Witam serdecznie wszystkich! Zgodnie z prośbą czytelników 'Masterminds' tworze nowy wątek, przenosząc temat w nowe miejsce. Zgadzam się, że przebrnięcie przez już zapisane 24 strony zajmuje trochę czasu, i nie każdemu w ostatecznosci pomaga w zrozumieniu problemu. Ów temat bedzie też troszkę odbiegał od wątku pt. "Planeta Nibiru minie ziemie w 2012-2013" gdyż, nie będzie dotyczył samego pytania 'czy to się stanie?', (z góry zakładamy, że tak :( ), ale tego jak taki kataklizm przeżyć/zminimalizować jego skutki, uniknąć jego następstw. A oto 'topic' jaki zamiesciłem pod tematem "Planeta Nibiu minie ziemie w 2012-2013 roku": "Przyszedł mi do glowy pewien pomysł. Mianowicie zaproponuje wam pewna wspólną zabawę :? Tak, dobrze widzicie - zabawę :D coś dla odmóżdżenia :D Będzie ona miała jednak pewien cel. W chwili, gdy tak wiele zostało już napisane na temat Nibiru, zostaje nam już tylko przyglądać się co będzie dalej (o ile cokolwiek się zdarzy). Biorąc pod uwage wszystkie teorie związane z X, proponuje byśmy wszyscy spróbowali 'odgadnąć' jakie byłyby hipotetyczne konsekwencje jakichkolwiek zdarzeń i ew. hipotetyczna minimalizacje szkód po ew. kataklizmie (jeśli wogóle miałby jakiś zajść bo istnieją także teorie bardziej pozytywnie odnoszące się do zdarzenia). Dodam od razu, że akceptowane będa wszystkie możliwości (nie przesadzajmy jednak z sytuacją, w której pojawia się Superman, który ratuje świat od zagłady... chociaż... może ;) ) Umysł ludzki jest na tyle potężnym narzędziem, że nie istnieje jeszcze jakakolwiek namiastka super-hiper-mega komputera mogącego mu dorównać pod jakimkolwiek względem. Co najbardziej oczywiste - nie posiadają duszy (nazwijmy to spontanicznoscią decyzji), a myślę, że taka własnie funkcja jedynie zdolna jest do w miare poprawnego przeanalizowania danych (tak oczywiście istnieją już prototypy systemow kwantowych, ale są to jedynie prototypy, na tyle słabe, że na chwilę obecną nie przedstawiają żadnej wartości) które do tej pory zebraliśmy. Dlatego też myslę, że z wielu powodów (ba.. ze wszystkich możliwych) nasz mózg będzie najlepszym narzędziem do przewidzenia ew. następstw przyszłych sytuacji. Dla przybliżenia przedstawie może przykład... Przypuśćmy, że zdarzenie mogłoby spowodować ogromne powodzie. W takim wypadku, dobrym rozwiązaniem byłoby oczywiście zamieszkać w łodzi :) (rzecz jasna - sprawa odnosi się do obszarów sąsiadujących z akwenami wodnymi). OK. Ale nie wiadomo ile taka powódź mogła by trwać. Może trzeba było by wybudować nie łódź, a statek, by zgromadzic jakieś zapasy (nasuwają się oczywiście skojarzenia z Arką Noego prawda? - tym łatwiej). No, ale może też jesteśmy w stanie przewidzieć okres takiego potopu... i tak dalej...i tak dalej. Nie musi to oczywiście być tak bardzo rozbudowane, bo gwarantuje wam wszystko pójdzie wlasnym tepem/torem. Mam nadzieję, że pozytywnie odniesiecie się do mojej propozycji - bo 'kto wie', może będziemy niebawem potrzebować naszych własnych rad :D" Proponuje też, pewien schemat odpowiedzi: 1.temat - rodzaj kataklizmu 2.co może spowodować, gdzie może wystąpić 3.jak go uniknąć / zminimalizować jego skutki. Oczywiście nie musi to wyglądać dokładnie w taki sposób, ale prosiłbym byśmy zachowali pewien porządek, a założe się, że z czasem będziemy mogli wyciągnąć z niego wiele korzystnych wniosków. Pozdrawiam wszystkich
Postaram sie poprawic, aczkolwiek nie moge obiecac. Gdziekolwiek bym nie pisal, czy jest to forum, chat, czy telefon komorkowy odzwyczailem sie od polskich znakow (oczywiscie jest to niewlasciwe), a to przez to, ze jeszcze nawet teraz mozna natrafic na problem z polskim kodowaniem tablicy ASCI.
A tak wogole... CO TO MA BYC?
TAKI ENTUZJAZM NA POCZATKU... A TU PROSZE, jeszcze nikt nic konkretnego nie napisal.
MAMY TYLKO 4 LATA! :D DO ROBOTY ! :D
Ucinamy zbedne dywagacje i prosze o konwersacje z 'jazda po calosci' i 'bez trzymanek' !
Tylko mnie nie ukamienujcie - nie jestem dobry w wymyślaniu ew. koszmarnych skutków bliskiego towarzystwa rzadkiego gościa. Również mało mnie obchodzi sposób w jaki zginę - Czy wielkie trzęsienie ziemi spowoduje, że stanę się jednością z moim sufitem, czy wielka kosmiczna energia uczyni ze mnie kupkę prochu? Co za różnica - efekt będzie ten sam - Był Marek, Nie ma Marka. Dawanie rad jak to wszystko bezpiecznie przeżyć również nie leży w mojej jurysdykcji. Jeszcze zostałbym podany do sądu przez jankeskich przyjaciół, którzy wydali już tuziny stosownych przewodników. Wiem jedno - wiem jak przeżyłbym swój ostatni dzień.
Po rannej, naprawdę wczesnej pobudce skierowałbym swoje kroki wprost do łazienki i kabiny prysznicowej, gdzie wziąłbym najsolidniejszy prysznic w swoim życiu - wszak do raju wybieram się czysty i pachnący. Mam niczym niezachwianą pewność, że właśnie się tam znajdę przez całe życie byłem - grzeczny, uczynny, może nie kochałem za nadto bliźnich, ale również nie wchodziłem im za bardzo w drogę. Byłem dobrym Markiem, a dobre Marki idą do nieba - Nie ważne jakiego chrześcijańskiego czy Anuackiego. Gdyby jednak nagle kanony dobra uległy sporemu przewartościowaniu - wylądowanie brudnym w piekle to czysty obciach. W trakcie kąpieli wydzierałbym na cały regulator najnowszy hit Britney Spears Womanizer 3rd edition - sąsiedzi mogliby mi naskoczyć, a ten jeden występek na pewno uszedłby mi płazem - na świętego nie kandyduje.
Po zakończeniu szuruburu wskoczyłbym w odzienie wierzchnie - nie, nie żadne najlepsze jakie mieści się w mojej garderobie - wybiorę te, w którym najlepiej się czuję - 5 letnie jeansy lee o dziurach w kroczu większych niż rów mariański oraz koszulkę w kaczuszkę, którą posiadam od 5 klasy szkoły podstawowej (tak, tak wiem, że to dziwne, ale ja naprawdę ją lubię).
Ostatnie ogarnięcie wzrokiem mieszkania - tak mieszkało się wspaniale, sąsiedzi byli może trochę upierdliwi, ale w ostatecznym rozrachunku było warto. Teraz czas na prawdziwą ucztę - restaurację, na którą nigdy nie mogłem sobie pozwolić, a zawsze chciałem w niej zjeść - jutro pieniądze będą mi równie potrzebne co corega tabs. W drodze do jadłodajni rzucę klucze od domu pierwszemu napotkanemu bezdomnemu - Niech choć jeden dzień poczuje, co to własność.
Po raju dla podniebienia - szybka podróż do sklepu, zakończona wykupieniem całego stanu Lucky Strike'ów - mojej ulubionej marki papierosów oraz krzesełka turystycznego. Z tym zestawem szybka podróż na najbardziej zatłoczone przejście w mieście. Na miejscu rozłożę się najwygodniej, jak tylko można na małej kupce plastiku, poczym będę zagadywał ludzi hasłem "do you fancy for a strike??" zawsze byłem miłośnikiem dwuznacznych tekstów i dobrych fajek.
Później - niech się dzieje wola nieba! (z nią się zawsze zgadzać trzeba)
Piękne Panie Marcus... można by film nakręcić (nawet mam tytuł: "Dzień Świra-Dzień Apokalipsy"). Moja wizja jest całkiem podobna. Krzesełko, fajeczka, browarek w ogarniającym Cię chaosie spocząć na środku 8 pasowego "hajłeja", albo na dachu wieżowca... i zobaczyć to czego inni nie doczekali. Może koniec świata, może bliskie spotkanie trzeciego stopnia... może nic ?
Hmm Marcus przedstawił filozoficzny wywód na temat tego co będzie robił ostatniego dnia w życiu. W sumie czemu nie? ;) Ja zaś odpowiem na pytanie związane stricte z tematem. Wyczytałem, gdzieś że miejsca położone z dala od oceanów i wysokości powyżej 1500 m.n.p.m możliwe, że dadzą ucieczkę przed wodą. Lecz reszta zostanie zniszczona, nie będzie sklepów, nie będzie miast. W razie wybuchu wulkanu w Yellowstone chmura popiołu może zasłonić Słońce na kilka lat - dajmy na to, że 5. Oto plan ratunku:
- zapewnienie sobie odpowiedniego miejsca, pomieszczenia, preferowana konstrukcja żelbetowa o powierzchni najlepiej ok 100 m2
- z wyliczeń przeprowadzonych z kolegami w akademiku, pocałkowawszy po polu obszaru płaskiego oraz stworzeniu wzorów zwanych prawami ogólnego przeżycia w warunkach uznanych powszechnie za ekstremalne wyszło (dla lat 5):
-1000 szt. 5 L butelek z wodą np. kupionych w lidlu
- 3500 szt. zupek chińskich, różnych smaków (tylko nie krewetkowa i curry)
- 2000 szt. konserw z różnego mięsa (w składzie najprawdopodobniej mięso oddzielane mechanicznie)
- pasta do zębów - 50 szt. + ok. 15 szczoteczek do zębów
- nóż MacGaywera - szt. 2 - do pracy, do obrony
- zalecane: nóż Johna Rambo - 1 szt. kozacki i do obrony
- 30 długopisów, 30 zeszytów - a nóż coś się napisze - patrz Kroniki Sary Connor
- trochę dobrych książek + książka "Survival i ja"
- latarka - 3 szt.+ baterie ile się da
- zapalniczki, zapałki w razie zrobienia ogniska, ala czuj czuj czuwaj
- torba ubrań (przyjmijmy że jesteśmy ograniczeni powierzchnią - kobiety muszą się zastanowić co wziąć ;)
- min. 3 pary butów
- powiedzmy 100 L benzyny, ew. nafta do lamp (więc np 2 lampy naftowe)
- siekiera - do porąbania drewna, to zabawienia się w szalonego Indianina, do obrony
EXE.. a policzyliście koszta? Gdyby nie patrzeć na koszta (zakładając że stać Cię na wiele). .. to wogóle nie ma tematu praktycznie rzecz biorąc. Żelbetonowy schronik.. 100m2 to koszt minimum 150.000 zł ... to chyba zbyt dużo dla przeciętnego Polaka. W przypadku ewentualnego wybuchy Yellowstone, myślę, że schron to zbyteczna rzecz, no chyba że ktoś mieszka w promieniu 500 mil od Yellowstone czyli Montana, Nebraska, Colorado, Washington, Utah itd. W przypadku wybuchu schron może się przydać i to głęboki. Obawiam się jednak, że sam dźwięk wybuchu załatwiłby bębenki wszystkich w tym promieniu, którzy byliby w przestrzeni otwartej nie zareagowali szybko. Dźwięk wybuchu całekiem możliwe, że byłby słyszalny w Nowym Jorku oddalonym o ponad 2000 mil. Są na to dowody z ostatnich wybuchów dużych wulkanów. Wracając do tematu... 5 lat? Rozumiem, że to przykład, bo nie sądze, że ludzie by wytrzymali 5 lat w pudełku bez okien schowanym pod ziemią. Może nieliczni... Sprawa Nibiru jest sprawą otwartą. Ciężko nam przewidzieć co się zdarzy, jeżeli wogóle się zdarzy. Wielu twierdzi, że bezpiecznym miejscem będą góry Afryki... nie wiem skąd takie twierdzenie... Moje zdanie jest takie. Większości ludzi nie stać na zabezpiecznie się przed skutkami tego typu niebezpieczeństw, jak super erupcje, tsunami i meteoryty spadające na ziemie. Dlatego należy trzymać się podstawowych zasad "na chłopski rozum". Po pierwsze zdala od wszelki akwenów.. zwłaszcza dużych jak Bałtyk czy basen morza śródziemnego. Uważam za absurd uciekać w góry. Góry się spiętszyły ponieważ trwał ruch tektoniczny. Jeżeli dojdzie do przebiegunowania... to chyba będzie bardzo złe miejsce. Dlatego po drugie.. sprawdzić mape tektoniczną świata i upewnić się, że nie mieszkamy "w pobliżu" łączenia się takich płyt ( pisze to dlatego, że nie wszyscy użytkownicy mieszkają w Polsce)... A tak wogóle to powinniśmy ustalić jak się chronić w różnych przypadkach ponieważ może lub nie musi zdarzyć się wiele ciekawych rzeczy, a dla każdego kataklizmu zalezane są różne metody zadbania o własny tyłek.
O wlasnie... o taki opis mi chodzilo Panie Exe ! Szacunek, za wziecie tematu serio i ciekawey opis.
Za takie podejscie do sprawy z checia przyznaje Tobie 'pozytyw'.
Brakuje mi tu jedynie, kilku szczegulow...
Jesli piszesz, ze bierzesz pod uwage 5-letni okres pobytu - to jakimi nastepstwami on mialby byc spowodowany? Bo jak rozumiem, nie opisujesz tu wybuchu bomby jadrowej, za przyczyna ktorej radioaktywny wiatr skaza powietrze i wode, a w nastepstwie zmusza do kompletnej izolacji. Moze mielibysmy dostep jednak/lub na szczescie do jakiejs wody i dobrym pomyslem byloby zaopatrzenie sie w jakis filtr. Wezmy pod uwage rowniez i to, ze nie chcielibysmy zostac tam sami ;). Co do zupek chinskich - 3 tyg to max jakie mozna spedzic jedzac je (jestem tego najlepszym 'zywym' :D dowodem) po tym czasie twarz dretwieje, w ustach nie czujesz jezyka, a 'kiszki' zaczynaja tworzyc przepiekne fraktale :D.
Warzywa i owoce - koniecznosc.
Co do ubioru kobiet... sorry, ale nie wiem jak moglbys pozwolic kobiecie na zastanawianie sie nad ubiorem na 5 lat??? To najzwyklejsze w swiecie zabojstwo. Po niecalym tygodniu rozmyslania trzebaby bylo ja podlaczyc do kroplowki... (to tak jak dowcip o bladynce ktorej dajesz kartke na ktorej po obu stronach widnieje napis: "odwroc na druga strone" :D).
Co do wszystkich pozostalych punktow zgadzam sie z Toba w 100%.
Nie mam zbyt wiele teraz czasu... wiec koncze.
Do uslyszenia niebawem.
Witam :)
Jeżeli o mnie chodzi to nie miałbym planów na ostatni dzień życia. Spędził bym go normalnie. Jeżeli chodzi o jakieś przygotowania spiżarni i żelbetonowego schronu do 2012 też bym nic nie zrobił. Dlaczego?
Należy się zastanowić nad podstawowymi zagrożeniami ze strony natury (ziemia, woda, powietrze, ogień). Jednocześnie wybierając potencjalnie bezpieczne miejsce należy w logiczny sposób eliminować wyżej wymienione zagrożenia.
Woda. Na dzień dobry wiemy, że grozić nam będą powódź i tsunami. Czyli musimy udać się możliwie jak najdalej od wody i w miarę możliwości wysoko jak ktoś podał przykład 1500 metrów n.p.m..
Ziemia. Czyli co? Trzęsienia ziemi, wulkany, lawiny, osunięcia ziemi do wody, ruchy tektoniczne itp. Ciężka sprawa bo trzęsień ziemi i ruchów tektonicznych nie ominiemy. Jeżeli chodzi o lawiny to musielibyśmy znajdować daleko od gór i miast czyli pustkowie – większe prawdopodobieństwo że przeżyjemy trzęsienie ziemi na pustkowiu niż w mieście czy w górach.
Ogień. W miastach palić się może wszystko od stacji benzynowych i instalacji gazowych po walące się budynki. W lasach z kolei drzewa stanowią zagrożenie czyli już nie od takie sobie dzikie tereny mamy do wyboru ale pustynia albo teren możliwie najmniej odrzewiony.
Powietrze. Czyli co? Tornada, huragany i silne porywiste wiatry. Znowu lokacja blisko wody i miasta nam odpadają. Jak wiadomo tornada rosną w siłę nad wodą i dopiero w głębi lądu słabną. Z kolei lasy też nie są bezpieczne – huragan może wyrywać drzewa i „rzucać nimi”. Więc po takiej wstępnej analizie wychodzi na to, że pustkowia wyżej od poziomu morza z daleka od gór i bez drzew byłyby najbezpieczniejsze. Ale…
Z obecnego punktu widzenia pojęcie „bezpiecznego miejsca” jest względne. To, że teraz coś jest na przykład 1500 metrów n.p.m. nie znaczy to, że po „mega” trzęsieniu ziemi dalej tam będzie. A jeżeli nawet ziemia się tam nie osunie to równie dobrze może tam powstać wulkan i nasz schron może okazać się pułapką a pożywienie, woda i wszelkie zapasy różnego sprzętu survivalowego „pójdą razem z dymem”.
Moim zdaniem rzeczywistość będzie wyglądać tak, że ludzie którzy przeżyją taką katastrofę, będą przystosowywać się na bieżąco do zmienionego świata. Szukać w resztkach budynków lekarstw, jedzenia, ubrań itd. Z czasem jak to co ocaleje po katastrofie nie będzie się nadawać do użytku, to ludzie będą musieli nauczyć się polować i hodować zwierzęta oraz „uprawiać ziemie”.
Narazie to mi przyszło do głowy jak coś wymyślę to napiszę pozdrawiam
Jedno "ale" - W momencie gdy masowo wybuchną wulkany, w mgnieniu oka na ziemi będziemy mieć dość sporą lodówkę. Uprawy roli, polowania etc. nagle okażą się wcale nie tak oczywiste, a wizja ciepłego schronu z zapasami - marzeniem życia. Nikt nie powiedział, że podjęcie wstępnych przygotowań zaproponowanych przez callmeexe daje 100 procentowe szanse przeżycia. Jednak stanowczo je zwiększa w przeciwieństwie do metody "na klatę".
Mam kilka własnych pomysłów do „użyciowienia” w/w listy – podzielę się nimi później.
"Jak wiadomo tornada rosną w siłę nad wodą i dopiero w głębi lądu słabną. " Scislowiec, miałeś na myśli HURAGANY ii TAJFUNY, a nie tornada rozumiem? :) tornada powstają wszędzie gdzie stworzy się dogodna komórka burzowa, tak zwana super komórka "super cell" i najczęściej jest to wręcz odwrotnie.. powstają w środku lądu i woda nie ma większego wpływu, choć jak nie którzy twierdzą, np. Chicago, które tak naprawde leży w amerykańskiej aleji tornad, chronione jest przez jezioro Michigan. Poniekąt jest to prawda, ale wielu nie zasięgnęło w historie miasta. Już były tornada w Chicago prawie w centrum i jest tylko kwestią czasu jak jakieś F-3 F-4 uderzy w centrum. Ale to tak zupełnie na marginesie. Jeżeli ktoś interesuje się tornadami to zapraszam do rozmowy w wątkach o tornadach i burzach. Łatwo wyszukać te wątki przez wewnętrzną wyszukiwarkę.
Po pierwsze: prawie 3 lata przeżyłem na zupkach chińskich ( chociaż nie były jedynym składnikiem diety - patrz piwo, pizza, paluszki, jedzenie w słoikach z domu ;)
Po drugie: eninede niezły z Ciebie żartowniś - nie, nie, nie mówiłem o żadnej bombie atomowej i chmurze radioaktywnej!!! Skąd Ci to przyszło do głowy? he Aczkolwiek każdy z was łatwo jest sobie wyobrazić, reaktor rozerwany na pół np. przez trzęsienie ziemi - w każdym razie nie byłby to najmilszy widok oraz mało ciekawa perspektywa dla okolicy.
Po trzecie: listę należy uzupełnić o stalowy kubek, stalowy talerz, łyżkę, a widelca nie trzeba bo można jeść rękami
Po czwarte: zdaję sobie sprawę z kosztów wybudowania takiego schronu - po prostu podałem receptę na w miarę dobrą kryjówkę - reszta, rzeczy nie wyniesie ogromnych pieniędzy bo wbrew pozorom nie ma tego aż tak wiele. Zamiennie zwykły dom jeśli wytrzyma trzęsienia będzie dobrym schronieniem.
Po piąte: te pięć lat to wcale nie było takie z kosmosu, kiedyś leciał program o Yellowstone i tym mega wulkanie i na tyle lat zaciemnione zostałoby słońce przez pył, co wiązało by się ze spadkiem temperatury - potem można uczynić pożytek z benzyny, tak jak zrobili to w filmie The think -skonstruowali sobie miotacze ognia i podpalili całą stację badawczą na Antarktydzie + mieli ze sobą szkocką czy inny alkohol ;)
Nic wiecej mi nie pozostaje... tylko pogratulowac wytrzymalosci i pancernego zoladka, bo ja po tych wspomnianych '3 tygodniach kultury chinskiej' myslalem, ze moge zarowki dotykiem zasilac. Swoja droga zastanawiam sie czy niebylyby dobrym zamiennikiem dla uranowych pretow uzywanych w elektrowniach jadrowych... :D
A co do samej katastrofy...
Przyszla mi do glowy pewna przerazajaca mysl... az boje sie ja opowiedziec, bo za kazdym razem, gdy to proboje przywolac ja z pamieci, pot mnie zalewa, w glowie zaczyna pulsowac, a rece zaczynaja sie trzasc jak po miesiecznym upojeniu... :D
A oto moja wizja... 23.12.2012 roku:
Wg jednej z teorii, w okresie tym Ziemia znajdzie sie w linii miedzy Nibiru, a Sloncem. Wg innej nie majacej nic wspolnego z X, ale takze mowiecej o katastrofie tyle, ze spowodowanej nadmiernym oddzialywaniem Slonca co 11500 lat jest mowa o przemagnesowaniu Ziemii. Wiec... (zaraz albo zaczniecie obgryzac paznokcie, schowacie sie pod koldre, zlapiecie najzwyklejszego 'dola', albo po prostu zeswirujecie - co bedzie chyba najlepszym rozwiazaniem :D, dlatego tez zastanowcie sie nad kontynuacja dalszej lektury) zmiana biegunow na naszej planecie nie odbywalaby sie blyskawicznie, jego poczatkiem bylo by spowolnienie ruchu obrotowego Ziemi, do momentu w ktorym calkowicie by sie zatrzymala.
I teraz 'najfajniejsze'...
Nalejmy do wiaderka wody i zacznijmy krecic nim 'prostopadle' do podloza. Nic nam sie nie stanie jesli przestaniemy 'machac' nim w dolnych obszarach zataczanego okregu, w innym wypadku bedziemy musieli skorzystac z krzemienia :D. W przeciwienstwie jednak do pojemnika - nad Ziemia to nie my mamy kontrole, ale obiekty 'troszke' od nas wieksze.
W chwili zaburzenia rownowagi, sily grawitacji moga diametralnie zmalec. Nie zejda do 0, ale (moj domysl) dojda do wartosci w ktorej wody na Ziemii po prostu 'pofruna'. W zwiazku z tym, ze bedzie jeszcze istnial ruch obiegowy atmosfera zachowa swoja stabilnosc, ale morza, rzeki i oceany po prostu przemieszczac sie beda po planecie. W zwiazku, z tym tez, ze nacisk na skorupe ziemska bedzie tez minimalny, plynne jadro sila odsrodkowa dzialac bedzie mocniej w kierunku zewnetrznym i (chyba) nie bedzie mialo znaczenia, gdzie lacza sie plyty tektoniczne naszej planety, nie bedzie mialo i to jak ogromnymi gorami sa Himalaje, bo caly, absolutnie caly swiat ulegnie zmianie. I zgadzac moglo by sie teraz to, ze nie mozemy odszukac takiej Atlantydy lub biblijnego Edenu, ktore to moga teraz lezec gdzies na dnie najglebszego oceanu.
No chyba, ze jest jakis trwaly schemat takiego zdarzenia... Europa, ponownie stanie sie lodowata, Afryka bedzie jedynym miejscem przetrwania, a Arka (chociaz teraz moze przynajmniej bedzie nie Noego, a np Obamy i nie Arka ale ... hehe) utknie na gorze Arrarat.
W takim wypadku szczerze powiem, ze nie mam absolutnie zadnego pomyslu a' propos ratunku, no chyba, ze wsoczyc do jakiejs zabezpieczonej kadzi z cieklym azotem i wierzyc, ze za jakies 3500 lat nowe spoleczenstwo bedzie na tyle 'madre' i rozwiniete technologicznie (pomijam fakt, ze zostane oczywiscie odnaleziony i nie uznany za specyficzna odmiane mumii, ktora to zamiast zostac zbalsamowana, zostala przez przypadek w niewyjasniony sposob zamrozona), ze beda mogli mnie przywrocic do zycia. Ale, czy taka opcja bedzie miala sens? A co jesli nowymi 'wlascicielami' Ziemi nie beda ludzie, a powiedzmy ... pajeczako-noidy, hieno-idy czy karaluchony. O cholera ... to ja juz poprosze bilet do Parku Yealowstone, przynajmniej zobacze z bliska super fajerwerki, ktore to w koncu zdarzaja sie raz na kilka tysiecy lat no i sa za darmo :D
Jak na jeden raz to i tak duzo...
Teraz wasza kolej...
Taaaak mocny żołądek - przyznaję, jeszcze dłużej pojadłbym tej chińszczyzny a wróciłbym do domu jako trup. Macie inny sposób na jedzenie, które mogłoby się dłużej utrzymać niż jedzenie z puszki? Bo ja nie - przyjąwszy, że nie ma lodówek. Magazynowanie owoców i warzyw przez dłuższy czas - nie możliwe więc też odpada.
A mówiąc o o latającej wodzie masz na myśli nic innego jak siły bezwładności - jak silna ona będzie zależy od tego jak gwałtownie miałaby się zatrzymywać Ziemia po prostu.
Nie... to nie do konca tak. Nie mysle tu o chwili zatrzymania sie Ziemi, bo sadze, ze ta nie byla by tak krotka by jak w samochodzie jadacym powiedzmy 200km/h wciskajac do oporu pedal hamulca wystrzelilo nas z siedzienia. Gdyby tak bylo, to sila taka zmiotlaby z powierzchni Ziemi doslownie wszystko. Na uwadze mam jednak, dluzszy okres czasu, podczas ktorego powolne zanikanie grawitacji powoduje zmniejszenie ciezaru wody i tym samym jej lot ku gorze i zamiane w skondensowana chmure kropelek, ktore to moglyby wedrowac po obszarach calej Ziemii, a krancowej fazie (gdy Nibiru oddalalaby sie od Ziemi i tym samym wzrastala grawitacja) z poczatku powolne, a ostatecznie gwaltowne ulewy.
Co ciekawsze, to co napisalem, zgadzalo by sie z opisem biblijnego potopu.
Dlaczego odnosze wrazenie, ze wlasnie odnalazlem kamien filozoficzny/teorie, ktora najlepiej wyjasnia przebieg najwiekszej katastrofy w dziejach ludzkosci, a ktora podobno ma wydarzyc sie takze niebawem.
eninede no z tym potopem to nieźle przekombinowane. Aż ci + dałem ;) Tak zastanawiałem się szczerze mówiąc nad formą obrony przed czyhającym "kataklizmem" i dla mnie jest za dużo zmiennych. Nie jesteśmy w stanie sprecyzować z jakim konkretnym zagrożeniem mamy do czynienia. Nawiąże może tutaj do mechaniki teoretycznej (Pozdrawiam mojego prof. od mechaniki-świetny człowiek ;) ). Od dawien dawna "rywalizują" ze sobą dwa podejścia w fizyce: model przyczynowo-skutkowy i deterministyczny.
Jeden głosi ,że istnieje przyczyna a w konsekwencji niej mamy skutek (czyli małymi kroczkami dążymy do celu) oraz zasada najmniejszego działania-która mówi że cel jest z góry ustalony (filozoficzna negacja wolnej woli) i dążymy do niego po najkrótszej drodze. I tu pojawia się tzw "Teoria chaosu" w pewien sposób "poparta" mechaniką teoretyczną.
"...Przepływ czasu jest ukierunkowany. Nie jest neutralnym parametrem porządkującym zjawiska i nie mającym wpływu na ich przebieg. Oznacza to, że powtarzając jakiś eksperyment fizyczny nie jesteśmy w stanie powtórzyć jednego jego warunku - czasu.
Teoria chaosu pokazała, że
(1) pewne układy proste mogą zachowywać się w nieoczekiwany sposób, natomiast
(2) w układach bardzo złożonych można wykryć całościowe uporządkowanie, będące zaprzeczeniem lokalnie panującego nieporządku.
(3) Nie ma ścisłej granicy między nieporządkiem a uporządkowaniem...
Reasumując "... trzepot skrzydeł motyla na jednym końcu świata może wywołać huragan na drugim końcu świata..."
A wracając do zagłady. pomijając juz planetę X a chyląc wzrok ku słońcu. W 2011-2013 nastąpi hiper aktywność słońca- fakt tak normalny jak kolejne pory roku. Podczas ów aktywności w stronę ziemi wystrzeliwane są ogromne ilości ładunków o dużej energii (wiatr słoneczny) Podejrzewam ,ze ta potężna fala Elektro-magnetyczna dosłownie ugotuje całą elektronikę , a może i nas. Podobne zjawisko miało już miejsce bodajże w stanach tylko o niższej intensywności.
Dziękuje wszystkim którzy przebrnęli przez moje dywagacje na temat mechaniki ;)
Eninede być może odniosłem mylne wrażenie, ale wole się upewnić. Czy ty utożsamiasz ruch wirowy ziemi z jej magnetyzmem oraz w przypadku jego czasowego zaniknięcia ziemia się zatrzyma?
Być może chodziło o wpływ grawitacyjny Nibiru?
Kendzior, pamietam historię sprzed kilku lat, która wydarzyła się w jednym z włoskich miast (nie pamiętam już niestety, w którym). Pod wpływem wzmożonego pola elektromagentycznego postrzelały wszystkie termometry w aptekach.
A to ciekawe :) Nie słyszałem, pamiętam tylko że w stanach sieć elektryczna się ugotowała. No i mogę bazować na własnych doświadczeniach z prądem i polem elektromagnetycznym. Konkretnie mam na myśli kilka usmażonych telefonów komórkowych. Przydarzyło to się nam na laboratorium podczas "zabawy" dosyć silnym , bodajże wojskowym elektromagnesem :]
Proste doświadczenie z magnesem przystawionym do monitora crt-ka już w niewielkim stopniu obrazuje nam możliwości pola magnetycznego. (Chodzi tu chyba o odchylanie pędzących elektronów-poprawcie jeśli się mylę)
Tak więc Boże zachowaj nas ode złego ;) wielka ołowiana klatka by się przydała ;)
Tak, odniosles zle zrazenie. Jesli to co napisalem, wlasnie tak wyglada, to od razu zaznaczam, ze nie to mialem na uwadze.
Od razu mnie poprawcie, ale z tego co mi wiadomo to:
Ruch wirowy nie jest sprawca magnetyzmu, ale sprawca lokalnej grawitacji (oznaczanej litera G) (moze nie jedynym ale wspoltworzacym).
Magnetyzm ziemi natomiast tworzy ziemskie ciekle bedace caly czas w ruchu jadro.
Sylwestrze... z checia odwdzieczylbym Ci sie + ale poki co na chwile obecna nie jestem w stanie zrozumiec tego co napisales. Jest to dla mnie zbyt zawile i nie widze zwiazku. To tak jakbys rozwiazujac skomplikowany matematyczny przyklad, podstawil do niego sobie tylko znany wzor i nie chcial powiedziec dlaczego.
Co do tej wspomnianej wczesniej aktywnosci Slonca oto audycja radiowa poswiecona Patykowi Gerylowi i jego odkryciu:
http://www.wrzuta.pl/audio/3kGTpQF7Y0/
Kendzior nie ma sensu mówić np. o zasadzie prac przygotowanych, lub robić wykładów z mechaniki teoretycznej. Można policzyć pole kwadratu stosując całkę, ale po co jak mamy wzór a2. Trzeba zawsze mówić tak, aby wszyscy zrozumieli -albo przynajmniej starać się najbardziej jak to możliwe - tak mawiał mój wykładowca z konstrukcji betonowych i tego się trzymam i wam też polecam.
Dlaczego nie?? :) mi to tylko pokazało, że jabłka - humanistyczne i nauk przyrodniczych spadły z tego samego drzewa. Przynajmniej w sferze teoretycznej :) Tak czy owak ja ten "bełkot" rozumiem.
Szerze mówiąc starałem się upraszczać na tyle ile to było możliwe bez straty dla "wartości" tej wypowiedzi. Kolejną sprawą jest to ,że uznałem akurat to zagadnienie za jedno z ciekawszych dla "zwykłych zjadaczy chleba". Nie jestem zwolennikiem upraszczania wszystkiego. Ktoś w końcu musiał odkryć ten wzór na pole kwadratu ;)( przenośnia) Może to banalny przykład... ale jeśli chodzi o mnie np. nie lobię korzystać z czegoś nie wiedząc jak to działa. Nie chciałbym również być źle zrozumiany ,że komplikuje sobie w ten sposób życie.
Nie mialem na mysli tego, ze nie rozumiem samej istoty Teorii Chaosu (chodz na pewno nie do konca), ale tego jak powiazujesz ja z przyszlym ew. kataklizmem. A jesli podajesz ja tylko jako ciekawostke nie zwiazana z tematem, to ok, nie mam nic przeciwko, ale z poczatku probowalem znalezc zwiazek i troszke sie zaklopotalem.
Jesli wszyscy natomiast lubicie takie zagadnienia, proponuje ksiazke pt. "krotka historia czasu" S.Hawkinga. Kazdy ciekawy chodz troszke fizyki, astronomii zrozumie jej idee i dowie sie elementarza teorii strun, t.chaosu czy mozliwosci istnienia 24-wymiarowego swiata. Jest ona napisana w najprostrzy z mozliwych sposobow jezyk fizykow, ale ostrzegam, ze jesli nie interesujecie sie tymi tematami - nie czytajcie :D, temat wciaga, a wierzcie mi nie posiada granic.
Jeżeli chodzi o wzmożoną aktywność słoneczną, to najgorszym możliwym scenariuszem jest pokrycie się jej czasowo z okresem zaniku ziemskiego pola magnetycznego (związanym z procesem przebiegunowania). Zjonizowane cząstki znajdujące się w atmosferze będą wtedy bardzo podatne na działania wiatru słonecznego, który może je "wywiać", ale i do tego potrzebna jest spora ilość czasu.
Kendzior - Klatka Faradaya - czemu nie, tylko ten ołów - uchroni nas przed zgubnym dziłaniem centralnego ogrzewania, ale dziatki, co z dziatkami? Tak czy owak cywilizacja zginie :P
Hmm, no więc tak...
-przede wszystkim wyjechać z miasta (pożary, panika, brak wody, prądu , chaos, napady, rabunki itp itd);
-wyjechać w "stare góry" ( w Polsce - Sudety)
-zabrać: krzesiwo, siekierkę, nóż, kompas, lornetkę, lupę(zapałki i zapalniczki też ale w końcu nie będzie można niczego nigdzie kupić)
-zabrać: lekki i ciepłe ubrania oraz przede wszystkim dobre, mocne buty
-zabrać:jakiś bryk zawierający przydatne kompendium wiedzy (matematyka, geometria, fizyka, chemia, astronomia, która nie wiadomo kiedy i do czego może się okazać przydatna a przecież nie mamy tego wszystkiego w pamięci;
-zabrać żywność na kilka tygodni i tabletki do odkażania wody
-zabrać trwałe naczynia(najlepiej wojskowego typu menażki) i sztućce
-zabrać latarkę-dynamo (napędzaną ściskaniem w dłoni)
-zabrać nasiona zbóż hodowlanych
-ZABRAĆ: RODZINĘ I PEWNYCH PRZYJACIÓŁ
-Wynająć domek tak, jakby się przyjechało na wakacje(ogrzewany węglem, z ręcznym hydroforem ciągnącym wodę (prądu może szybko nie być) i kominkiem.
Jeśli nic się nie wydarzy, opłacić pobyt, zapakować ponownie auto i wrócić do domu! I T A K BYŁOBY NAJLEPIEJ!!!
Mada
Ja mam propozycję, aby zastanowić się nad duchowym wymiarem tego prawdopodobnego kosmicznego zdarzenia. Głęboko wierzę, że "Kamień słońca" to wiarygodny kalendarz :p Wedle legendy to słońce ma zwiększyć swoją aktywność, cokolwiek to znaczy a my przejdziemy w inną formę świadomości ;-) Dlatego niekoniecznie musimy zginąć od kataklizmów, ale choćby od zachwiania atomowej struktury wszystkiego co znajadzie się w zasięgu słońca. Miło jest sobie pomarzyć, ale naprawdę będę zły jak 22.12.2012 nic się nie zdarzy, a te p*ły zza oceanu będą parły z NWO !
PEACE ;)
Kończy się era ryb, wkraczamy w erę wodnika, która będzie charakteryzować się wyższym stanem ducha. Właśnie rok 2012 będzie rokiem przełomu. Prawdopodobnie dojdzie do katastrofy, ale ona nie będzie miała na celu całkowitego zniszczenia życia na Ziemi. Jej celem będzie wywołanie szoku, aby człowiek otworzył się na sferę ducha. Dlaczego tak drastycznie? Ponieważ obecna droga większości ludzi prowadzi do ateizmu, materializmu. (który sprowadza człowieka do roli jednostki biologicznej, ukierunkowanej na więcej i więcej, tylko), z owej drogi nie jest łatwo zawrócić. Wyobraźcie sobie, że Papież (lub też: Dalajlama, Imam) mówi: grzesznicy nawrócenie się, błądzicie. Słowa skierowane do ogółu ludzkości. Nie zadziała właściwie, ba mogą przynieść odwrotny efekt. Dlatego potrzebny jest szok. Szok o zasięgu ogólno ludzkim. Warto przygotować się wcześniej, nie materialnie, duchowo.
Dwie rzeczy nie mają granic:
wszechświat i ludzka głupota.
Albert Einstein
Do MasterMind-ów
Bardzo, ale to bardzo prosimy o wpisy poprawne gramatycznie i ortograficznie!
masterminds.pl to serwis społecznościowy, który ma kształcić a nie uwsteczniać!
Pamiętajcie o tym.
A tak wogole... CO TO MA BYC?
TAKI ENTUZJAZM NA POCZATKU... A TU PROSZE, jeszcze nikt nic konkretnego nie napisal.
MAMY TYLKO 4 LATA! :D DO ROBOTY ! :D
Ucinamy zbedne dywagacje i prosze o konwersacje z 'jazda po calosci' i 'bez trzymanek' !
Pozdrawiam wszystkich!
Po rannej, naprawdę wczesnej pobudce skierowałbym swoje kroki wprost do łazienki i kabiny prysznicowej, gdzie wziąłbym najsolidniejszy prysznic w swoim życiu - wszak do raju wybieram się czysty i pachnący. Mam niczym niezachwianą pewność, że właśnie się tam znajdę przez całe życie byłem - grzeczny, uczynny, może nie kochałem za nadto bliźnich, ale również nie wchodziłem im za bardzo w drogę. Byłem dobrym Markiem, a dobre Marki idą do nieba - Nie ważne jakiego chrześcijańskiego czy Anuackiego. Gdyby jednak nagle kanony dobra uległy sporemu przewartościowaniu - wylądowanie brudnym w piekle to czysty obciach. W trakcie kąpieli wydzierałbym na cały regulator najnowszy hit Britney Spears Womanizer 3rd edition - sąsiedzi mogliby mi naskoczyć, a ten jeden występek na pewno uszedłby mi płazem - na świętego nie kandyduje.
Po zakończeniu szuruburu wskoczyłbym w odzienie wierzchnie - nie, nie żadne najlepsze jakie mieści się w mojej garderobie - wybiorę te, w którym najlepiej się czuję - 5 letnie jeansy lee o dziurach w kroczu większych niż rów mariański oraz koszulkę w kaczuszkę, którą posiadam od 5 klasy szkoły podstawowej (tak, tak wiem, że to dziwne, ale ja naprawdę ją lubię).
Ostatnie ogarnięcie wzrokiem mieszkania - tak mieszkało się wspaniale, sąsiedzi byli może trochę upierdliwi, ale w ostatecznym rozrachunku było warto. Teraz czas na prawdziwą ucztę - restaurację, na którą nigdy nie mogłem sobie pozwolić, a zawsze chciałem w niej zjeść - jutro pieniądze będą mi równie potrzebne co corega tabs. W drodze do jadłodajni rzucę klucze od domu pierwszemu napotkanemu bezdomnemu - Niech choć jeden dzień poczuje, co to własność.
Po raju dla podniebienia - szybka podróż do sklepu, zakończona wykupieniem całego stanu Lucky Strike'ów - mojej ulubionej marki papierosów oraz krzesełka turystycznego. Z tym zestawem szybka podróż na najbardziej zatłoczone przejście w mieście. Na miejscu rozłożę się najwygodniej, jak tylko można na małej kupce plastiku, poczym będę zagadywał ludzi hasłem "do you fancy for a strike??" zawsze byłem miłośnikiem dwuznacznych tekstów i dobrych fajek.
Później - niech się dzieje wola nieba! (z nią się zawsze zgadzać trzeba)
Pozdrawiam!
- zapewnienie sobie odpowiedniego miejsca, pomieszczenia, preferowana konstrukcja żelbetowa o powierzchni najlepiej ok 100 m2
- z wyliczeń przeprowadzonych z kolegami w akademiku, pocałkowawszy po polu obszaru płaskiego oraz stworzeniu wzorów zwanych prawami ogólnego przeżycia w warunkach uznanych powszechnie za ekstremalne wyszło (dla lat 5):
-1000 szt. 5 L butelek z wodą np. kupionych w lidlu
- 3500 szt. zupek chińskich, różnych smaków (tylko nie krewetkowa i curry)
- 2000 szt. konserw z różnego mięsa (w składzie najprawdopodobniej mięso oddzielane mechanicznie)
- pasta do zębów - 50 szt. + ok. 15 szczoteczek do zębów
- nóż MacGaywera - szt. 2 - do pracy, do obrony
- zalecane: nóż Johna Rambo - 1 szt. kozacki i do obrony
- 30 długopisów, 30 zeszytów - a nóż coś się napisze - patrz Kroniki Sary Connor
- trochę dobrych książek + książka "Survival i ja"
- latarka - 3 szt.+ baterie ile się da
- zapalniczki, zapałki w razie zrobienia ogniska, ala czuj czuj czuwaj
- torba ubrań (przyjmijmy że jesteśmy ograniczeni powierzchnią - kobiety muszą się zastanowić co wziąć ;)
- min. 3 pary butów
- powiedzmy 100 L benzyny, ew. nafta do lamp (więc np 2 lampy naftowe)
- siekiera - do porąbania drewna, to zabawienia się w szalonego Indianina, do obrony
Tyle z rzeczy niezbędnych.
Za takie podejscie do sprawy z checia przyznaje Tobie 'pozytyw'.
Brakuje mi tu jedynie, kilku szczegulow...
Jesli piszesz, ze bierzesz pod uwage 5-letni okres pobytu - to jakimi nastepstwami on mialby byc spowodowany? Bo jak rozumiem, nie opisujesz tu wybuchu bomby jadrowej, za przyczyna ktorej radioaktywny wiatr skaza powietrze i wode, a w nastepstwie zmusza do kompletnej izolacji. Moze mielibysmy dostep jednak/lub na szczescie do jakiejs wody i dobrym pomyslem byloby zaopatrzenie sie w jakis filtr. Wezmy pod uwage rowniez i to, ze nie chcielibysmy zostac tam sami ;). Co do zupek chinskich - 3 tyg to max jakie mozna spedzic jedzac je (jestem tego najlepszym 'zywym' :D dowodem) po tym czasie twarz dretwieje, w ustach nie czujesz jezyka, a 'kiszki' zaczynaja tworzyc przepiekne fraktale :D.
Warzywa i owoce - koniecznosc.
Co do ubioru kobiet... sorry, ale nie wiem jak moglbys pozwolic kobiecie na zastanawianie sie nad ubiorem na 5 lat??? To najzwyklejsze w swiecie zabojstwo. Po niecalym tygodniu rozmyslania trzebaby bylo ja podlaczyc do kroplowki... (to tak jak dowcip o bladynce ktorej dajesz kartke na ktorej po obu stronach widnieje napis: "odwroc na druga strone" :D).
Co do wszystkich pozostalych punktow zgadzam sie z Toba w 100%.
Nie mam zbyt wiele teraz czasu... wiec koncze.
Do uslyszenia niebawem.
Jeżeli o mnie chodzi to nie miałbym planów na ostatni dzień życia. Spędził bym go normalnie. Jeżeli chodzi o jakieś przygotowania spiżarni i żelbetonowego schronu do 2012 też bym nic nie zrobił. Dlaczego?
Należy się zastanowić nad podstawowymi zagrożeniami ze strony natury (ziemia, woda, powietrze, ogień). Jednocześnie wybierając potencjalnie bezpieczne miejsce należy w logiczny sposób eliminować wyżej wymienione zagrożenia.
Woda. Na dzień dobry wiemy, że grozić nam będą powódź i tsunami. Czyli musimy udać się możliwie jak najdalej od wody i w miarę możliwości wysoko jak ktoś podał przykład 1500 metrów n.p.m..
Ziemia. Czyli co? Trzęsienia ziemi, wulkany, lawiny, osunięcia ziemi do wody, ruchy tektoniczne itp. Ciężka sprawa bo trzęsień ziemi i ruchów tektonicznych nie ominiemy. Jeżeli chodzi o lawiny to musielibyśmy znajdować daleko od gór i miast czyli pustkowie – większe prawdopodobieństwo że przeżyjemy trzęsienie ziemi na pustkowiu niż w mieście czy w górach.
Ogień. W miastach palić się może wszystko od stacji benzynowych i instalacji gazowych po walące się budynki. W lasach z kolei drzewa stanowią zagrożenie czyli już nie od takie sobie dzikie tereny mamy do wyboru ale pustynia albo teren możliwie najmniej odrzewiony.
Powietrze. Czyli co? Tornada, huragany i silne porywiste wiatry. Znowu lokacja blisko wody i miasta nam odpadają. Jak wiadomo tornada rosną w siłę nad wodą i dopiero w głębi lądu słabną. Z kolei lasy też nie są bezpieczne – huragan może wyrywać drzewa i „rzucać nimi”. Więc po takiej wstępnej analizie wychodzi na to, że pustkowia wyżej od poziomu morza z daleka od gór i bez drzew byłyby najbezpieczniejsze. Ale…
Z obecnego punktu widzenia pojęcie „bezpiecznego miejsca” jest względne. To, że teraz coś jest na przykład 1500 metrów n.p.m. nie znaczy to, że po „mega” trzęsieniu ziemi dalej tam będzie. A jeżeli nawet ziemia się tam nie osunie to równie dobrze może tam powstać wulkan i nasz schron może okazać się pułapką a pożywienie, woda i wszelkie zapasy różnego sprzętu survivalowego „pójdą razem z dymem”.
Moim zdaniem rzeczywistość będzie wyglądać tak, że ludzie którzy przeżyją taką katastrofę, będą przystosowywać się na bieżąco do zmienionego świata. Szukać w resztkach budynków lekarstw, jedzenia, ubrań itd. Z czasem jak to co ocaleje po katastrofie nie będzie się nadawać do użytku, to ludzie będą musieli nauczyć się polować i hodować zwierzęta oraz „uprawiać ziemie”.
Narazie to mi przyszło do głowy jak coś wymyślę to napiszę pozdrawiam
Mam kilka własnych pomysłów do „użyciowienia” w/w listy – podzielę się nimi później.
Po drugie: eninede niezły z Ciebie żartowniś - nie, nie, nie mówiłem o żadnej bombie atomowej i chmurze radioaktywnej!!! Skąd Ci to przyszło do głowy? he Aczkolwiek każdy z was łatwo jest sobie wyobrazić, reaktor rozerwany na pół np. przez trzęsienie ziemi - w każdym razie nie byłby to najmilszy widok oraz mało ciekawa perspektywa dla okolicy.
Po trzecie: listę należy uzupełnić o stalowy kubek, stalowy talerz, łyżkę, a widelca nie trzeba bo można jeść rękami
Po czwarte: zdaję sobie sprawę z kosztów wybudowania takiego schronu - po prostu podałem receptę na w miarę dobrą kryjówkę - reszta, rzeczy nie wyniesie ogromnych pieniędzy bo wbrew pozorom nie ma tego aż tak wiele. Zamiennie zwykły dom jeśli wytrzyma trzęsienia będzie dobrym schronieniem.
Po piąte: te pięć lat to wcale nie było takie z kosmosu, kiedyś leciał program o Yellowstone i tym mega wulkanie i na tyle lat zaciemnione zostałoby słońce przez pył, co wiązało by się ze spadkiem temperatury - potem można uczynić pożytek z benzyny, tak jak zrobili to w filmie The think -skonstruowali sobie miotacze ognia i podpalili całą stację badawczą na Antarktydzie + mieli ze sobą szkocką czy inny alkohol ;)
A co do samej katastrofy...
Przyszla mi do glowy pewna przerazajaca mysl... az boje sie ja opowiedziec, bo za kazdym razem, gdy to proboje przywolac ja z pamieci, pot mnie zalewa, w glowie zaczyna pulsowac, a rece zaczynaja sie trzasc jak po miesiecznym upojeniu... :D
A oto moja wizja... 23.12.2012 roku:
Wg jednej z teorii, w okresie tym Ziemia znajdzie sie w linii miedzy Nibiru, a Sloncem. Wg innej nie majacej nic wspolnego z X, ale takze mowiecej o katastrofie tyle, ze spowodowanej nadmiernym oddzialywaniem Slonca co 11500 lat jest mowa o przemagnesowaniu Ziemii. Wiec... (zaraz albo zaczniecie obgryzac paznokcie, schowacie sie pod koldre, zlapiecie najzwyklejszego 'dola', albo po prostu zeswirujecie - co bedzie chyba najlepszym rozwiazaniem :D, dlatego tez zastanowcie sie nad kontynuacja dalszej lektury) zmiana biegunow na naszej planecie nie odbywalaby sie blyskawicznie, jego poczatkiem bylo by spowolnienie ruchu obrotowego Ziemi, do momentu w ktorym calkowicie by sie zatrzymala.
I teraz 'najfajniejsze'...
Nalejmy do wiaderka wody i zacznijmy krecic nim 'prostopadle' do podloza. Nic nam sie nie stanie jesli przestaniemy 'machac' nim w dolnych obszarach zataczanego okregu, w innym wypadku bedziemy musieli skorzystac z krzemienia :D. W przeciwienstwie jednak do pojemnika - nad Ziemia to nie my mamy kontrole, ale obiekty 'troszke' od nas wieksze.
W chwili zaburzenia rownowagi, sily grawitacji moga diametralnie zmalec. Nie zejda do 0, ale (moj domysl) dojda do wartosci w ktorej wody na Ziemii po prostu 'pofruna'. W zwiazku z tym, ze bedzie jeszcze istnial ruch obiegowy atmosfera zachowa swoja stabilnosc, ale morza, rzeki i oceany po prostu przemieszczac sie beda po planecie. W zwiazku, z tym tez, ze nacisk na skorupe ziemska bedzie tez minimalny, plynne jadro sila odsrodkowa dzialac bedzie mocniej w kierunku zewnetrznym i (chyba) nie bedzie mialo znaczenia, gdzie lacza sie plyty tektoniczne naszej planety, nie bedzie mialo i to jak ogromnymi gorami sa Himalaje, bo caly, absolutnie caly swiat ulegnie zmianie. I zgadzac moglo by sie teraz to, ze nie mozemy odszukac takiej Atlantydy lub biblijnego Edenu, ktore to moga teraz lezec gdzies na dnie najglebszego oceanu.
No chyba, ze jest jakis trwaly schemat takiego zdarzenia... Europa, ponownie stanie sie lodowata, Afryka bedzie jedynym miejscem przetrwania, a Arka (chociaz teraz moze przynajmniej bedzie nie Noego, a np Obamy i nie Arka ale ... hehe) utknie na gorze Arrarat.
W takim wypadku szczerze powiem, ze nie mam absolutnie zadnego pomyslu a' propos ratunku, no chyba, ze wsoczyc do jakiejs zabezpieczonej kadzi z cieklym azotem i wierzyc, ze za jakies 3500 lat nowe spoleczenstwo bedzie na tyle 'madre' i rozwiniete technologicznie (pomijam fakt, ze zostane oczywiscie odnaleziony i nie uznany za specyficzna odmiane mumii, ktora to zamiast zostac zbalsamowana, zostala przez przypadek w niewyjasniony sposob zamrozona), ze beda mogli mnie przywrocic do zycia. Ale, czy taka opcja bedzie miala sens? A co jesli nowymi 'wlascicielami' Ziemi nie beda ludzie, a powiedzmy ... pajeczako-noidy, hieno-idy czy karaluchony. O cholera ... to ja juz poprosze bilet do Parku Yealowstone, przynajmniej zobacze z bliska super fajerwerki, ktore to w koncu zdarzaja sie raz na kilka tysiecy lat no i sa za darmo :D
Jak na jeden raz to i tak duzo...
Teraz wasza kolej...
Pozdrawiam wszystkich
A mówiąc o o latającej wodzie masz na myśli nic innego jak siły bezwładności - jak silna ona będzie zależy od tego jak gwałtownie miałaby się zatrzymywać Ziemia po prostu.
Co ciekawsze, to co napisalem, zgadzalo by sie z opisem biblijnego potopu.
Dlaczego odnosze wrazenie, ze wlasnie odnalazlem kamien filozoficzny/teorie, ktora najlepiej wyjasnia przebieg najwiekszej katastrofy w dziejach ludzkosci, a ktora podobno ma wydarzyc sie takze niebawem.
Pozdrawiam wszystkich
Jeden głosi ,że istnieje przyczyna a w konsekwencji niej mamy skutek (czyli małymi kroczkami dążymy do celu) oraz zasada najmniejszego działania-która mówi że cel jest z góry ustalony (filozoficzna negacja wolnej woli) i dążymy do niego po najkrótszej drodze. I tu pojawia się tzw "Teoria chaosu" w pewien sposób "poparta" mechaniką teoretyczną.
"...Przepływ czasu jest ukierunkowany. Nie jest neutralnym parametrem porządkującym zjawiska i nie mającym wpływu na ich przebieg. Oznacza to, że powtarzając jakiś eksperyment fizyczny nie jesteśmy w stanie powtórzyć jednego jego warunku - czasu.
Teoria chaosu pokazała, że
(1) pewne układy proste mogą zachowywać się w nieoczekiwany sposób, natomiast
(2) w układach bardzo złożonych można wykryć całościowe uporządkowanie, będące zaprzeczeniem lokalnie panującego nieporządku.
(3) Nie ma ścisłej granicy między nieporządkiem a uporządkowaniem...
Reasumując "... trzepot skrzydeł motyla na jednym końcu świata może wywołać huragan na drugim końcu świata..."
A wracając do zagłady. pomijając juz planetę X a chyląc wzrok ku słońcu. W 2011-2013 nastąpi hiper aktywność słońca- fakt tak normalny jak kolejne pory roku. Podczas ów aktywności w stronę ziemi wystrzeliwane są ogromne ilości ładunków o dużej energii (wiatr słoneczny) Podejrzewam ,ze ta potężna fala Elektro-magnetyczna dosłownie ugotuje całą elektronikę , a może i nas. Podobne zjawisko miało już miejsce bodajże w stanach tylko o niższej intensywności.
Dziękuje wszystkim którzy przebrnęli przez moje dywagacje na temat mechaniki ;)
Być może chodziło o wpływ grawitacyjny Nibiru?
Kendzior, pamietam historię sprzed kilku lat, która wydarzyła się w jednym z włoskich miast (nie pamiętam już niestety, w którym). Pod wpływem wzmożonego pola elektromagentycznego postrzelały wszystkie termometry w aptekach.
Proste doświadczenie z magnesem przystawionym do monitora crt-ka już w niewielkim stopniu obrazuje nam możliwości pola magnetycznego. (Chodzi tu chyba o odchylanie pędzących elektronów-poprawcie jeśli się mylę)
Tak więc Boże zachowaj nas ode złego ;) wielka ołowiana klatka by się przydała ;)
Od razu mnie poprawcie, ale z tego co mi wiadomo to:
Ruch wirowy nie jest sprawca magnetyzmu, ale sprawca lokalnej grawitacji (oznaczanej litera G) (moze nie jedynym ale wspoltworzacym).
Magnetyzm ziemi natomiast tworzy ziemskie ciekle bedace caly czas w ruchu jadro.
Sylwestrze... z checia odwdzieczylbym Ci sie + ale poki co na chwile obecna nie jestem w stanie zrozumiec tego co napisales. Jest to dla mnie zbyt zawile i nie widze zwiazku. To tak jakbys rozwiazujac skomplikowany matematyczny przyklad, podstawil do niego sobie tylko znany wzor i nie chcial powiedziec dlaczego.
Co do tej wspomnianej wczesniej aktywnosci Slonca oto audycja radiowa poswiecona Patykowi Gerylowi i jego odkryciu:
http://www.wrzuta.pl/audio/3kGTpQF7Y0/
Jesli wszyscy natomiast lubicie takie zagadnienia, proponuje ksiazke pt. "krotka historia czasu" S.Hawkinga. Kazdy ciekawy chodz troszke fizyki, astronomii zrozumie jej idee i dowie sie elementarza teorii strun, t.chaosu czy mozliwosci istnienia 24-wymiarowego swiata. Jest ona napisana w najprostrzy z mozliwych sposobow jezyk fizykow, ale ostrzegam, ze jesli nie interesujecie sie tymi tematami - nie czytajcie :D, temat wciaga, a wierzcie mi nie posiada granic.
Pozdrawiam wszystkich
Kendzior - Klatka Faradaya - czemu nie, tylko ten ołów - uchroni nas przed zgubnym dziłaniem centralnego ogrzewania, ale dziatki, co z dziatkami? Tak czy owak cywilizacja zginie :P
-przede wszystkim wyjechać z miasta (pożary, panika, brak wody, prądu , chaos, napady, rabunki itp itd);
-wyjechać w "stare góry" ( w Polsce - Sudety)
-zabrać: krzesiwo, siekierkę, nóż, kompas, lornetkę, lupę(zapałki i zapalniczki też ale w końcu nie będzie można niczego nigdzie kupić)
-zabrać: lekki i ciepłe ubrania oraz przede wszystkim dobre, mocne buty
-zabrać:jakiś bryk zawierający przydatne kompendium wiedzy (matematyka, geometria, fizyka, chemia, astronomia, która nie wiadomo kiedy i do czego może się okazać przydatna a przecież nie mamy tego wszystkiego w pamięci;
-zabrać żywność na kilka tygodni i tabletki do odkażania wody
-zabrać trwałe naczynia(najlepiej wojskowego typu menażki) i sztućce
-zabrać latarkę-dynamo (napędzaną ściskaniem w dłoni)
-zabrać nasiona zbóż hodowlanych
-ZABRAĆ: RODZINĘ I PEWNYCH PRZYJACIÓŁ
-Wynająć domek tak, jakby się przyjechało na wakacje(ogrzewany węglem, z ręcznym hydroforem ciągnącym wodę (prądu może szybko nie być) i kominkiem.
Jeśli nic się nie wydarzy, opłacić pobyt, zapakować ponownie auto i wrócić do domu! I T A K BYŁOBY NAJLEPIEJ!!!
Mada
PEACE ;)