Religia
Dodał: Anonimowy | Dnia: 10/09/2011 | Wyświetleń: 727
- Jakiej karnacji była pierwsza para ludzi , czyli Adam i Ewa ?
Zasugeruj link do strony związanej z tematem.
Wyszukaj
Logowanie
TOP 3 Masterminds
-
Punkty: 859
Wątków: 25 | Komentarzy: 1509
-
Punkty: 484
Wątków: 35 | Komentarzy: 706
-
Punkty: 467
Wątków: 67 | Komentarzy: 344
Mastermind Statystyki
- Wątki: 1076
- Komentarze: 7080
- Użytkownicy: 752
Pytania życia użytkowników.

Dlaczego musimy żyć w zniszczonym świecie?

Master Cytat

Człowiekowi godzi się starać tylko o taką wiedzę, która jest na miarę jego zdolności.

Arystoteles
Do MasterMind-ów
Bardzo, ale to bardzo prosimy o wpisy poprawne gramatycznie i ortograficznie!
masterminds.pl to serwis społecznościowy, który ma
kształcić a nie
uwsteczniać!
Pamiętajcie o tym.
ok ale jeśli przyjąć, że byli to z tego co pisali i obrazów byli biali
z prostego powodu Izraelici są biali a to naród "wybrany" :) a już nawet nie pytaj się o język...
Amerykanin ci powie, że ang a żyd, że hebrajski :P
Z tego, co można wnioskować... lepiej. Co JA mogę wywnioskować, Adam i Ewa mogli istnieć, ale co najwyżej wtedy, gdy było już o wiele więcej ludzi, niż dwoje. Z resztą ich wiek... patriarchowie, Adam, Ewa, Noe... zdaje się, ze żyli po kilkaset lat, nie? Z resztą, wedle tradycji, Adam i Ewa mieli tylko dwóch synów. Więc jak mieliby się dalej rozmnażać? Synowie i ojciec z matką?! Dość dziwne.
Poza tym pozostaje jeszcze kwestia Lilith... żony Adama jeszcze przed Ewą.
Uznajmy więc Adama i Ewę za symbol.
Z tego, co mówił mi Arantiel (wiem, wiem, mam kontakt z Aniołem Stróżem, chcecie, to opiszę, jak to osiągnąć) wynika mniej-więcej to:
"Adam to był prototyp. Nieudany zbytnio, ze tak ujmę. Dopiero ludzie... nie powinienem tego mówić, wybacz mi, Boże! Dopiero bowiem ludzie po Noem stali się godni życia na Ziemi. Sodoma i Gomora, biblijny Potop.... Bóg zbyt wiele dał człowiekowi. I zaczął od nowa, czyniac Noego nowym prototypem ludzi. Z wolną wolą ograniczoną do ich samych i ograniczoną do tego, co da im w ich przeznaczeniu."
"Przed upadkiem, przed tym, jak Bóg zażyczył sobie mieć kogoś po stronie zła, archaniołowie, serafini, trony, panowania... oni wszyscy żyli w zgodzie. Jednakże w chwili upadku, powstania Piekła, a zarazem równowagi między dobrem a złem, doszło do wielkie bitwy między aniołami i upadłymi.
K:Wielki Wybuch?
A:Nie. Było to przed wszechświatem. Było to w czasach, gdy nie było nic, poza Niebem. Piekłem i.. pustką. nie wiem, jak wy to nazywacie, ale w wyniku wojny z upadłymi aniołami powstał ten wszechświat
. K: Mówię, Wielki Wybuch. Tak to nazywamy.
(tutaj wtrącę - to, co będzie dalej, także może zachwiać czyjąś wiarą. Moją... odrobinę zachwiało przyznam. Szczególnie to, że aniołowie tworzą społeczeństwo i są istotami... seksualnymi. Z resztą, co w tym dziwnego, skoro są rozumni, a dodatkowo istnieją anioły i anielice? Jednak spojrzenie z tej perspektywy, na aspekt seksualny, nieco szokuje, nie?)
A:Rozumiem. K:Chwila, dajcie mi chwilę... aniołowie uprawiający seks, broń atomowa cząstką mocy archanioła, do tego Wielki wybuch... wynikiem wojny między aniołami i upadłymi aniołami? Bóg stworzył Niebo i Ziemię. Na początku zaś... rzekł, niech stanie się światłość. A:Ową światłością była wojna, a powstanie świata... wojna trwała więc, dla nas... krótko, i jest legendą Niebieską. Powstanie świata, gwiazd, planet, wszechświata, było spowodowane... a raczej trwało całą wojnę z upadłymi. Kilka miliardów lat.
Biblia mówi, iż Bóg stworzył wszystko w tydzień, lecz (!) to On ustalał długość dnia.(!) (NAJWAŻNIEJSZE!)
N przykład dzień stworzenia światłości, potem świata, trwał miliardy lat, stworzenie człowieka - tyle, ile liczy Ziemia, blisko pięć miliardów lat, tyleż czasu stworzenie świata roślin i zwierząt, zaś to, iż ludzie poznali dobro i zło, a raczej... stworzenie człowieka rozumnego 100 tysięcy lat blisko. (CZYLI POZNANIE DOBRA I ZŁA - SKOSZTOWANIE OWOCU ZAKAZANEGO - TRWAŁO CAŁĄ EWOLUCJĘ GATUNKU!).
Dziwne wnioski? Ale coś czuje, że trafne.
nic nie jest pewne
Ale myślę, że Bóg, byt doskonały, w którego tak wierzymy nasz stworzyciel istnieje też w wielu formach w formie duchowej za pewne. Ale też w formie np. jakiejś cywilizacji która tchnęła w nas życie, potencjał i myśl. A potem to już samo poleciało, potrzeba matką wynalazców.
A Adam i Ewa?
Nie mam pojęcia! Jezus według niektórych przekazów mógł być czarny madonna również ale co to ma za znaczenie? Wystarczy, że my ludzie w nich wierzymy.
http://www.youtube.com/watch?v=tARSiNfD6OQ&feature=player_embedded
Podszedłem do tego z mieszanymi uczuciami, pisałem to wszystko, zatrzymując filmik co chwilkę...
Kościół odcina człowieka od sił przyrody... W sumie... jeśli spojrzeć na stosunek do ezoteryki... Ale zwichrowana energetyka, którą trzeba przywrócić... też w sumie racja, medytacja jest w tym celu bardzo przydatna.
I raczej prawda... samo chodzenie do kościoła nie pozwoli znaleźć nam Boga. Kościół to tylko budynek. Ale odcięcie człowieka od Boga przez Kościół... heretyckie. Przynajmniej mnie Kościół nie uczynił słabym, i bynajmniej nie odebrał mi potrzeby i chęci bycia lepszym.
A to, że Bóg mieszka w kościele... bzdura! Tam tylko odbywa się Przeistoczenie! A to, że Bóg jest w nas... po części, naturalnym jest, dla mnie, myślenie, że Bóg jest wszędzie, w Niebie, na Ziemi, a także w nas, jako nasze sumienie i dusza, które są cząstką Boga samego. Ja widzę duszę jako cząstkę Boga w ludziach.
A różne religie, ale jeden Bóg... Bóg dał nam wolną wolę. Jednak ja uważam, że religia chrześcijańska jest najwłaściwsza. Nie dlatego, że mnie tak wychowano, w tej wierze, ale z powodu licznych dowodów na to. Nie tylko ilości wiernych, nie tylko cudów, ale także historycznych potwierdzeń. Szanuję jednak inne religie, być może Bóg i ich przyjmie do Raju, lecz pokaże im raj takim, jakim oni go pragną widzieć. Jeden Bóg - różne religie, ale będzie ludzi rozliczał pod kątem tego, jak dobrymi wiernymi byli w swej religii, a nie, w jakiej. Bóg na Sądzie spojrzy nie przez pryzmat wyznania, nie tego, w kogo wierzysz, ale JAK wierzysz. Tak ja sądzę.
O, genialne! "Napędzają was cząstki Boga!" Dusze, energia, złote drobinki, Pył! Bóg patrzący poprzez ludzi... poprzez stworzenie... No zgoda, On zna nasze myśli, naszą duszę, nawet nie musimy Mu mówić, o co prosimy, czego pragniemy, bo On wie. Bóg jest każdym stworzeniu, jak i na zewnątrz niego. Ja rozszerzam tą filozofię tego człowieka - Bóg jest WSZĘDZIE. Na zewnątrz i wewnątrz swych stworzeń. I wie o KAŻDYM stworzeniu, to, co jest w nim, jak i na zewnątrz niego.
Chwilka... "Ojcze Nasz, który jesteś we mnie..." Jezus tak się modlił? Hmmm... Momencik... Bóg jest w Trzech Osobach - Bóg, czyli Stwórca Stworzenia, Jezus... czyli Bóg - człowiek (!) oraz Duch Święty, czyli siła życiowa wszelkiego życia! Dalej... to wszystko, przekonanie, że nasze dusze, że my sami nie mamy w sobie Boga, ale jest On jedynie na zewnątrz, nie pozwala nam widzieć... tamtego świata, świata niewidzialnego... I jesteśmy podatni na sugestię odnośnie tego innego świata... Coś w tym jest. Ludziom można wiele wmówić.
Ale czy samo przekonanie, że Boga nie ma w nas, a jest On na zewnątrz, i tylko tam, wystarczy, byśmy byli ślepi na to, co niewidzialne? Czy to zamyka nam drogę do wyrwania się z... Matrixa? I ujrzenia rzeczywistości w pełni? Moim zdaniem, to nie wystarczy. Sama zmiana podejścia, że Bóg jest w nas, jak i na zewnątrz nas także, nie wystarczy, by widzieć inny świat, niewidzialny. To za mało.
Hmmm... A obudzenie w sobie świadomości tego, że rzeczywistość to nie tylko fizyczność, ale i duchowość, a także nie fizyczność (duchowość i nie fizyczność to nie to samo) faktycznie pozwala powiedzieć, że jest inaczej, gdy ma się tą świadomość. I moc duchowa! Trafione w punkt!
A to, że ludzie, przez swoje nakazy i ich wykonywanie mają dać nam furtkę do Boga... bzdura. By dotrzeć do Boga, winno się wykonywać nakazy jedynego człowieka, który nam je pozostawił - Jezusa. Kapłani, księża... oni winni być otwarci bardziej na niematerialny świat, na duchowość. A zazwyczaj nie są. Trzymają się sztywnej formułki, psalmów, modlitw, schematu mszy, systemu roku liturgicznego. Muszę stwierdzić z przekonaniem, niestety - gdzieś w historii księża, kapłani, zagubili sens nauczania i sposób nauczania Jezusa Chrystusa. On nam mówił, że mamy słuchać dobrowolnie, ci, co chcą, szli za Jezusem. Ci, co byli świadomi, ci, co chcieli. On nie zmuszał. Nie namawiał. Ludzie sami za Nim szli. Jezus był kapłanem, jakim każdy z księży winien być! Ale rzadko można ujrzeć księdza, który tak potrafi ludzi za sobą ponieść, jak robił to Jezus.
\Jedynie Jan Paweł II był naprawdę bliski idei nauczania Jezusa. Idei, wedle której nie winno być podziałów.Powiedzmy szczerze, Jezus wielokrotnie łamał zwyczaje swego ludu, na przykład, gdy poprosił Samarytankę, by dała mu pić, lub gdy splunął na ziemię i uleczył błotem niewidomego, czego uczynić Mu zakazywał szabat! I tak ludzi uzdrawiał, nauczał, pociągał za sobą. Jan Paweł II także tak czynił. I podobnie winien czynić każdy ksiądz.
Ale to, że księża załatwią wszystko za nas, że my nie musimy nic robić... musimy. A pokuta... nie jest to sakrament ludzki! Nie! To nie księża czyszczą z grzechów! Owszem, istnieją/istnieli "zjadacze grzechów" ale nawet ich Kościół wyklął i wykluczył!
A duchowa bezmyślność, lenistwo... Cherit o tym mówił, że ludzie nie widzą swej duszy, nie patrzą, nie medytują nad swoją duszą. A powinni. Same bycie Katolikiem, Chrześcijaninem, nie zwalnia, a raczej NIE POWINNO z tego zwalniać!
A samo chodzenie do kościoła nie czyni czystym. A chodzenie do świątyni... modlitwy tak samo dobre są odmawiane w domowym zaciszu, lecz trzeba raz na tydzień "święcić dzień święty". Czyli uczestniczyć we mszy. Przyjąć Ciało i Krew Chrystusa. PO TO CHODZI SIĘ DO KOŚCIOŁA. I nie, że to obowiązek, jak pewnie odpowiedziałoby wielu, nie! To powinna być chęć. Wrócę do Jezusa - uczył tych, którzy CHCIELI!
A Kościół... niestety, teraz zrobił ze Mszy Świętej, tego wspaniałego wspomnienia, tego Przeistoczenia, obowiązek.
A to, że człowiek nie pracuje nad sobą, prawda, ale czy bezkarnie może niszczyć, bo księża rozgrzeszą... No dobra, oni może tak! Ale i tak się ludziom oberwie na Sądzie, gdy umrą! Nie mówię, że sakrament pokuty i pojednania jest zły, nie, jest dobry, ale mówiąc szczerze, on jest w wielu przypadkach nieszczery. Mówi się "proszę księdza, zrobiłem to i to..." Mówią do człowieka! A winni mówić "Boże, zrobiłem to i to..." To nie ksiądz rozgrzesza, to Bóg decyduje, czy rozgrzeszy. Kapłan może rzec "rozgrzeszam cię, odmów pokutę, idź i nie grzesz więcej!" Ale to Bóg ostatecznie zadecyduje o odpuszczeniu grzechów.
Z resztą, pokuta... rzadko jest w pełni szczera, zazwyczaj to tylko "odklepię" formułki i z głowy, grzeszymy dalej! Skrucha też się gdzieś zagubiła na tym świecie. Wiem, ja jako Chrześcijanin, nie powinienem tak krytycznie wyrażać opinii o Kościele, lecz to moje zdanie! A spowiedź, w czasach Jezusa... faktycznie, czy był sakrament spowiedzi, kiedy go ustanowił Pan? Był! "Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. (J 20, 23)" Więc był, to akurat nie tak, jak ten pan mówi, że został "wymyślony", "na potrzeby sytuacji". Niedokładnie czytał, widać, Biblię...
Ostanie, czy człowiek nie jest w stanie odczuć Boga? Jest w stanie! Jest! Ale nie widzi tego. Bo nie patrzy w swą duszę, i nie dostrzega tego, co naprawdę się dzieje na świecie, ba, NIE WIDZI ŚWIATA! Zadam na koniec pytanie - na co ludziom dusze? Na co ludziom oczy? Skoro nieliczni WIDZĄ i PATRZĄ?