13 listopada tego roku (2009) wchodzi do kin film pod wszystko mówiącym tytułem "2012". Im dłużej się nad tym zastanawiam tym dłużej dochodze do wniosku czy oby cała historia Nibiru i miliony postów na całym świecie to nie kwestia pracy kilku ludzi od marketingu, którzy chcieli wykorzystać fakt przepowiedni Nostradamusa i końca kalendarza Majów dla szybkiego wzbogacenia się poprzez zastarszanie ludzi na całym świecie. Zauważcie, że temat Nibiru i końca świata w 2012 w sumie nie tak dawno mocno się wypromował w internecie. Nie sądze do końca, że to zbliżająca się data. Zaczęło się od kilku postów na temat zbliżającej się planety Nibiru i tym śladem ludzie poszli dołączając kolejne historie, fakty i możliwości końcia świata. Im dłużej historia końca świata wędruje po internecie, tym bardziej jest ubarwiana. Czasami do totalnych absurdów. Wydaje mi się, że spora część informacji o 2012 na internecie to wynik pracy jakiegoś zespołu ludzi. Zobaczymy jakie motywy zostaną wykorzystane w filmie. Narazie sam trailer nie zdradza praktycznie niczego oprócz super tsunami przemieszczjącego się nad szczytami Tybetu, co chyba jest mocno przesadzoną bajką. W załączniku trailer i adres do oficjalnej strony "2012".
Trailer może mówi wszystko, ale jak dla mnie może też mówić o tym, że reszta filmu już nie będzie tak atrakcyjna. Nie sądze, żeby dział marketingu producenta 2012 prowadził taką kampanie w necie. Choć dla przykładu "Blair Witch Project" dobrze wcisnął kit w internecie i zadziałało całkiem dobrze, a film świetnie zarobił. 2012 ocenimy już po premierze, narazie jeszcze mamy sporo czasu do listopada. Pozdrawiam
Już jest film o takiej tematyce, tytuł "Doomsday" jeśli się nie mylę, w skrócie chodzi o to że kilku wybrańców musiało się spotkać w świątyni w której poczęło się nowe życie i bla bla bla , świat został uratowany.... ciekawe ile jeszcze podobnych historyjek zafunduje nam "holywoodzik". Pozdrawiam
"Akcja filmu rozpoczyna się w 2009 r. Naukowcy odkrywają na Słońcu silne burze słoneczne. Z ich wyliczeń wynika, że będzie to miało niebezpieczne skutki dla Ziemi i że jest to zapowiedź katastrofalnych zdarzeń. Nie wszyscy akceptują jednak teorię o wielkiej szkodliwości i przewidywalnych skutkach tych burz dla klimatu i całej Ziemi. O zagrożeniu powiadomiony zostaje prezydent USA.
W roku 2010 zwołano szczyt państw G8 w Hiszpanii w celu omówienia sposobu przeciwdziałania skutkom zbliżającej się klęski. Jednocześnie, w regionie Tybetu, tamtejsi mnisi rozpoczęli budowę gigantycznych zapór i tam.
W roku 2011 ujawnione zostaje, że córka prezydenta Stanów Zjednoczonych, przyznała ogromne fundusze na sporządzenie wiernych kopii wszystkich dzieł sztuki najbardziej znanych w świecie, a następnie ukryła je w nieznanym miejscu w Alpach.
Historia przenosi się do 2012 roku: na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych panują ciągłe trzęsienia ziemi. Na ich skutek skorupa ziemska zaczęła ulegać powolnej destabilizacji. W tym czasie główny bohater, Jackson Curtis, przybywający w Los Angeles u swojej byłej żony, proponuje jej i jej dzieciom wycieczkę do Parku Yellowstone. Podczas wycieczki dochodzi do katastrofalnego trzęsienia ziemi, obejmujące początkowe całe wybrzeże zachodnie USA aż po Park Yellowstone a następnie rozchodzące się na całą skorupę ziemską.
Wiadomo, że podczas spotkania krajów G8 w 2010 r., zdecydowano o budowie gigantycznych statków, będących rodzajem współczesnych ark Noego, na których w chwili kataklizmu Ziemi mieliby się schronić najbogatsi z rodzinami i elita światowych polityków wraz z ich służącymi. Po cofnięciu się skutków globalnego kataklizmu mieliby oni zająć się odtworzeniem populacji ludzi na Ziemi.
Kiedy przez Ziemię przetaczają się wielokilometrowej wysokości fale tsunami, niszczą ją trzęsienia ziemi, huragany i inne niebezpieczne zjawiska, okazuje się, że tybetańscy mnisi zbudowali również wiele statków ratunkowych, na których znajduje schronienie wiele osób z niższych warstw społecznych."
Ten wątek Tybetańskich mnichów moim zdaniem jest szczytem kiczu i braku realizmu :/
Nie spodziewam się niczego sensownego po tym filmie, w końcu produkcje o silnej licencji nastawione sa na jak największy zysk, jak najmniejszym kosztem. Czyli - slabe aktorstwo, slaby scenariusz, trzymamy sie za rece, ciemnoskory prezydent (choć to już teraz w sumie realne), atmosfera solidaryzmu, troche katastrof i happy end. Nie ważne, że bzdurne, ważne że kina równiez przejdą kataklizm - zostaną zalane powodziami Coli, lawinami popkornu oraz smieci. W sumie podziwam tę amerykańska latwość klepania pieniędzy na banałach i kiczu. Może dlatego, że oni po prostu nazywają rzeczy po imieniu, a nie próbują nam to sprzedać pod płaszczykiem awangardy i kina ambitnego, jak to czyni sie w Europie.
Tak czy owak pisałem już kiedyś, że mam pomysł na wykorzystanie tego całego zgiełku wokół 2012 r. i różnych metod sprzątniecia zycia z naszej planety. Mam pomysł na serial, bo wole seriale - są pozbawione tak ograniczonych ram czasowych, co pozowala lepiej naszkocować głownych bohaterów, pokazać ich głębie, a takie własnie dzieło chciałbym stworzyć. Żadnych akcji ratukowych, trzymania za rączki itd. Bezwarunkowy koniec, bez najmniejszych szans na ratunek, prócz obietnic bez pokrycia tych "przedsiębiorczych", oraz implikacje wiedzy o tym koncu. Serial o upadku człowieczeństwa, o szalenczej próbie przetrwania, o odżywaniu instynktów, które wszystkim wydawały się od dawna zatracone i całkowcie ubite przez kulture. Mam dość cukierkowości.
3 lata - 3 sezony po 12 odcinków kazdy (miesiac po miesiącu) roboczy tytuł "stad do wieczności" (lubie tę książkę)
Piosenka Sheryl Crow "on the outside" na opening.
Kto chce oglądać taki serial?? Bo jak chcecie to pisze do showtime lub HBO :P
Z tym Tybetem to absurd. Nie ma takiej możliwości, żeby tej wilkości fala tsunami sięgneła Tybetu. Pisze to dlatego, że można dodać troszkę dramaturgi i naciągnąć fakty, ale bez przesady. Często filmy tracą tylko przez nie potrzebne przegięcie z jakąś sceną. Zapewne w filmie jest więcej interesujących absurdów.. poczekamy zobaczymy.
Zgadzam się, Tom, nie ma fizycznej możliwości, by powstała taka fala na Ziemi. Chociaż na Jowiszu podobno znajduje się ogromny ocean pod chmurami, na którym znajdują się takie fale. Uprzedzam, że nie wiem, co to za ocean, ale woda to to nie jest.
Wracając do trailera, ale całkowicie abstrahując od jego głupoty - możności, niemożności. Chciałbym wyrazić wielkie ubolewanie z powodu kryptoreklamy firmy, która dzieli swoją nazwę z pewnym rosyjskim pisarzem oraz hipotetyczną liczbą. Będąc na miejscu Y i "przeklętej firmy, którego imienia oraz inicjałów nie wymawiamy" poskarżyłbym się do Komisji Europejskiej na stosowanie praktyk monopolistycznych. Powinno być Live/Yahoo/Google/.../NETart search 2012.
Ponadto mierzi mnie, że Gogol wykorzystując praktyki uderzające literalnie w przepisy o wolnorynkowej konkurencji nie umożliwiając na swoich stronach wyszukiwania za pomocą innych silników niż algorytm google. Jawne wręcz wykorzystanie dominującej pozycji na rynku do sztucznego zawężenia dostępu do konkurencji. Kolejne pole manewru do sławetnej Komisji.
Na sam koniec istnieje jeszcze problem zwrotu "google that" będącego synonimem "to search smth via internet searching algorithm". Dlaczego nie live that, netart that?? Po raz kolejny ten parszywy monopolista uzurpuje sobie prawo przynależne wszystkim. Ze względów oczywistych tym razem komisja w szczególności powinna zawiesić swoje sprawiedliwe oko nad wyspami brytyjskimi, ale biorąc pod uwagę stałą ekspansję (godzącą również w zasady zdrowej konkurencji językowej, o czym niejednokrotnie monitowali już francuscy europarlamentarzyści) tego barbarzyńskiego języka na coraz szersze tereny Europy kontynentalnej - należy na oku mieć wszystkich.
Gospodarka liberalna to podstawa, powinni o tym wiedzieć w szczególności autorzy oprogramowania, którzy na bezczelnika pakują do własnych produktów swoje rozwiązania! W tym skandalicznym zachowaniu dominuje firma, której imienia nie wypowiadamy, która w obsceniczny sposób po raz kolejny zaimplementowała w SWOIM najnowszym systemie operacyjnym WŁĄSNĄ przeglądarkę oraz odtwarzacz multimedialny.
Komisja jest śmieszna, a dział PR Google żałosny w tych najeżdzaniach i kreowaniach się na ojców praworządności i opatrzności. Mam nadzieję, że udławią się tą hipokryzją. Rozumiem Operę, rozumiem Mozile, ale tak śmietnikowych zagrań po Google się nie spodziewałem, w szczególności, że ich przeglądarka jest słaba, jak zresztą każda na webkicie.
Sorry, za offtop, ale co raz bardziej mnie to bulwersuje, że na tym kontynencie chce się zabić wolną konkurencję, stosując metody mające podobno stać na jej obronie!
A Google zachowuje się idiotycznie i wyjątkowo krótkowzrocznie. Nie chcą widzieć, że jadą z MS na wspólnym wózku i przyjdą czasu (w USA już przyszły), gdy Komisja spojrzy i na nich mniej łaskawym okiem i wszystkie opisane przeze mnie powyżej debilizmy staną się rzeczywistością!
Wow... Ten asrtykuł o filmie 2012 ma już 42 tysiące odsłon chyba przez 2 miesiące ( dziś jest 9 listopada ) Widać zainteresowanie spore tym filmem. Swoją drogą pod hasłem "film 2012" i w kilku innych wariacjach ten dokument jest na 1 stronie google, nawet przed wp.pl :) Jak już ktoś oglądnie to prosimy o recenzje. Nie wybieram się do kina w premiere bo za dużo ludzi :P
Byłem na nim wczoraj... no cóż kolejna bajka. Szkoda, że Hollywood chociaż raz nie postara się o troszkę realizmu tylko za wszelką cenę lepiej jest żby było strasznie niż realistycznie. Ogólnie masa rzeczy sprzecznych z prawdą, ale warto oglądnąć nawet dla samych efektów :)
Efekty to jedyny plus tego filmu :/ . W fabule dochodzi do nie jasności (nie wspominając o realizmie filmu (fal tsunami do polowy zalewająca Mount Everest :/ ) - Anhouser mówił do Helmsleya ,że swój bilet oddał dla matki , ale przecież w arce był ?
Uważam, że jeśli w 2012 nastąpi chociaż ułamek tego, co było w tym filmie, to może to być faktycznie koniec życia na Ziemi. Jedno jest pewne - w 2012 coś się stanie, mam jednak nadzieję, że będzie to korzystne dla ludzkości.
Nie sądzę żeby to był koniec życia na ziemi . Zwierzęta przeczuwają kataklizmy . W 2004 roku przed tsunami słonie uciekły w głąb wysp i lądu . Dla ryb takie tsunami nie będzie takie straszne . Pytanie brzmi czy zniszczenia byłyby takie straszne jak 65 mln. lat temu czy też mniej niszczycielskie .
Ten schron to taki żarcik z mojej strony. Wiem, że to nic by nie dało. Może ochroniło by przed zwykłą klęską żywiołową, jak huragan, ale globalna katastrofa to inna historia.
Oglądałam ten film dwa dni temu i przyznam szczerze, że efekty specjalne są genialne. Film jako sam pomysł jest naprawdę niezwykły, aczkolwiek nie możliwością są wyczyny głównego bohatera. Tak poza tym całość zrobiła na mnie piorunujące wrażenie.
Natomiast co do daty końca świata powiem tak - Majowie musieli na czymś skończyć kalendarz. Nie mogli go pisać w nieskończoność. Ot co tyle w tym temacie.
Dwie rzeczy nie mają granic:
wszechświat i ludzka głupota.
Albert Einstein
Do MasterMind-ów
Bardzo, ale to bardzo prosimy o wpisy poprawne gramatycznie i ortograficznie!
masterminds.pl to serwis społecznościowy, który ma kształcić a nie uwsteczniać!
Pamiętajcie o tym.
"Akcja filmu rozpoczyna się w 2009 r. Naukowcy odkrywają na Słońcu silne burze słoneczne. Z ich wyliczeń wynika, że będzie to miało niebezpieczne skutki dla Ziemi i że jest to zapowiedź katastrofalnych zdarzeń. Nie wszyscy akceptują jednak teorię o wielkiej szkodliwości i przewidywalnych skutkach tych burz dla klimatu i całej Ziemi. O zagrożeniu powiadomiony zostaje prezydent USA.
W roku 2010 zwołano szczyt państw G8 w Hiszpanii w celu omówienia sposobu przeciwdziałania skutkom zbliżającej się klęski. Jednocześnie, w regionie Tybetu, tamtejsi mnisi rozpoczęli budowę gigantycznych zapór i tam.
W roku 2011 ujawnione zostaje, że córka prezydenta Stanów Zjednoczonych, przyznała ogromne fundusze na sporządzenie wiernych kopii wszystkich dzieł sztuki najbardziej znanych w świecie, a następnie ukryła je w nieznanym miejscu w Alpach.
Historia przenosi się do 2012 roku: na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych panują ciągłe trzęsienia ziemi. Na ich skutek skorupa ziemska zaczęła ulegać powolnej destabilizacji. W tym czasie główny bohater, Jackson Curtis, przybywający w Los Angeles u swojej byłej żony, proponuje jej i jej dzieciom wycieczkę do Parku Yellowstone. Podczas wycieczki dochodzi do katastrofalnego trzęsienia ziemi, obejmujące początkowe całe wybrzeże zachodnie USA aż po Park Yellowstone a następnie rozchodzące się na całą skorupę ziemską.
Wiadomo, że podczas spotkania krajów G8 w 2010 r., zdecydowano o budowie gigantycznych statków, będących rodzajem współczesnych ark Noego, na których w chwili kataklizmu Ziemi mieliby się schronić najbogatsi z rodzinami i elita światowych polityków wraz z ich służącymi. Po cofnięciu się skutków globalnego kataklizmu mieliby oni zająć się odtworzeniem populacji ludzi na Ziemi.
Kiedy przez Ziemię przetaczają się wielokilometrowej wysokości fale tsunami, niszczą ją trzęsienia ziemi, huragany i inne niebezpieczne zjawiska, okazuje się, że tybetańscy mnisi zbudowali również wiele statków ratunkowych, na których znajduje schronienie wiele osób z niższych warstw społecznych."
Ten wątek Tybetańskich mnichów moim zdaniem jest szczytem kiczu i braku realizmu :/
Tak czy owak pisałem już kiedyś, że mam pomysł na wykorzystanie tego całego zgiełku wokół 2012 r. i różnych metod sprzątniecia zycia z naszej planety. Mam pomysł na serial, bo wole seriale - są pozbawione tak ograniczonych ram czasowych, co pozowala lepiej naszkocować głownych bohaterów, pokazać ich głębie, a takie własnie dzieło chciałbym stworzyć. Żadnych akcji ratukowych, trzymania za rączki itd. Bezwarunkowy koniec, bez najmniejszych szans na ratunek, prócz obietnic bez pokrycia tych "przedsiębiorczych", oraz implikacje wiedzy o tym koncu. Serial o upadku człowieczeństwa, o szalenczej próbie przetrwania, o odżywaniu instynktów, które wszystkim wydawały się od dawna zatracone i całkowcie ubite przez kulture. Mam dość cukierkowości.
3 lata - 3 sezony po 12 odcinków kazdy (miesiac po miesiącu) roboczy tytuł "stad do wieczności" (lubie tę książkę)
Piosenka Sheryl Crow "on the outside" na opening.
Kto chce oglądać taki serial?? Bo jak chcecie to pisze do showtime lub HBO :P
Ponadto mierzi mnie, że Gogol wykorzystując praktyki uderzające literalnie w przepisy o wolnorynkowej konkurencji nie umożliwiając na swoich stronach wyszukiwania za pomocą innych silników niż algorytm google. Jawne wręcz wykorzystanie dominującej pozycji na rynku do sztucznego zawężenia dostępu do konkurencji. Kolejne pole manewru do sławetnej Komisji.
Na sam koniec istnieje jeszcze problem zwrotu "google that" będącego synonimem "to search smth via internet searching algorithm". Dlaczego nie live that, netart that?? Po raz kolejny ten parszywy monopolista uzurpuje sobie prawo przynależne wszystkim. Ze względów oczywistych tym razem komisja w szczególności powinna zawiesić swoje sprawiedliwe oko nad wyspami brytyjskimi, ale biorąc pod uwagę stałą ekspansję (godzącą również w zasady zdrowej konkurencji językowej, o czym niejednokrotnie monitowali już francuscy europarlamentarzyści) tego barbarzyńskiego języka na coraz szersze tereny Europy kontynentalnej - należy na oku mieć wszystkich.
Gospodarka liberalna to podstawa, powinni o tym wiedzieć w szczególności autorzy oprogramowania, którzy na bezczelnika pakują do własnych produktów swoje rozwiązania! W tym skandalicznym zachowaniu dominuje firma, której imienia nie wypowiadamy, która w obsceniczny sposób po raz kolejny zaimplementowała w SWOIM najnowszym systemie operacyjnym WŁĄSNĄ przeglądarkę oraz odtwarzacz multimedialny.
Komisja jest śmieszna, a dział PR Google żałosny w tych najeżdzaniach i kreowaniach się na ojców praworządności i opatrzności. Mam nadzieję, że udławią się tą hipokryzją. Rozumiem Operę, rozumiem Mozile, ale tak śmietnikowych zagrań po Google się nie spodziewałem, w szczególności, że ich przeglądarka jest słaba, jak zresztą każda na webkicie.
Sorry, za offtop, ale co raz bardziej mnie to bulwersuje, że na tym kontynencie chce się zabić wolną konkurencję, stosując metody mające podobno stać na jej obronie!
A Google zachowuje się idiotycznie i wyjątkowo krótkowzrocznie. Nie chcą widzieć, że jadą z MS na wspólnym wózku i przyjdą czasu (w USA już przyszły), gdy Komisja spojrzy i na nich mniej łaskawym okiem i wszystkie opisane przeze mnie powyżej debilizmy staną się rzeczywistością!
Natomiast co do daty końca świata powiem tak - Majowie musieli na czymś skończyć kalendarz. Nie mogli go pisać w nieskończoność. Ot co tyle w tym temacie.