Czy człowiek powinien walczyć o swoją religię ?
Dodał: Daniel | Dnia: 18/03/2010 | Wyświetleń: 1674
- Tak tak, wiem, że znowu zakłądam wątek o podłożu religijnym. Tym razem jednak nie chcę pisać o Kościele , tylko zająć się innym problemem. Myślę, że bardziej asertywny temat rozpocznę.
Otóż, zatanawia mnie fakt dlaczego gatunek homo sapiens, czyli my, ludzie przez wieki cały czas walczymy ze sobą o nasze wyznania religijne.
Tylko spójrzcie - Europa została zniszczona przez wojny o podłożu religijnym, wyprawach krzyżowych na Jerozolimę, wiecznie problem islamu, który przecież cały czas straszy "świętą wojną".
Wszystkie te konflikty powstawały i powstają najczęściej "w obronie przekonań religijnych" !
Jakże to przewrotne, kiedy giną setki tysięcy ludzi, idąc mordować innych we własnej obronie.
Zastanawia mnie pewna sprawa - co napędza nas, ludzi do tego zachowania? Od tysięcy lat chcemy bronić naszych przekonań religijnych - w jakim celu? W jakim celu mężowie wychodzili z domów na pewną śmierć , zostawiając żonę z dziećmi, by mordować np. w Jerozolimie? Dlaczego? Przecież to daleko, zimno , niefajnie...czyim udziałem jest /było organizowanie takiej machiny śmierci ?
Czy wierzący, którzy to czytają są w tej chwili oddać życie za swoją religie? Moglibyście za nią umrzeć? Chcielibyście? Czy jest jakiś cel w takim zachowaniu?
A może te czasy już za nami, i wreszcie doczekaliśmy na świecie pokoju , przynajmniej pod względem religijnym ?
Zasugeruj link do strony związanej z tematem.
Wyszukaj
Logowanie
TOP 3 Masterminds
-
Punkty: 859
Wątków: 25 | Komentarzy: 1509
-
Punkty: 484
Wątków: 35 | Komentarzy: 706
-
Punkty: 467
Wątków: 67 | Komentarzy: 344
Mastermind Statystyki
- Wątki: 1076
- Komentarze: 7080
- Użytkownicy: 752
Pytania życia użytkowników.

dwie drogi czy jedna wspólna?

Master Cytat

Tylko życie poświęcone innym jest warte przeżycia.

Albert Einstein
Do MasterMind-ów
Bardzo, ale to bardzo prosimy o wpisy poprawne gramatycznie i ortograficznie!
masterminds.pl to serwis społecznościowy, który ma
kształcić a nie
uwsteczniać!
Pamiętajcie o tym.
Czy ja bym umarł w obronie wiary? Jeśli byłaby taka konieczność, tak, bez wahania.
Jest tyle innych ciekawszych tematów, które nie obejmują: Ufo, cudów, paranienormalnych, religii, itp. Zapraszam na ziemię, upadek nie boli, a też jest pięknie.
A tak na marginesie. Islam nie straszy świętą wojną, straszy nią banda fanatyków, która z prawdziwą religią niewiele ma wspólnego. Nie utrwalaj takich stereotypów, bo hamują one dialog pomiędzy naszymi kulturami.
Ale jak już zapytałeś to i odpowiem heh. Wojny wzięły się od starożytnych bogów, gdy zrozumieli, że człowiek do pewnego czasu istota stojąca na uboczu boskich zmagań została do nich w końcu wciągnięta. Od tego czasu bogowie uzmysłowili sobie, że to jak wielką część świata uda im się zdominować zależne jest w ogromnej mierze od ludzi, ich wyznawców i wiernych sług.
Dlatego, jeśli takie są pierwotne powody walk między ludźmi aż do dziś to takie walki ludzi z innymi, którzy wyznają "obcego boga" jest zasadne. Oczywiście w żaden sposób nie znaczy, że jest dobre.
Czy czasy takich wojen są za nami? Będziemy wg mnie mieli do czynienia w przyszłości z ludźmi, którzy będą mocno wierzyć i z tymi, którzy nie będą wierzyć w nic. Czy powstanie z tego kolejny konflikt? Za pewne 100% spokoju nie będzie.
Proszę jednak ze swej strony o jedno - Danielu, postaraj się pisać wątki również na inne tematy, niż kwestie wiary. Nie, by było coś w tym złego, ale tematów o religii stworzyłeś już dość dużo. Zachowajmy równowagę w tematyce serwisu - niech wszystkiego będzie po trochu.
Daniel [ ] :: 2010-03-18 18:30:43 :: Odpowiedz
Ale dlaczego walczyć o nią? Czy jest zagrożonym gatunkiem? Czy ktoś prześladuje Chrześcijan czy Islam? Dlaczego trzeba walczyć o nią? Nie sądzisz, że już dość krwi przelano w "obronie" wiary ?
Wszystkie wymieszane kultury współistnieją ze sobą np. w Australii czy Wlk Brytanii. Często żyją ze sobą, cieszą się, dyskutują. Nie walczą. Wręcz czasem naśmiewają się ze swoich przywar religijnych.
A u nas, w naszym kraju można spotkać zupełnie odwrotne klimaty. Pernamentny stres o wiarę i dalsze jej istnienie. Z czasem jednak przeobraża się to w obsesyjną wręcz chęć jej ekspansji na inne jednostki.
To nie dotyczy tylko Katolików, ale i wszelkich innych religi również. Ale mniejsza o to, bo zabrenęliśmy w zupełnie inny temat, niż dyskusja o Duszy.
Załóżę wątek o tym zagadnieniu, bo jest dość ciekawe.
Krzysztof [ ] :: 2010-03-18 18:37:23 :: Odpowiedz
No... chrześcijanie w niektórych krajach są prześladowani. Takie walki między islamistami i chrześcijanami również są powodem do walki w obronie wiary chrześcijańskiej.
-------------------------
Więc nie pisz proszę, że temat jest dla cibie oklepany, bo jak dobrze pamiętasz, dyskutowaliśmy na ten temat tam i rozmowa była całkiem rzeczowa...
KK polski, w swych powojennych czasach musiał walczyć o przetrwanie. Po upadku zaś komunizmu nie odnalazł się zupełnie. Po starcie wroga począł wyszukiwać sobie różne sfery i grupy społeczne i rasy wobec których może nadal głosić swój język wojny. „Walczyć o wiarę, walczyć o nienarodzone, bronić wiary, bronić nienarodzonych, bronić świętości, polskości itd. Religia z pozoru pokojowa nieustanie chce z kimś wojować!? Za religię głoszącą pokój można walczyć - nawet gdy jest to sprzeczne z samą religią? Gdyby religie były mocne nie warowały by się ideami grzechów śmiertelnych win i potępień, gdyż nie bały by się o utratę wyznawców tym samym i wpływów.
Słowo walka nie podoba mi się najbardziej gdyż nie mówi nikt o dzieleniu, umacnianiu, rozwijaniu a o bijatyce!
A za religię/wiarę często walczy się dla tego iż ta powiązana jest z wieloma obyczajami i sposobem życia nawet wiec broniąc swojego świata, bronimy tym samym i wiarę. Na pewno nie warto umierać za samą wiarę.
Jako że w większości religii nie wierzący akurat w tę religię idzie do piekła – wszyscy ludzie bez wyjątku trafią do piekła, więc nie ma specjalnie o co walczyć.
Jeżeli chodzi o wiarę to daję ona naprawdę dużo "mocy" ludziom którzy ją wyznają. Dlatego, moim zdaniem człowiek tak łatwo to przyjął. Zawsze lepiej wierzyć w coś ponda Tobą, coś większego, "nieogarniętego" - daje to dużo siły do działania i w ogóle do życia.
A jeżeli chodzi o wojny to wydaje mi się, ze różnego rodzaju religie zawsze były wykorzystywane w mniejszym lub większym stopniu do prowadzenia walk. Wiadomo o co chodzi - nowe tereny, bogactwa i takie tam, aby tylko do przodu.
I podoba mi się ostatni akapit wypowiedzi "callmeexe" - mianowicie, że ludzie się podzielą albo już są podzieleni na wierzących i nie wierzących! Moim zdaniem coś w tym jest!
PS - a jeżeli chodzi o tematy z serii "nierozwiązane", "nierozwikłane", "tajemnicze" - to mam jeden taki ciekawy na myśli ale jeszcze nie wiem jak go ogarnąć, może w najbliższym czasie (muszę się bardziej do niego przyłożyć)
pozdrowionka
Najprostsze przyklady takiego zachowania widać wszędzie, nawet na tym forum. Każdy ma swoje zdanie na pewne kwestie i gołym okiem widać, że nikt nikogo nie przekona co do swojego. Trochę to bezsensowne pisać komentarze, które i tak zostaną zignorowane, a najlepszym wypadku posłużą do przysporzenia okazji do ataku na innych.
Niektórzy piszą, że tematy religijne się przeżarły... może tak, może nie...jeśli tak jest wystarczy je zwyczajnie ignorować, a nie napiętnować innych za ich publikację.
Dla mnie temat jest ciekawy, bo służy jako doskonały przykład na zobrazowanie problemu braku tolerancji w świecie, w którym żyjemy, a ta mała społeczność, która tutaj zagląda jest tego doskonałym przykładem.
Jedni robią to, co lubią i piszą wątki, jakie chcą - inni im to wytykają.
To o czym pisze V(marcin) odnośnie wykorzystywania religii do walk - to absolutnie prawda, a dodałbym nawet , że jest to całkiem naturalne. Człowiek ma naturalną potrzebę rywalizacji. I rywalizował ze sobą ciąglę poprzez religię, wpływy, wojny.
Na szczęście czasy powoli odchodzą, a obecnie rywalizacja przeniosła się na stadiony i walkę o wpływy ekonomiczne.
Plus jest tego taki, że nie ma ofiar w ludziach, choć nadal mamy w sobie tą okrutną cechę...
Myślę, że ofiary w ludziach będą zawsze - jeżeli chodzi o religię, wiarę itp. Zawsze gdzieś się znajdą ludzie zdolni walczyć i zabijać w imię swoich wyznań.
To tyle - kończę ten temat.
pozdro
Moje zdanie na temat religii nie ma tu nic do rzeczy. Po prostu podczas rozmowy na inny temat wyszła sprawa walki o religię, i Krzysztof napisał, że jest w stanie za nią umrzeć. W związku z tym napisałem ten wątek, aby nie angażować tego teatu tam. I choć mam duży szacunek do Ciebie, to uważam, że twoja riposta jest zupełnie nie na miejscu.
Być może....religijnych tematów jest dla niektórych za dużo, ale jak pokazuje życie, dla innych jest ich niedosyt.
Nie będę komentować wypowiedzi innych, np.Exe, którzy są z definicji przeciw mnie, i nawet nie potrafią zrozumieć wypowiedzi przedmówcy, bo zupełnie nie są dla mnie partnerami do rozmowy, kiedy ich ego nie pozwala na przyjęcie jakichkolwiek argumentów. Po prostu nie mam na to ochoty na takie przepychanki, jednakże Ty , moim skromnym zdaniem się mylisz najzwyczajniej w świecie.
Otóż Shaar, ja jestem na tym forum od 3 miesięcy. W tym czasie zainicjowałem ponad 30 wątków. Myślę , że 7-8 to tematy religijne. Nie wiem czy są one słuszne, czy nie są. Wiem , że tematy te są na tym forum bardzo kontrowersyjne. Byc może prowokuję specjalnie, aby wywołać dyskusję.
Czy według Ciebie to jest złe? Czy nie sądzisz, że już czas, aby przełamać tę barierę i zacząć o tym mówić otwarcie?
Aż tak boisz się tego tematu eksponować, czy po prostu najzwyczajniej w świecie to ignorujesz ?
OK. Jeśli naprawdę wszystkim na tym forum przekadzają moje wątki - nie widzę problemu, nie muszę ich inicjować. Odnoszę jednak wrażenie, że po to jest to forum, aby takie trudne tematy tutaj poruszać. Ocenic to mozecie Wy, nie ja.
PS. EXE, to ostatni raz, kiedy toleruję Twoje chamskie i bezczelne zaczepki, wierz mi, że potrafię obronić swoje zdanie, i następnym razem, kiedy spotkam się z takim bezczelnym brakiem tolerancji , nie będę dla Ciebie miły gościu. Wiec odłoy swoje krzywe teksty prosze. Pozdrawiam.
Darco i Adam, szacunek.
To nie moja wina, że najbarziej poczytne i ontrowersyjne sa o religii, to ludzie odpowiadają na nie i je wybierają do dyskusji....come on>???
Ale widzisz, chciałam tylko zauważyć, że Twoje 7-8 tematów religijnych możnaby spokojnie zmieścić w jednym, czy góra dwóch. Powielacie te same wypowiedzi, przewalają się te same argumenty. Sory, wieje nudą; ileż można?
Można po prostu porozmawiać i poznać zdanie innych osób na tematy, poznać ich poglądy, argumenty, poprzerzucać się tymi argumentami.
Ja lubię dyskusje, nawet te bezcelowe, sprawia mi po prostu frajdę świadomość, że są ludzie, z którymi mogę sobie pogadać na każdy temat i swobodnie wyrazić swoją opinię. Prawda, czasami dochodzi do sprzeczek, ale to jest właśnie bardzo żywa dyskusja. Ja, jeśli w ferworze wymiany poglądów kogoś urażę, chcący bądź nie, przepraszam i dyskusja trwa dalej.
Taka długa dyskusja po prostu mnie odpręża. I co z tego, że argumenty podobne? Przecież tematy są w gruncie rzeczy o różnych aspektach i stronach tego samego zagadnienia, więc trudno, by argumenty nie przeplatały się.
Nudzi cię to, shaar? Dobra rada - zwyczajnie ignoruj tematy związane z wiarą.
Ludzie tego potrzebują. I dobrze, znaczy że chcą o tym mówić, myśleć i pisać. Mnie to bardzo odpowiada pani shaar....pozdrowionka
Jestem za jakością serwisu, nie za sztucznym przepychem. I czy zły jesteś tylko o to, że mówię prawdę?
I nie staż tutaj gra rolę, dobrzze wiesz o tym exe.
I proszę, odłóż na bok uprzedzenia, bo wiem że stac Cię na to. Zwłaszcza, że mieliśmy kilka interesujących wspólnych poglądów.
Shaar...:) no comments i tak Cię lubie i nic nie zmieni tego, pozdrawiam
...więc zakopmy topór wojenny i wkręć sam temat, który posłuży nam jako dobry klimat do dyskusji. Pozdrawiam
Otóż
- Wpisałem na łamach tych stron około 30 wątków, w których nigdy nie napiętnowałem nikogo ze względu na religię, poglądy czy inne sugestie.
- Spośród tych tematów , zamiesciłem 8 tematów religijnych, z czego 3 są pośród 10 najbardziej popularnych na serwisie.
- Spośród w/w 30 wątków ponad 20 z nich jest w 50 najpopularniejszych na tym serwisie....!
- Spośród wątków, które zainicjowałem , w ciągu 3 miesięcy - 3 z nich znalazły się w pierwszej piątce całego SERWISU !
Jeżeli uważacie, że moja praca na tym polu jest jest zbędna....ok, po prostu dajcie mi znać... :) Nie będę się narzucał...
aha, i jeszcze jedno:
żeby nie było, że zależy mi na punktach i chcę nagrodę: oświadczam, że rezygnuję z wygranych w jakichkolwiek konkursach, na tym serwisie , pozdrawiam.
Jeśli chcesz poruszyć temat wiary w innym wątku, nie zakładaj koniecznie nowego, znajdź jednak adekwatny do problemu, nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy roztrząsali w jednym temacie kilka problemów o zbliżonej tematyce.
Zasada otwartej przestrzeni do dyskusji pozwala jakikolwiek pogląd wyrazić. Nawet jeżeli jest prowokujący. Prowokacja ma to do siebie, że zmusza do myślenia i zajęcia wobec kontrowersji stanowiska. Zresztą, fajnie jest się pospierać bo zawsze możemy sobie po przytakiwać ale nie sadzę byśmy w takim kółku różańcowym pogadali. Całkowicie merytoryczne dyskusje też są niemożliwe bo wymagało by to intensywnej pracy ze źródłami – nie mamy często tyle czasu by tydzień szukać i czytać by napisać 100% treściwy wpis. Dzielimy się tym co sądzimy, wnioskujemy i zapamiętaliśmy z różnych przeczytanych, zasłyszanych źródeł. Można przyjąć zasadę, iż każdy wpisujący stara się napisać prawdę. Pamięć bywa zawodna i z czasem przekręcamy nawet kiedyś dobrze zapamiętane informacje i po to są współrozmówcy, że mogą skorygować nasze błędne informacje – chwała im za to!
Te wyliczanki ile, kto, są nie na miejscu skoro to otwarte forum i każdy może się wypowiadać to takie wyliczanie jest nie w porządku. Długość bycia na forum i ilość wątków nie są i nie powinny być kryterium, według którego oceniamy kogokolwiek. Jeżeli dyskusja komuś nie odpowiada są w niej irytujące go wypowiedzi nie musi w niej brać udziału bądź pominąć/zignorować taką wpis!
Traktujmy się z przychylnością, to nie jest tak trudne do zrozumienia i zrobienia.
To może wrócimy do tematu(?): Jakoż to o walce jest wątek to świetny przykład, że walka o religię bo jak sądzę dokładnie oto chodzi jest spowodowana totalnością jaką reprezentuje większość wyznań. Oto religia tłumaczy cały świat od niebios po otchłanie piekielne. Wszystkie elementy świata układa w pewnym porządku, więc bronimy tego - bo w oparciu o takie gotowe wyjaśnienie wszystkiego budujemy obraz świata. A przecież by zmienić ten porządek musimy tego chcieć i jak zjwi się ktoś kto to chce zmienić zaczynamy się bronić i tu pojawia się przestrzeń do walki o wygląd świata.
Wnioskuję, że nikt nie walczy o żadną religię tylko siebie! Walczy o to na czym oparł się w oglądzie świata – religia jest tu całkowicie obojętna – ot wizja świata jakich wiele.
Przez wieki ludzie walczyli na śmierć i życie o te sprawy, w tej chwili walczą na argumenty...i tyle naszego szczęścia.
Ale nie zmierzam do tego, by oceniać tych, któzy to robią. Zastanawia mnie geneza ludzkiego umysłu, który w pewien sposób typowy się w takich sytuacjach zachowuje.
Człowiek teraz rodzi się wolny, i zastanawia mnie fakt, czego szuka jego umysł, kiedy poddaje się jakiejś ideologii - czy to sugestia, indoktrynacja, świadomy wybór ?
Obawiam się niestety, że świadomy wybór stanowi tutaj nie więcej jak 2-3% populacji, i to dla mnie stanowi problem.
Czy się mylę?
A może macie inne zdanie i może świadomie religię wybiera 20,40,90% ludzi na świecie?
Gdy dany wierzący/a osiąga pełnoletność, ma prawo świadomego wyboru religii, dopiero wtedy, gdy jest w pełni odpowiedzialny/a i nikt nie może zakwestionować jego/jej wyboru w kwestii wiary.
Ludzie dojrzewają w różnym wieku, a rozwijając się przez całe życie się czegoś uczą. Najbardziej irytuje mnie fakt, że nadal w sprawach wiary i rozwoju duchowego ludzkość jest zupełnie w jaskiniach. My tak naprawdę jako społeczeństwo nie uczymy się niczego nowego. My po prostu powielamy schematy, jak kury...
A żeby było bardziej ułomnie nazywaliśmy to tradycją albą wiarą przodków. Tragedia.
I oburza mnie to, że tak wielka grupa ludzi wciąż jest gotowa zginąć lub narazić swoją reputację za schematy, powielane przez pokolenia, a często nigdy nie przemyślane. Za poglądy ojców i dziadów, którzy niejednokrotnie walcząc o tę nieszczęsną polskę mieli nad sobą gołe niebo i kule nad głowami, modlili się do czegokolwiek, byleby przetrwać kolejne godziny w okopach...
I to im dawało nadziei, otuchy. Później inni, którzy bronili się za komuny przed SB, w wierze łączyli się potajemnie m.in. w Kościołach, a Bóg jakoby dodawał im skrzydeł w codziennym życiu.
Ale to wszystko były proste schematy, powodujące starą zasadę "jak trwoga, to do Boga" - i nie miały znaczenia prawdziwej , zgłębionej wiary. A Kościół bezwzględnie zawłaszczył sobie tych ludzi i kolejne ich pokolenia teraz także próbuje sobie zawłaszczać.
To jest wiara, za którą wcześniej ginęły setki i tysiące...
..czy było warto ?
Od siebie dodam - ja miewam ostatnio chwile załamania, braku nadziei na to, że dotrzymam danego słowa. Każda kolejna próba wypełnienia mojego przyrzeczenia jest dla mnie coraz trudniejsza. Każda kolejna porażka powoduje u mnie smutek, załamuje mnie coraz bardziej. Jestem coraz bardziej zmęczony, coraz bardziej zniszczony przez coraz to kolejne porażki w próbach dotrzymania mojego słowa. Jednak wciąż próbuję, raz za razem, dając z siebie coraz więcej, stając na granicy wyczerpania. Wiesz, co mnie motywuje do każdej następnej próby, gdzie znajduję siłę? Nie tylko w osobie przyjaciela, nie tylko w świadomości obowiązku dotrzymania przyrzeczenia, nie... Prawdziwą siłę czerpię z modlitwy oraz prawdziwej, głębokiej wiary.
To nie rządzi się kategorią złe czy dobre dla mnie. Po prostu myślę, że to jedna z podstawowych zasad każdej wiary. Wierzymy mocno coś wtedy, gdy jesteśmy w stanie zagrożenia. A że chcemy podświadomie żyć - co jest naszym celem, poza przekazaniem genów dalej - to w przypadkach skrajnego stresu i obawy o śmierć zwracamy się do wszelkich dostępnych nam środków, aby stwierdzić, że jest szansa namacalna na przedłużenie naszego życia.
Nic w tym złego, to naturalny proces , zachodzący w człowieku. Tak samo bronią się inne organizmy przed śmiercią.
Jednakże złe dla mnie jest coś innego. Złe dla mnie jest to, że inni ludzie, doskonale znając te procesy, zachodzące w ludzkich umysłach, mniej lub bardziej świadomie je wykorzystują.
I sądzę, że to strach przed śmiercią jest dla wielu motorem ""fałszywej wiary". Bo kimże jest taka osoba, która np. przez całe życie zabijała i gwałaciła, a tu przed śmiercią odmówi żal za grzechy ? To jest według Ciebie w porządku ? Taka hurtowa amnestia ?
Wszak KK mówi o tym, że zostanie takiej osobie wszystko wybaczone...według mnie to bardzo głupie.
Wynika z tego, że każdy katolik może robić co mu się podoba, a na końcu życia tego żałować...
A jeśli chodzi o tradycję dziadków i ojców, cóż mam do niej szacunek. Lubię przygotować potrawę wg przepisu babci, albo żyć zgodnie z moralnymi doktrynami, które mi wpoili - ale wiara? STOP , to już moja sprawa.
Pozdrawiam
Widzisz, pomimo tego faktu, iż jesteś zagorzałym Katolikiem, to stać CIę na to, żeby przemyśleć pewne sprawy i wyrazić swoją stanowczą opinię w pewnych kwestiach. I to jest świetne - wiesz co dla Ciebie jest dobre.
Ja piszę raczaej o ludziach, którzy są po prostu zindoktrynowani i całkowicie powielają schemat bez żadnego pomyślunku, a jest takich osób bardzo wiele.
Z wieloma kwestiami sę nie zgadzamy Karlikon, jednakże jest pewien schemat w naszych wypowiedzich. Ja z reguły piszę o życiu doczesnym, a Tobie często zdarza się pisać o jego konsekwencjach. Np. "Bóg rozdzieli swoją trzodę na tych co chodzili do kościoła i dawali na tace i na tych co słuchali i wypełniali słowo Boże w życiu ". Być może tak będzie - nie wiem. Ja jestem pragmatykiem, i zastanawiają mnie sprawy w tym życiu.
I jest dla mnie smutne, kiedy widzę bezcelowe "warzywienie". A przecież świat obok nas jest tak blisko i wystarczy tylko spróbować go zrozumieć, zainteresować się nim, zagłębić w jakieś ciekawe sprawy, znaleźć dla siebie miejsce i po prostu się nim cieszyć.
Dlaczego zamykać się w schemacie? Dlaczego przyjąć coś, co jest dogmatem i nie próbować samemu poszukać swojego miejsca?
I tu nie chodzi tylko o sprawy religijne. O wszystko wręcz - o tę nieszczęną politykę, o naszą pracę, o kolor włosów, o każdy pojedynczy i drobny detal naszego życia. Bo w dzień, kiedy zakończysz swoje życie, żebyś wiedział jedno - było warto!
PS. dzięki za życzenia, ale myślę że nie potrzebujesz do tego okazji, żeby mi życzyć akurat dziś wszystkiego najlepszzego. Jeśli są one szczere, to równie dobrze możemy sobie je przekazywać np 8 czy 11 kwietnia, i też będzie dobrze.
Więc i ja Ci życzę wszystkiego najlepszego Karlikonie drogi, tak bez okazji. Pozdrawiam :)
Tak naprawdę, jeśli chodzi o zabijanie, nie różnimy się od zwierząt poza kilkoma aspektami - robimy to znacznie okrutniej, na większą ilość sposobów, na masową skalę niekiedy. I, oczywiście, zabijamy się także za nasze ideologie i idee.
My, jako ludzie, dlatego potrafimy znaleźć wyższe powody do mordowania się wzajemnie, ponieważ jesteśmy obdarzeni inteligencją, jakiej nie ma żadne inne zwierze na Ziemi. Jednak to wciąż zabijanie się. Gdybyśmy tylko CHCIELI, moglibyśmy zniszczyć całą broń świata, zostać pacyfistami. Ale nie! Zawsze znajdą się tacy przywódcy, tacy wodzowie, dla których wojna jest najważniejsza! Niestety, gorzka prawda... człowiek nie zmieni się i nadal będą konflikty zbrojne, wojny, masakry, terroryzm. CZŁOWIEK OPAMIĘTA SIĘ JEDYNIE WTEDY, GDY ZNISZCZY CAŁĄ PLANETĘ. Wtedy zrozumiemy nasz błąd, jaki poczyniliśmy, podnosząc po raz pierwszy rękę na bliźniego. A to, że robimy to niekiedy w imię wyższych celów, idei, wartości? To nic nie zmienia. WOJNA TO WOJNA, bez względu na powód czy pobudki czy wiarę dowódców.
ludzie umierają już z głupszych powodów niż religia.
"Człowiek neandertalski pojawił się w Europie około 300 tysięcy lat temu. Zniknął z areny dziejowej, gdy pojawił się homo sapiens, czyli około 50-80 tysięcy lat temu. Czy neandertalczyk został przez homo sapiens wyeliminowany w wyniku walk, czy też krzyżował się z nowymi mieszkańcami Europy? Badania naukowe potwierdziły tezę, że do krzyżówek neandertalczyka i homo sapiens nie dochodziło, a ten ostatni prawdopodobnie przyczynił się do wyginięcia swojego starszego kuzyna. "
http://alehistoria.blox.pl/2008/12/NEANDERTALCZYK-KONTRA-HOMO-SAPIENS.html
Trochę dalej w czasie... starożytność i coś, co niewątpliwie jest oznaką tego, że byliśmy dla siebie wzajemnie źli - niewolnictwo.
"Niewolnictwo istniało już w najstarszych cywilizacjach (Mezopotamia, Egipt), nie miało jednak charakteru masowego – nazywa się je "niewolnictwem pałacowym". Pierwszym formalnym aktem prawnym, który sankcjonował istnienie niewolnictwa był Kodeks Hammurabiego, w którym znajdował się m.in. zapis, że w przypadku zabicia cudzego niewolnika należy zapłacić właścicielowi za poniesioną stratę lub odkupić niewolnika.
Także Biblia sankcjonowała istnienie niewolnictwa – m.in. w Ks. Wyjścia roz. 21 znajdują się przepisy regulujące te kwestie; brak jednak historycznych wskazówek, aby w tym okresie wśród ówczesnych Izraelitów było to zjawisko powszechne i o dużym znaczeniu.
Praktycznie we wszystkich cywilizacjach antycznych (prócz Grecji i Rzymu) liczba niewolników nie była duża, a znaczenie gospodarcze zjawiska – także niewielkie. Niewolnikami była z reguły tylko niewielka część społeczności, stanowiąca służbę możnych ("niewolnictwo domowe").
W starożytnej Grecji, a potem też w Rzymie praca niewolników miała duże znaczenie gospodarcze i była podstawą egzystencji innych grup społecznych. W Grecji niewolnicy zwykle kupowani byli u okolicznych ludów, często też wywodzili się z jeńców wojennych. W dużych greckich miastach tego okresu (Ateny, Korynt, Syrakuzy, itd.) ok. V w. p.n.e. niewolnicy mogli stanowić ok. 20-25% wszystkich mieszkańców."
Po starożytności... przyszło średniowiecze. Totalna masakra! Wtedy ludzie udoskonalili i wymyślili setki barbarzyńskich narzędzi tortur, polowali na... "czarownice", zabijali te niewinne kobiety, niekiedy też mężczyzn i dzieci paląc na stosie... w imię Boga, tak...
Niestety, w imię Boga toczyło się wiele krwawych bitew średniowiecza... Najbardziej krwawe? Pod Warną w 1444 roku (6000 poległych stronie Królestwa Węgierskiego i Polskiego, Imperium Osmańskie, liczba poległych nieznana, lecz zdecydowanie wyższa iż sprzymierzonych). Następna krwawa bitwa... Grunwald (Zakon stracił 8000 ludzi). Kolejną, jeszcze większą bitwą była bitwa nad rzeką Kałką ( Ruś Kijowska vs Mongołowie, Ruś straciła około 25000 żołnierzy).
Jak widać, ludzie to urodzeni mordercy, walczyli między sobą od zawsze. To jest niewątpliwie zła cecha. A najbardziej udowodnił to Hitler... To nie był człowiek, to był prawdziwy demon! Ale nie on jeden... Stalin, Mussolini... Wszyscy siebie warci! Oto, do czego może doprowadzić kilka osób...
I Wojna Światowa, blisko 10.000.000 zabitych, II Wojna Światowa... jeśli szacunki są poprawne... Zginęło niemal 73 mln ludzi ogółem!
(http://pl.wikipedia.org/wiki/Ofiary_w_II_wojnie_%C5%9Bwiatowej). Dlaczego umarło tyle osób? Bo jeden chciał rządzić światem...
Szczegóły czego? Że jesteśmy źli? Można dosłownie mnożyć... Zacznijmy od najdawniejszych czasów... I pierwszych walk miedzy ludźmi, w ujęciu gatunku.
"Człowiek neandertalski pojawił się w Europie około 300 tysięcy lat temu. Zniknął z areny dziejowej, gdy pojawił się homo sapiens, czyli około 50-80 tysięcy lat temu. Czy neandertalczyk został przez homo sapiens wyeliminowany w wyniku walk, czy też krzyżował się z nowymi mieszkańcami Europy? Badania naukowe potwierdziły tezę, że do krzyżówek neandertalczyka i homo sapiens nie dochodziło, a ten ostatni prawdopodobnie przyczynił się do wyginięcia swojego starszego kuzyna. "
http://alehistoria.blox.pl/2008/12/NEANDERTALCZYK-KONTRA-HOMO-SAPIENS.html
Trochę dalej w czasie... starożytność i coś, co niewątpliwie jest oznaką tego, że byliśmy dla siebie wzajemnie źli - niewolnictwo.
"Niewolnictwo istniało już w najstarszych cywilizacjach (Mezopotamia, Egipt), nie miało jednak charakteru masowego – nazywa się je "niewolnictwem pałacowym". Pierwszym formalnym aktem prawnym, który sankcjonował istnienie niewolnictwa był Kodeks Hammurabiego, w którym znajdował się m.in. zapis, że w przypadku zabicia cudzego niewolnika należy zapłacić właścicielowi za poniesioną stratę lub odkupić niewolnika.
Także Biblia sankcjonowała istnienie niewolnictwa – m.in. w Ks. Wyjścia roz. 21 znajdują się przepisy regulujące te kwestie; brak jednak historycznych wskazówek, aby w tym okresie wśród ówczesnych Izraelitów było to zjawisko powszechne i o dużym znaczeniu.
Praktycznie we wszystkich cywilizacjach antycznych (prócz Grecji i Rzymu) liczba niewolników nie była duża, a znaczenie gospodarcze zjawiska – także niewielkie. Niewolnikami była z reguły tylko niewielka część społeczności, stanowiąca służbę możnych ("niewolnictwo domowe").
W starożytnej Grecji, a potem też w Rzymie praca niewolników miała duże znaczenie gospodarcze i była podstawą egzystencji innych grup społecznych. W Grecji niewolnicy zwykle kupowani byli u okolicznych ludów, często też wywodzili się z jeńców wojennych. W dużych greckich miastach tego okresu (Ateny, Korynt, Syrakuzy, itd.) ok. V w. p.n.e. niewolnicy mogli stanowić ok. 20-25% wszystkich mieszkańców."
Po starożytności... przyszło średniowiecze. Totalna masakra! Wtedy ludzie udoskonalili i wymyślili setki barbarzyńskich narzędzi tortur, polowali na... "czarownice", zabijali te niewinne kobiety, niekiedy też mężczyzn i dzieci paląc na stosie... w imię Boga, tak...
Niestety, w imię Boga toczyło się wiele krwawych bitew średniowiecza... Najbardziej krwawe? Pod Warną w 1444 roku (6000 poległych stronie Królestwa Węgierskiego i Polskiego, Imperium Osmańskie, liczba poległych nieznana, lecz zdecydowanie wyższa iż sprzymierzonych). Następna krwawa bitwa... Grunwald (Zakon stracił 8000 ludzi). Kolejną, jeszcze większą bitwą była bitwa nad rzeką Kałką ( Ruś Kijowska vs Mongołowie, Ruś straciła około 25000 żołnierzy).
Jak widać, ludzie to urodzeni mordercy, walczyli między sobą od zawsze. To jest niewątpliwie zła cecha. A najbardziej udowodnił to Hitler... To nie był człowiek, to był prawdziwy demon! Ale nie on jeden... Stalin, Mussolini... Wszyscy siebie warci! Oto, do czego może doprowadzić kilka osób...
I Wojna Światowa, blisko 10.000.000 zabitych, II Wojna Światowa... jeśli szacunki są poprawne... Zginęło niemal 73 mln ludzi ogółem!
(http://pl.wikipedia.org/wiki/Ofiary_w_II_wojnie_%C5%9Bwiatowej). Dlaczego umarło tyle osób? Bo jeden chciał rządzić światem...
Da się wysnuć wnioski... Wysnuj je jednak sam.
"trzy kwestie przez które najłatwiej skłócić ludzi, społeczeństwa i państwa to: pieniądze, władza i religia."
Moje pytanie brzmi, jaka jest kolejność w ciągu przyczynowo skutkowym? Mnie wydaje się, że najczęściej w burzliwej historii Europy wyglądało to tak:
Mając jakąś niewielką WŁADZĘ oraz trochę PIENIĘDZY wykorzystywano ludzi , z apomocą RELIGII, aby mordowali innych ludzi w celu zdobycia jeszcze większej WŁADZY, więcej PIENIĘDZY i więcej terenów i ludów, których mogli nawrócić na swoją RELIGIĘ, aby proces powtarzać po raz wtóry.
To dosyć duże uproszczenie, ale ogółem tak to w Europie wyglądało - najlepszy przykład to Wyprawy Krzyżowe, pomyślcie o tym - przecież to jawne wykorzystywanie religi w tych opisanych wyżej przez nas celach, i na odwrót.
Chociaż z drugiej jednak strony, nasza chciwość terytorialna i wszelkiej innej maści nadal się nie skończyła - teraz przeniosła sie w zupełnie inny obszar - wojny ekonomicznej, której skutki już odczuwają kraje trzeciego świata, a niebawem pewnie i europa odczuje, ale to zupełnie inna kwestia....
"Miałem kumpla z piaskownicy, sprawdzić pragnął się.
W listach z Legii Cudoziemskiej pisał później, że
Smutno dziś do nieba iść, smutno dziś do nieba iść.
W telewizji dziś widziałem Jeruzalem w ogniu walk.
Młodych chłopców z bronią, mieli po szesnaście lat.
A na Manhattanie stosy diamentów cieszą wzrok.
W zachodzącym słońcu jak w Betlejem gwiazdy lśnią.
Smutno dziś do nieba iść, smutno dziś do nieba iść.
TAK PRAGNIEMY KOCHAĆ, ALE KRWAWY JEST NASZ BÓG.
PRZEMINĄ RELIGIE, LECZ ZOSTANIE WOJNY DUCH.
CZEKAM WIĘC NA REWOLUCJE NASZYCH MĄDRYCH GŁÓW
CZEKAM WIĘC NA REWOLUCJE NASZYCH SERC I DUSZ."
Szczególnie ta zwrotka, ostania, przemówiła do mnie najbardziej. Wojny, rzezie, terroryzm..."Tak pragniemy kochać...", czyli unikać wojen i żyć w zgodzie, ale wojny są i będą, bo "Krwawy jest nasz Bóg". Niestety, to świetnie obrazuje prawdziwą naturę człowieka... Będą wojny, mordy, ludobójstwa, ataki terrorystyczne, strzelanie do siebie na wzajem, zabijanie się dla marnych groszy, albo bez powodu, bo ktoś ma inny kolor skóry... ludzie znajdą powód do wojny.
Amerykanie - by opróżnić magazyny broni, by stworzyć nową, potężniejszą i bardziej zabójczą.
Stajni Islamiści - mają swoją Świętą Wojnę.
Polacy - walczyli o wolność narodu i kraju.
Niemcy pod wodzą Hitlera - by znaleźć sobie "przestrzeń życiową".
Stalin i ZSRR - napadli na Polskę, by "pomóc Polakom w walce z Hitlerem". Tak, akurat! Zsyłki na Sybir, więzienie polskich oficerów, policjantów, księży, pracowników więzień... I bestialski strzał w głowę.
"PRZEMINĄ RELIGIE, LECZ ZOSTANIE WOJNY DUCH." - Niestety, ale tak będzie... Ludzie będą walczyć i ginąć, w końcu nie wiedząc sami, dlaczego, by po prostu zabijać się wzajemnie...
"CZEKAM WIĘC NA REWOLUCJE NASZYCH MĄDRYCH GŁÓW
CZEKAM WIĘC NA REWOLUCJE NASZYCH SERC I DUSZ."
Pozdrawiam.
Jeśli zaś chodzi o wojny na podłożu religijnym uważam to jednak za głupotę. Nasz Bóg mówi o szanowaniu życia. Każdy kto zabija drugiego (nawet w obronie wiary) w oczach Boga nazywany jest mordercą. To, że wyznawcy Islamu uważają to za godne postępowanie nie znaczy, że Chrześcijanie też tak muszą postępować.
Jednak walka trwała, trwa i będzie trwać zawsze.
Przykładowo, nawiązując do walki o religię, hipotetyczna sytuacja - jesteś osobą głęboko wierzącą, wybucha wojna, widzisz wojskowych, którzy zamierzają obrabować i zburzyć kościół. Masz w dłoni jedynie kawałek rury, który podniosłeś z chodnika, żołnierze mają przewagę 10:1 i uzbrojeni po zęby. Czy w obronie ośrodka wiary, jakim jest kościół, zaatakowałbyś ich? W normalnych warunkach powiedziałbyś stanowczo - NIE, ponieważ masz bardzo nikłe szanse na zwycięstwo. Jednak gdy jesteś osobą wierzącą, na pewno w obronie kościoła, ośrodka wiary, walczyłbyś do końca, nawet, jeśli zginąłbyś przy tym.
Taką sytuację prawdopodobnie miała na myśli Marysia, uważa walkę w imię religii za głupotę, jednak byłaby mimo to zdolna do walki o religię.
Pisałem do Marysi, nie do Ciebie człowieku! Wyluzuj.
I dalej pytam:
Marysiu, skoro uważasz wojny religijne za głupotę, to dlaczego chcesz o nią walczyć? O religię? Tak jak Krzyżowcy jeżdzili na Wyprawy Krzyżowe i zostali mordowani, sierocąc dzieci i żony. Nie mówimy o walce na argumenty, bo przecież takowa istnieje zaledwie od kilkudziesięciu lat, co jest w 2000 letniej historii KK niczym.
Nie pytam więc o walkę o przekonania - tyulko o WOJNY RELIGIJNE, o których pisałaś wcześniej: "Jednak walka trwała, trwa i będzie trwać zawsze. " - bo tak to rozumiem.
1) wojna dosłownie - bitwa, krew, ból rozpacz - fizyczny aspekt
2) wojna w przenośni - bitwa na słowa, intelektualna walka
Mówiąc o wojnie, walce itd miałam na myśli w/w aspekty, ale prostując wyjaśniam:
Ja sama, jeśli miałabym umrzeć za wiarę to nigdy dlatego, że sama dążę do zabija drugiego człowieka. Bo tak widzą obronę wiary wielu jej zwolenników. Chciałabym walczyć czynem (pomocą drugiej osobie), słowem (głosić prawdę wiary), a nigdy krzywdzeniem.
Co do tego "walka trwała..." miałam na myśli, że jestem jedynie jednostką. To moje zdanie co do walki, jednak różnie (jak przytoczyłam to w 1) i 2) ) rozumiemy to słowo.
Jeśli coś źle napisałam to kontynuuj swoją tezę i bierzemy się za kolejne argumenty.
A co do Krzysia to sądzę, że nie powinieneś się jego czepiać. Wyraża tylko swoje zdanie, bowiem od tego jest forum. Cieszę się, że istnieją tacy ludzie, którzy tak samo jak ja potrafiliby zawalczyć za wiarę, dać się dla niej zabić. Ale dać się zabić nie oznacza 'oko za oko'. Po prostu ponieść śmierć. Oddać się śmierci. Być męczennikiem* XXI w.
Co do męczenników:
Spójrzcie na żywot św Cecylii. Walczyła o swoje przekonanie silną wolną. Nakłoniła do wiary słowem, swoją postawą. Poczytajcie sobie coś na ten temat. Przesyłałam link z Wikipedii, ale czytałam jakiś czas temu książkę o świętej Cecylii. Warto poznać męczennicę Rzymu, by zrozumieć siłę poświęcenia i wiary.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Cecylia_z_Rzymu
Mam na myśli także to, że o wiarę można walczyć w różnoraki sposób. Istotą wiary jest miłość i pomoc drugiemu człowiekowi.
Tak więc, można walczyć o swoje przekonania ucząc innych wiary, broniąc jej i pokazując jej pozytywne aspekty.
Przykład podany przez Ciebie, Krzysztofie, jest trafny. Chociaż ja bym tutaj wolała zamiast kościoła podstawić drugiego człowieka. :))
Powód pierwszy: Nie sposób walczyć (wojna) nie zabijając.
Powód drugi: Istota wiary – wiara nie jest związana z żadnym miejscem, to stan wewnętrzny każdego wierzącego. Wiec zagrożenie wobec kościołów itp. Miejsc nie obliguje, nie zwalnia z zakazu zabijania, czynienia krzywdy. Dodam jeszcze o zasadzie „miłowania nieprzyjaciół”.
Powód trzeci: Wzorzec. Gdy spojrzeć na wzorcową postać w chrześcijaństwie (Jezus) to w obliczu zagrożenia śmiercią nie podjął żadnych działań dla jego obrony wskazując tym samym jaka postawę winien przybrać wierzący w to samo co on człowiek.
Ale większość chrześcijan nie myśli w ten sposób gdyż wmawia im się wbrew temu co mówi najświętsza z ksiąg o wiarę należy walczyć a to nie prawdą jest.
Język walki w ogóle nie przystoi do nauk głoszonych przez założyciela.
No ale to że chrześcijanie nie mają o tym wiedzy jest normą.
Można walczyć na argumenty, na słowa, próbować wyperswadować np. zniszczenie kościoła podczas wojny. Nie trzeba od razu atakować. Oczywistym jest, że walka na słowa i argumenty na nic się nie zda, jeśli mówi się do uzbrojonych żołnierzy. Strzelą człowiekowi w łeb i obrabują kościół. Ale w ten sposób chrześcijanie stają się męczennikami.
Wystarczy tutaj spojrzeć na osobę Chrystusa. Nie walczył, ale też nie poddał się. Mówił prawdę. Nie bronił się, nie rzucał na nikogo. To jest piękna postawa walki, bowiem jak widać w historii - Jego działanie, oraz wielu obecnych świętych pokazało, że walka fizyczna nic nie da. Ludzie i tak mają przewagę liczebną.
Zgodzić się można że jest to postawa siły umysłu i wiary a nie mięśni, ale na pewno nie walki.
Nie mogę wyjść podziwu, szczerze, że od razu przełożyliście to na język wojenny.
To chyba jest powód nieustannych konfliktów, że wciąż ludzie myślą w kategoriach walki nawet jak nie ma o co. I na dodatek sprytnie przekręcają idee głoszone przez Jezusa.
Jako że kościół w Polsce wciąż posługuję się wojenną retoryką nie powinno mnie to dziwić – a jednak. Tłumaczy to też dlaczego tyle jest nietolerancji w zasadności wieszania krzyży gdziekolwiek – to forma walki?
Nie mam na myśli walki w sposób fizyczny. Ale walczył o ludzi. Jednym słowem czy gestem nawracał i czynił wierzącymi. Tylko to miałam na myśli. Nie łapcie mnie za słówka chłopaki;)
A to co napisałaś i do czego się odniosłem to język walki nawet jak nie masz na myśli walki fizycznej. Jeżeli myślisz o walce to wcześniej czy później znajdziesz przeciwnika, czy to będą słowa czy kamienie co za różnica? Utrzymujesz umysł wstanie gotowości do walki a wtedy wystarczy tylko dobrze przygotowana prowokacja by zamiast słów użyć kamieni.
To jak piszesz o Jezusie to wojenna retoryka KK tak właśnie zniekształcają jego dorobek, a Jezus o nic nie walczył a nauczał, nie walczył a pokazywał drogę, którą można wybrać i zmienić świat samym wyborem, szanował zasadę wolnej woli. Wybór był dla niego bardzo ważny gdyż zkładał świadome podejście do wiary i zasad pokoju i miłośći – dlatego walka w jakiejkolwiek formie nie pojawia się w jego naukach. Po prostu o niej nie myślał.
Pozdrawiam:)
Jaki to może mieć wymiar dla katolika? Który boga ma abstrakcyjnego, a w przykazaniach ma napisane by tych wizerunków nie czynił: Tradycyjny polski przekład Dekalogu, według Biblii Jakuba Wujka.
- Księga Wyjścia 20, 2–17
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył. Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą; czyniący miłosierdzie tysiącom tych, którzy mię miłują i strzegą przykazań moich.
- Księga Powtórzonego Prawa 5, 6–21
Nie uczynisz sobie rzeźby ani podobizny wszystkich rzeczy, które są na niebie w górze i które na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i służył. Bom ja jest Pan, Bóg twój, Bóg zawistny, który dochodzę nieprawości ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą, czynię miłosierdzie na wiele tysięcy miłującym mię i strzegącym przykazań moich.
Wychodzi na to, że po za świątynia wystawianie symbolu, jest sprzeczne z zasadami, które Bóg sam przekazał ludziom.
Ukłon za autorefleksję w dyskusji.
Danielu Dziękuję za słowa uznania. Na marginesie, nie widzę, nie znam powodów i argumentów na rzecz kwestionowania jego istnienia.
Dekalogu chyba nie ma co badać proste 10 poleceń do wypełnienia, dość jednoznaczne. Tyle że katolicy w większości go nie znają i w ogóle nie przestrzegają.
Jak jest im wygodnie trzymają się litery jak skały innym razem mówią, że to woda i tak to luźno trzeba traktować, ale i to nie było dziwne gdyby przykładało się na problem do którego jest odnoszona ale nie ma takich reguł po za wygodą. Pomijam już wszelkie interpretacje.
-W roku 1947 dokonano bardzo ważnego odkrycia zwojów znad Morza Martwego. Te wczesne rękopisy z Qumran są bardzo ważne, ponieważ zawierają zasadniczo ten sam tekst co rękopisy z dziewiątego i dziesiątego wieku. Pokazują one, że tekst Starego Testamentu w ciągu tysiąca lat zmienił się bardzo mało. Uważni pisarze zrobili niewiele błędów i przeinaczeń. Jest kilka miejsc, gdzie użyto innych słów lub zwrotów, są również słowa (hebrajskie), których znaczenia nie potrafimy odkryć. Jednak możemy być pewni, że znany nam obecnie tekst Starego Testamentu jest zasadniczo taki sam, jak ten zapisany wiele stuleci temu.
-Inne starożytne wersje Starego Testamentu
Tekst Starego Testamentu zachował się do dzisiaj także w formie starożytnych przekładów. Niektóre z nich potwierdzają dokładność używanego dziś hebrajskiego tekstu Starego Testamentu.
Jednym z najważniejszych tłumaczeń, bo pierwszym, jest grecka wersja Starego Testamentu Septuaginta. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa Septuaginta była używana przez mówiących po grecku żydów i chrześcijan. Anonimowy autor - Listu Arysteasza sugeruje, że Septuaginta została opracowana dla Żydów mieszkających w Egipcie w czasie panowania faraona Ptolemeusza Filadelfaosa (285-246 przed Chr.).
-Nowy testament
1. Mamy do dyspozycji ogromną liczbę rękopisów -- ponad 24 tysiące.
2. Rękopisy zgadzają się ze sobą co do słowa w 99,5% przypadków.
3. Daty powstania wielu z tych rękopisów są zbliżone do daty powstania oryginałów
Znam jeszcze tłumaczenie dekalogu które nie mówi o nakazie a o przyrzeczeniach ale wiąże się to bardziej ze zmianą znaczenia w wyniku przekładów niż oryginału i tradycyjnie już na polski tłumaczy się to słowo jako przykazania.
Co do Przykazań. Mój kolega zawsze się upierał do Nakazów, więc to obiło mi się o uszy:)
Możesz założyć nowy temat do dyskusji na temat dekalogu to może być ciekawa dyskusja.
Czy mogłabym umrzeć za religię? Nie wiem. Bo w chwili ostatecznej pewnie wielu ludzi by zmieniło zdanie.