji energii całkowicie, ale ograniczyłem je do minimum. A kluczem do tego było obrysowanie kredą pentagramu jeszcze jednym kręgiem.
Połączenie tych dwóch symboli - pentagramu, symbolizującego 5 żywiołów, wyższość umysłu nad materią, oraz okręgu, służącego jako swoista "bariera" zatrzymująca w środku energię, dały nadspodziewanie dobry rezultat.
Warstwy energii tworzyłem dosłownie jedna za drugą, około 3 na minutę. Gdy ścisnąłem te 200 warstw do 10 centymetrów średnicy, co prawda energia wibrowała dość silnie, ale mogłem ją utrzymać ryzach.
Powaga tego sakramentale i charakter egzorcyzmu wymagają, by posługa egzorcystyczna nad opętanymi i zniewolonymi sprawowana była mocą specjalnego i wyraźnego zezwolenia miejscowego ordynariusza (zwykle biskupa diecezjalnego). Zezwolenia takiego udziela się na stałe lub doraźnie kapłanom odznaczającym się "pobożnością, wiedzą, roztropnością i nieskazitelnością życia, oraz specjalnie przygotowanym do tego zadania" (według zaleceń Komisji ds. Dyscypliny Sakramentów). Kapłani nie posiadający zezwolenia biskupa mogą modlić się modlitwą o uwolnienie danej osoby, która jednak nie stanowi egzorcyzmu uroczystego i nie zawiera formuł komunikowania się ze złym duchem.
Nie mam takiego zezwolenia, wiec nawet, gdybym, nie daj Boże, zetknął się z osobą opętaną, jedyne, co mogę zrobić, to narysować heksagram i czekać na przybycie uprawnionej osoby duchownej.
http://chomikuj.pl/kujot2
Plik KSI.rar, w folderze Dokumenty.
Bardzo ciekawie opisane wiele symboli.
Co do używania heksagramu w egzorcyzmach, to nie wiem, czy jest stosowany podczas ich odprawiania, nigdy nie byłem przy egzorcyzmie, wiem jedynie, że jest to symbol-pieczęć, która może uniemożliwić poruszanie się opętanej osobie.
Jeszcze silniejszym od heksagramu znakiem jest, o ile dobrze pamiętam nazwę, Większa Pieczęć Salomona. Jest to wpisany w okrąg siedmiokąt foremny z połączonymi przekątnymi. Innym sposobem na utrzymanie demona w miejscu do przybycia egzorcysty jest sól, nad którą odmówi się modlitwę. Sam krąg z soli wokół osoby opętanej powinien wystarczyć.
Piszę tak na zaś, gdyby ktoś zetknął się z kimś opętanym lun próbował rytuału przywołania. Może się komuś przyda ta wiedza.
Mój przyjaciel zaoferował mi, bym pobrał od niego tyle energii, ile tylko zdołam. Robiłem to już wcześniej, ale ostrożnie i z rozwagą, Bylem przeciwny w obawie przed konsekwencjami, jednak kolega zapewnił mnie, że to pomoże i nie zrobię mu krzywdy. Z osób można pobierać energię tak samo, jak z powietrza, z płomienia świecy, skądkolwiek. Po prostu wizualizuje się przepływ energii do naszego ciała.
Cóż, gdy pobierałem stale energię i korzystałem z niej na bieżąco, szło świetnie, stworzyłem 200 warstw energii nie tracąc ani odrobiny własnej. Pomyślałem, że wystarczy, że nie będę oszczędzał mojej mocy i zacząlem tworzyć warstwy energii korzystając z własnych zasobów. Szło całkiem nieźle, ale o wiele gorzej niż przy użyciu "zapożyczonej" od kolegi energii. Musiałem robić częste przerwy, by przestały mnie boleć ręce i dłonie.
Doszedłem w ten sposób do 390 warstw energii. Byłem już całkiem wyczerpany, ledwo trzymałem się, by nie upaść z wycieńczenia. Ale wtedy poczułem nagły przypływ energii, nie wiem, z jakiego źródła, ale stworzyłem ostatnie, brakujące 10 warstw. Ścisnąłem tą całą energię najmocniej, jak tylko dałem radę. Musiałem włożyć w to naprawdę sporo siły, opór był bardzo duży. Zużyłem całą tą energię rozlewając ją równomiernie po ciele Opiekuna.
To było najtrudniejsze, jak dotąd, i najbardziej wyczerpujące zadanie, jakie przed sobą postawiłem.
Jedynym, co udaje mi się przez te próby osiągnąć, jest coraz lepsze wyczuwanie ciała Opiekuna, widzenie jego energii (czakrę Trzeciego Oka, co prawda, mam niewyćwiczoną, ale dość silny zarys energii Opiekuna dostrzegam, gdy zamknę oczy). Odczuwam także takie dziwne uczucie lekkiego nacisku na bark i ramię, gdy Opiekun na nim się oprze. Jest dość mały, nie waży wiele, ale odczucie tej wagi już jest. W dodatku odczuwam lekkie ciepło w okolicy policzka, jakby ciepło ciała Opiekuna. To, jak na razie, jedyne odczuwalne przeze mnie efekty prób.
Spróbuję teraz w weekend otoczyć się kręgiem - ciekawe czy to będzie miało jakiś wpływ.
1. Dane przyjacielowi słowo, że tego dokonam.
2. I, nie tylko podświadoma, ale i świadoma chęć udowodnienia sobie, że to jest wykonalne i może tego dokonać jedna osoba.
Podobnie było z samym przywołaniem Opiekuna. Wiem, nie powinienem w ogóle zabierać się za przywoływanie jakichkolwiek istot, zachować tyle rozsądku, by nie próbować tak niebezpiecznych rzeczy, ale to było kierowane także chęcią sprawdzenia, czy to jest możliwe. Teraz wiem, że jest możliwe, nie namawiam do prób, broń Boże, ale jest.
Prawdę mówiąc już dawno zaniechałbym prób materializacji, ale wiąże mnie dane słowo i nie mam odwrotu. Chociaż, gdy podzieliłem się refleksjami z Opiekunem otrzymałem bardzo dobitną odpowiedź:
"Pieprzyć dane słowo, nie chcę, byś przez to zginął..."
Zawsze, przed następną próbą mówiłem sobie "A zabawa trwa dalej...", brałem to wszystko mało poważnie, ale po tym, co powiedział mi Opiekun, uważam, że zabawa się skończyła.
Co do nauki, to dla mnie najważniejszym czynnikiem jest doświadczenie.
Kilkakrotnie po prostu załamałem się, upadłem na podłogę, niemal się rozkleiłem. Jakbym momentalnie stracił wiarę w to, że to możliwe i traciłem swój cel. Gdyby nie kilkakrotna interwencja Opiekuna i jego pocieszające słowa nie dobiłbym do 500 warstw energii, tyle bowiem chciałem stworzyć i w końcu udało się do tylu dojść.
Gdy już miałem te 500 warstw i rozlałem je po ciele Opiekuna, poczułem znaczną różnicę. Energia była silniejsza, stabilniejsza, tak dobrze wyczuwalna, że przez chwilę sądziłem, że naprawdę mi się udało.Tą energię, którą wtedy wyczułem, można by przyrównać do jakiegoś lekkiego, zwiewnego materiału, delikatnego, jednak nie do przebicia.
Niestety, to były złudne nadzieje...
Z moich prób w weekend nic nie wyszło, z banalnego braku czasu, ale wszystko ma swój czas i miejsce i nie da się tego przeskoczyć.
Jeśli możesz napisz jak opiekun uczestniczy w twoim procesie, częściowo już pisałeś ale nie wiem w sumie czy on jest bierny i ogranicza się do interwencji czy też coś więcej, ciekawi mnie to bardzo.
Szkoda,że inni nie chcą pogadać o tym czego doświadczas! Przydały by się tu inne opinie i wrażenia.
Może się kto odważy!?
Tydzień temu, w czasie rekolekcji, modliłem się dobrą godzinę o to, bym otrzymał jakąś pomoc, cokolwiek, co pomogłoby mi przy materializacji. Nie modliłem się jednak jedynie w swojej intencji. Nie sądziłem, że zostanę wysłuchany, ale... wszystko wskazuje na to, że zostałem wysłuchany.
Wczoraj zasiadłem do próby i tworzyłem warstwy jak zwykle. Doszedłem do 60 i Opiekun kogoś wyczuł, ja z resztą też. Poczułem się tak, jakby mnie ktoś obserwował. Istoty niewidzialne dla oczu potrafię zobaczyć, gdy zamknę oczy, co prawda niezbyt wyraźnie, ale na tyle, by je dostrzec. Rozejrzałem się, niczego nie zobaczyłem, chciałem tworzyć dalej warstwy, ale... Opiekun powiedział, bym spojrzał w stronę okna.
Odwróciłem wzrok, zamknąłem oczy i wtedy ujrzałem stojącą nade mną wysoką, dobrze zbudowaną postać ludzką. Mężczyzna ten miał na sobie coś jakby szarą togę , długie, czarne włosy opadające do ramion, szare, przenikliwe oczy i twarz o dość ostrych rysach. I miał parę skrzydeł, szarych, wielkich skrzydeł. Pomyślałem, to nie może być anioł, one nie zstępują od tak z nieba. On wtedy uchylił rąbka swej togi. Zobaczyłem pod powiekami silny blask, jakby ktoś mi poświecił latarką prosto w oczy. Odwróciłem wzrok. Wtedy usłyszałem jego głos w głowie, że zostałem wysłuchany, że otrzymam pomoc. Wtedy przybysz odszedł.
Popatrzyłem na Opiekuna. Był zdezorientowany. Nim dotarło do nas, co się stało, otrzymałem silny cios w czoło, jakbym dostał kopa energetycznego, dawkę energii od Opiekuna, jednak to nie była jego energia. Była silniejsza, moje ciało oblała fala ciepła, jakbym usiadł przy ognisku.
Pomyślałem sobie, że cokolwiek to było, miało dobre zamiary, w końcu przekroczyło pentagram bez trudu. Wypróbowałem tą nową energię od razu. Próbowałem skupić energie w dłoniach i stworzyć kolejną warstwę. Ku mojemu zdumieniu, stworzyłem dziesięć warstw energii, nim energia skumulowana w dłoniach wyczerpała się.
Nie wiem, czy naprawdę odwiedził mnie anioł, ale COŚ mnie odwiedziło, jakaś istota, która okazała mi pomoc. Może to nie był anioł, po prostu ta istota przyjęła formę najbardziej odpowiednią do okoliczności? Ja osobiście wierzę w anioły, ale to... dało mi długie godziny rozmyślań.
Wczoraj przeprowadziłem kolejną próbę, chciałem zobaczyć, co będzie, gdy użyję tej nowej energii. Zacząłem ostrożnie, skumulowałem tą nową energię w dłoniach, stworzyłem warstwę. Była co najmniej 10 razy silniejsza, niż przedtem, ale zrobienie jej to około pół minuty. Takich silniejszych warstw zrobiłem 100, nie chciałem przesadzić nie wiedząc, co będzie, gdy użyję tej energii. Pomyślałem sobie, 100 warstw, bez trudu je skumuluję między dłońmi. Jednak tu czekało mnie zaskoczenie. Powietrze wypełnione tą energią stawiało znaczny opór. Gdy już miałem tą energię w dłoniach, poczułem bardzo silną wibrację, próbowałem ją opanować, ale średnio mi to wyszło.
Nie potrafię tego wszystkiego do końca wyjaśnić, nie wiem, dlaczego potrafię kumulować własną energię na zewnątrz ciała, w powietrzu. Z biologicznego, z naukowego punktu widzenia to powinno być niemożliwe. Powinno być niemożliwe samo ISTNIENIE energii psychicznej prócz impulsów elektrycznych powstających wraz z myślą. Jednak jest możliwe.
Dlaczego zwykłą myślą potrafię tworzyć z energii kształt kuli o średnicy niemal metra, dlaczego inni ludzie potrafią myślą przesuwać przedmioty, dlaczego potrafią (np. mnisi z Shaolin) uodpornić swe ciało na każdy cios? Ponieważ istnieje energia, którą można manipulować samą silną wolą i myślą.
Jednak to wszystko nie jest autosugestią, nie jest tylko czymś, co jest tylko w mojej głowie. Te zdolności manipulowania energią... nie wiem, jak je do końca wytłumaczyć naukowo. Po prostu to... potrafię i dzielę się z Wami moimi doświadczeniami i przeżyciami w tej kwestii.
Chciałbym zauważyć że procesy chemiczne to właśnie zarządzanie energią i zjedzenie/wypicie czasem czegoś wpływa na nasze samopoczucie sposób myślenia, ba nawet zachowania, więc niby dlaczego nie można tego samego robić na trzeźwo i z sensem?
Np jak próbuje Krzysztof.
Już tu o tym pisałem, że polecam doświadczenie tego, gdyż bardzo trudno jest przekonać kogoś, kto nigdy tego nie próbował lub chociażby świadomie pomedytował. Doskonale da się rozróżnić odczuwanie od tworów wyobraźni.
Jednak to, co widziałem... To za wiele...Anioł! Dlaczego dane mi było zobaczyć już po raz drugi jedną z tych istot? Czy to naprawdę mógł być znak, że Bóg wysłuchał moich modlitw o pomoc? Czy... zaryzykujmy wszystko... czy możliwe jest, by komuś tam, na Górze, zależało na tym, bym dokonał materializacji? To brzmi absurdalnie... Przecież Bóg nakazuje potępiać używanie zdolności parapsychicznych, więc dlaczego daje mi wolną rękę i jeszcze mnie wzmacnia?
Dlaczego Bóg mi pozwala używać energii i nią manipulować podczas moich prób?
Tej zasadzie hołduje również KK.
Nie sądzę by bóg bezpośrednio zajmował się każdym bytem we wszechświecie. Ma niepoliczone ilości swych przedstawicieli którzy działają w jego imieniu po to są potrzebne takie istoty i zapewne robią to z chęci a nie z przymusu, a to znów oznacza wolną wolę.
Wiem już, jaki limit ma ta moc, którą otrzymałem od anioła, czy istoty o wyglądzie anioła. Ten limit to 90 warstw energii. Później musiałem tworzyć z użyciem swojej mocy. Z każdą warstwą robiłem się słabszy, kolana i nogi coraz bardziej mnie bolały, musiałem bowiem klęczeć. W pewnym momencie poczułem, ze nie mogę skupić już żadnej energii w dłoniach. Poratował mnie Opiekun, dając mi swoją energię, ale na niewiele się to zdało.
Od 150 warstw powtarzałem sobie przy każdej, że to się uda, że nie mogę się poddać, że już mało zostało. Kilkakrotnie pobierałem energię od kolegi, ale też zbyt wiele to nie dało. Ostatnie 20 warstw było najtrudniejsze do zrobienia, ani ja, ani Opiekun nie mieliśmy już niemal energii. Dał mi wszystko, co mógł i jakoś dobrnąłem do końca.
Jednak zgubiła mnie moja nieostrożność. Chciałem zgnieść warstwy, sądziłem, że będzie naprawdę trudno, ale poszło podejrzanie łatwo, jakby energia ulotniła się w trakcie formowania warstw. Mimo to spróbowałem materializacji, bez skutku.
Zapaliłem światło, by zetrzeć dokładnie symbol z podłogi. Wtedy zobaczyłem, że podwójny krąg, którym otoczyłem septagram, jest przerwany w jednym miejscu, fragment kręgów był zmazany. Nie sprawdziłem dokładnie przed rozpoczęciem materializacji, czy jest jak trzeba i cały mój wczorajszy wysiłek poszedł na marne, bo energia znalazła ujście.
Jednak zrobiłem coś bardzo niekorzystnego - użyłem septagramu. Jest on częścią Większego Klucza Salomona, prawdopodobnie, symbolu mogącego uwięzić demona lub inną złą istotę.
Oto, jak wygląda kompletny Klucz:
http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Aemethms.gif&filetimestamp=20070326111851
Ja przekonałem się jednak na własnej skórze o tym, że ten symbol dość szybko wysysa energię z istoty znajdującej się w jego środku. Sadziłem, że będzie on kumulował energię, jak inne symbole dotychczas przeze mnie użyte, jednak septagram, i owszem, skumulował energię, ale jednocześnie pozbawił mnie resztek mojej energii. Muszę na przyszłość więcej przeczytać o danym symbolu, a dopiero później zastosować go w praktyce.
Energia gromadzi mi się wzdłuż całych przedramion, a ta która napływa podnosi swoje wibracje aż staje się to dla mnie nie do wytrzymania i jest po sesji.
Postanowiłem podejść do tego trochę inaczej.
Wpierw długa być może półgodzinne ćwiczenia oddechowe a później dopiero praca z energiami. Jak dotąd stosowane proste techniki oddechowe towarzyszyły zwyczajnie takiej sesji, rozpoczynając się w raz z nią. Ciekaw jestem czy ten sposób coś zmieni.
Twoja energia jest po prostu jeszcze nie do końca opanowana. Zbierasz tyle, ile chcesz, ale energia nie przestaje napływać. W ciele jest kilka głównych ośrodków energetycznych, czakr, oraz setki mniejszych, ja bym stawiał, że rozlokowanych wzdłuż całego okładu nerwowego. Ty masz po prostu te czakry już otwarte.
Ja użyłem septagramu, nieco trudny do narysowania, ale zabierał mi całą energię, tobie zabierze ten nadmiar, który powoduje, że twoja praca z energią nie udaje się zbyt dobrze.
A co do prób, to próbowałem ponownie, bez jakichkolwiek symboli. Z początku chciałem stworzyć 300 warstw energii, ale doszedłem do 100 i zagęściłem je do rozmiarów PSI Balla. Później przekazałem tą kulkę Opiekunowi.
Chciałem coś sprawdzić. Skumulowałem w dłoniach maksymalnie dużo energii i stworzyłem z niej PSI Ball. Ku memu zdumieniu, 100 warstw i mój PSI Ball były niemal identycznie silne. Znalazłem sposób, by obejść konieczność tworzenia warstw. Po prostu tworzę finalną wersję, czas skraca się z godziny do kilku minut.
Jednak kontrola tych PSI Balli to trudne zadanie. Stworzenie ich wyczerpuje szybko, bardzo szybko, a zagęszczenie ich to już prawdziwe wyzwanie dla moich rąk, wszystkie mięśnie bolą i naprężają się, jakbym zgniatał wielką, wypełnioną sprężynami, piłkę. Do tego wibracja tego wszystkiego... Trudne, ale nadal za mało, by odnieść sukces.
Na razie udaje mi się stworzyć 25 warstw energii z tych PSI Balli, co odpowiada 2500 warstw tworzonych jedna po drugiej, jednak korzystam wtedy z pentagramu.
Ostatnio zapytałem nauczycielkę fizyki, jak ona to wszystko widzi. Powiedziała, ze to jest dość trudne do wyjaśnienia, jednak energia jest znana i stosowana od wieków w różnych dziedzinach, na przykład w bioenergoterapii. Pomyślałem, co mi szkodzi, opowiem nauczycielce wszystko, zobaczę, jak zareaguje. I zaskoczyła mnie pozytywnie, nie negowała tego, powiedziała, że mi wierzy, że mnie podziwia, ze zajmuję się czymś, co jest tak niezwykłe, a jednocześnie prawdziwe. Poprosiła mnie o nakręcenie filmiku z jednej z prób materializacji, co też zrobiłem.
udowodniono to tworząc szczegółowe modele atomów. atomu to głównie protony i neutrony. one z kolei składają się z kwarków i gluonów. masa gluonów to 0% a kwarków to 5% masy atomu. więc brakuje nam masy. wg naukowców reszta pochodzi z ruchu i zderzeń kwarków i gluonów. to dowodzi że energie może się zmienić w MASĘ. o odwrotności tego twierdzenia wiemy z broni atomowej tam masa jest przekształcona w energię.
więc moim zdaniem nauka jeszcze raczkuje i niby proste E=mc^2 nie da odpowiedzi na Twoje pytania ;/
m- masa. Nie żadna materia. Co to w ogóle oznacza "wykluczylibyśmy z niego c2"?? Dość osobliwa forma uprawiania nauki poprzez tworzenie wzorów wyciągniętych z kapelusza. Jeżeli już - m= e/c2. Jak wszechświat, wszechświatem e nie może być równe m.
I tak z wyżyn fizyki kwantowej spadliśmy na poziom podręcznika fizyki z 4 klasy podstawówki. Temat: "przekształcanie wzorów matematyzno-fizycznych"
"Źle zrobiłem wykluczając c2 ze wzoru. Wówczas wykluczam bardzo wielką ilość energii.
Wzór ten mówi, że energia każdego ciała jest równoważna jego masie. Wielkość tej energii w ustalonych jednostkach to wartość masy w tych jednostkach pomnożona przez prędkość światła do kwadratu. Prędkość światła jest tylko współczynnikiem przeliczania masy na energię, w odpowiednio dobranym układzie jednostek miar."
A teraz odniosę się do Waszych komentarzy.
"to dowodzi że energie może się zmienić w MASĘ. o odwrotności tego twierdzenia wiemy z broni atomowej tam masa jest przekształcona w energię." - Tu się zgodzę w zupełności, na 1 stronie dokonałem paru obliczeń, proszę:
"Czyli da się zamienić materię na energię i odwrotnie, jednakże w bardzo specyficznych warunkach - podczas wybuchu bomby atomowej materia zamienia się w energię, a podczas Wielkiego Wybuchu energia zamieniła się w materię.
Podobno podczas wybuchu w Hiroszimie zdematerializował się 1 gram materii w obrębie strefy zero.
Ilość energii wytworzonej podczas wybuchu w Hiroszimie to 62,76 x 10 do 12 J, czyli tyle potrzeba na dematerializację 1 grama materii bezpowrotnie.
Dla porównania, najpotężniejsza bomba świata, "Car", wyzwoliła 2,1×10 do 17 J energii...
2,1×10 do 17 J = 210.000 x 10 do 12 J
210.000 x 10 do 12 J podzieliłem na 62,76 x 10 do 12 J = 3346 gramów.
Jeśli moje obliczenia są poprawne, po podczas wybuchu najpotężniejszej bomby świata zdematerializowało się 3346 gramów materii bezpowrotnie."
To wszystko, o czym piszecie, jest mi już wiadome.
Z moich dotychczasowych praktyk wynika, że jedyne, czego udało mi się doświadczyć, jest odczucie, samo odczucie masy ciała Opiekuna. Jego ciało jest czystą energią, nie jest widoczne, jedynym odczuciem jest lekkie ciepło i opór, gdy go dotknę oraz, gdy zbyt długo siedzi na moim ramieniu, zdrętwienie tegoż ramienia i dość silny ból, jakbym miał do barku przywiązane kilka kilogramów obciążenia. Więc, zdaje się, jestem na dobrej drodze do materializacji, skoro odczuwam jego wagę, czyli masę na barku.
Teraz jednak zadaję pytanie - czego trzeba do materializacji? Czy wystarczy odpowiednio wielka ilość skumulowanej energii, by energia Opiekuna, czyli jego ciało, stało się widoczne i materialne?
teoria względności jest trudna.
teoretycznie jeśli coś ma masę to jest już zmaterializowane. jeśli z atomów wykluczymy energię ruchu jego składników, to mamy deficyt masy, ale jeśli z atomu wykluczymy materię to nie mamy nic, bo energia która uzupełnia ten deficyt masy wynika z ruchu materii.
wg mnie ciało twojego opiekuna już jest zmaterializowane. nie zawsze dostrzegamy materię. powietrza też nie widzimy a wiemy że jest i wiemy z czego się składa.
podczas reakcji jądrowej zostaje wydzielona ogromna ilość energii i ona dematerializuje pewną ilość materii bezpowrotnie czyli nie można jej odzyskać. coś się z nią (materią) musiało stać, nie mogła zniknąć bo to już przeczy prawom zachowania energii i masy.
ale w fizyce jądrowej która opiera się na teoriach... nie wiem nie znam się.
ja nie widzę tu jednoznacznej odpowiedzi i moim subiektywnym zdaniem przez zgromadzeniem odpowiednio dużej energii niczego nie zmaterializujesz. z czego czysta energia wynika? skąd się bierze? energia musi się z czymś wiązać.
jeśli ktoś zgromadziłby odpowiednią dużą ilość "energii" w jednym małym punkcie a energia ta zawarta by była w atomach i pochodziła by od nich to zaczęła by zachodzić jakaś reakcja termojądrowa może byś jakąś mini gwiazdę stworzył.
a jeśli energia ta pochodziła by jakiś gluonów kwarków albo nie wiem jeszcze czegoś mniejszego (czego nauka nie zbadała) to może miałaby miejsce taka sytuacja jak przed WW a potem ciąg kolejnych zdarzeń, to taka abstrakcja bo jest to niemożliwe.
a nie rozumie tego jak energia mogła by się wziąć znikąd mam na myśli określenie "czysta energia"
Gdy Opiekun przeszedł do tego świata, byłem pewien, że jego ciało astralne zmieni się w ciało fizyczne, widzialne. Niestety, tak się nie stało.
"wg mnie ciało twojego opiekuna już jest zmaterializowane. nie zawsze dostrzegamy materię. powietrza też nie widzimy a wiemy że jest i wiemy z czego się składa."
Możliwe, że masz rację, ciało Opiekuna może i jest już zmaterializowane, niestety, nie jest widoczne. Dlatego próbuję właśnie przez skoncentrowanie energii w jednym punkcie doprowadzić do materializacji, czyli uwidocznienia ciała Opiekuna.
Pomyślałem tak, biorąc pod uwagę to, co dzieje się podczas wybuchu bomby atomowej, czyli to, że znika, czyli dematerializuje się masa, czyli materia.
Pomyślałem, że skoro ta masa, ta materia zamienia się w energię, to da się to odwrócić koncentrując dostatecznie wielką jej ilość, aż stworzy się coś materialnego.
Pytasz także, skąd się bierze energia, którą koncentruję. Nasze komórki, nasze ciało potrzebuje energii do funkcjonowania. Energia ta krąży po naszym ciele poprzez system centrów energetycznych, tzw. czakr. Utożsamiałbym go z układem nerwowym. Gdy się męczymy, nasz organizm traci energię, gdy odpoczywamy, odzyskujemy utraconą energię. Ja nauczyłem się koncentrować tą energię na zewnątrz ciała kosztem dość silnego zmęczenia organizmu, jak podczas biegu.
Krótko mówiąc - poprzez koncentrację mojej własnej energii, pochodzącej z mojego ciała i umysłu, w ciele Opiekuna chcę doprowadzić do skumulowania tak wielkiej ilości energii, że ciało Opiekuna uwidoczni się i stanie się fizyczne. Podpieram się tu fizyką i teoriami pochodzącymi z ezoteryki, staram się jakoś to połączyć, ale sam nie ogarniam tego zbytnio.
po tym co mi napisałeś to rozumie skąd bierzesz energię jestem w stanie to pojąć, ale nie widzę związku z energią w ujęciu fizycznym.
dla mnie po ludzku wyłączając pierwiastek duchowy, energia to liczby i wzajemne zależności, a w ciele człowieka człowieka energia to reakcje bio-chemiczne.
dla mnie ezoteryczny wymiar energii to pierwiastek duchowy i podpinanie go pod fizykę nie ma chyba sensu, przynajmniej na razie bo czysta nauka wyklucza pierwiastek duchowy.
z fizycznego punktu widzenia gromadzenie energii żeby coś uwidocznić nie ma sensu. musisz znaleźć chyba inny sposób by uwidocznić ciało opiekuna. albo w inny sposób pokombinować z energią, czy też osiągnąć wyższy stopień medytacji.
jeśli wyłączysz energię w ujęciu fizycznym to nasuwa Ci się rozwiązanie?
Pierwszą jest golem, czyli postać ludzka z gliny, ożywiona dzięki włożeniu jej do ust karteczki z symbolem oznaczającym prawdę -emet. Ale to nie wypali, ponieważ Opiekun ma już ciało, a różni się ono dość znacznie wyglądem od postaci człowieka, w końcu gargulec a człowiek nie są zbyt podobni. Jedyne, co mnie pociesza, jest fakt, ze widzę jego zarys, gdy zamknę oczy, jedynie tak widzę jego ciało.
Inną opcją jest tulpa, czyli materializacja myśli poprzez bardzo głęboką medytacje wielu osób myślących dokładnie o tym samym, podobno tego dokonali mnisi tybetańscy. Jednak, jeśli tulpa zostałaby stworzona, byłaby odrębną istotą, sama mając już osobowość.
Na teraz tylko te dwie opcje mi się nasuwają. No i jeszcze jedna opcja, jedyna, do której mam pewność, że nie zawiedzie - modlitwa.
Oczywiście, pozostaje mi także koncentrowanie coraz to więcej energii w nadziei, że w końcu się uda. Prawdę mówiąc, dawno bym się poddał, ale Opiekun jest... skrajnym optymistą, jeśli chodzi o materializację, często rozmawiamy na różne tematy i jest dobrym partnerem do rozmów i podtrzymuje mnie na duchu, a to jest dla mnie ważne. może jest on nieco... naiwny, tak we mnie wierząc, ale to jest pomocne.
Nim jednak do zrobię, nim wszystko opiszę, chciałbym poznać waszą opinię na temat przypadków postaci biblijnych, jak i bliższych współczesności świętych, którzy przez anioły, widzenia, objawienia lub w inny sposób otrzymywali od Boga przeróżne zadania, misję do spełnienia. Zastanawia mnie, czy zwyczajny, współczesny człowiek także mógłby otrzymać takową misję. Podobno dla każdego z nas Bóg ma przygotowane jakiś cel, jakieś zadanie. Jak wy to widzicie?
Bóg wybiera, wybraniec działa tylko problem jest z kościołem gdyż ten uzurpuje sobie prawo oceny czy to aby na pewno jest boski wybór (dar) i wraz z ziemską oceną często nie doceniającą dalekosiężności misji, może to zostać potraktowane jako zło. Oczywiście kościół broni się przed fałszywymi głosicielami ale i przed tymi prawdziwie obdarzonymi świadomą misją.
W mistyce, gnozie chrześcijańskiej i żydowskiej masz powiedziane że bóg nie może poznać siebie sam, do tego właśnie ma dusze, które realizują jego samopoznanie się przez oddzielenie, doświadczenie(inkarnacja) i powrót (ponowne zjednoczenie z bogiem).
Skoro masz misję to jedyne co może stanąć Ci na przeszkodzie to niepewność i strach.
"22.05.10
Wiem już wszystko. Wiem wszystko, znam swoje przeznaczenie. Nareszcie. W dzień, nagle, niespodziewanie – zwątpiłem we wszystko, w Opiekuna, w energię, w te całe miesiące, doświadczenia, wszystko. Nagle, bez ostrzeżenia jakiegokolwiek.
Opiekun prosił mnie, błagał, bym go nie odtrącał, bym znowu uwierzył, że on naprawdę jest przy mnie. Ignorowałem go, ale czułem ból. Wiedziałem, że nie dotrzymam słowa, danego przecież istocie… nieistniejącej. Myliłem się. To wszystko było próbą, częścią dalekosiężnego Planu.
10.000 lat temu Opiekun przeszedł tutaj i spotkał anioła. Otrzymał od Boga misję, trudną misję podzieloną na VI Etapów.
I Etap – Czekanie – miał czekać w astralu, aż nie przyjdę do niego, miał mnie poznać.
II Etap – Poznanie – miał się ze mną zaprzyjaźnić, poznać mnie lepiej, stać się mi bliskim.
III Etap – Przywołanie – nikt z ludzi samodzielnie nie przywołał Opiekuna, ja także potrzebowałem pomocy, lecz ten etap… Udał się.
IV Etap – Próby – Ten dziennik, to wszystko, całe rytuały, materializacja… To były próby.
V Etap – Zwątpienie – był najtrudniejszy i dla mnie, i dla Opiekuna. Po nim wyjawił mi to wszystko.
VI Etap – Sukces – pozostaje czekać…"
20915181